Przeprowadzka! >> środa, 7 stycznia 2009 20:13:04
Moi drodzy przenoszę się. Ta sama nazwa, nowa historia. Mam nadzieję, że się spodoba xD
www.fischer-vs-kaulitz.blog.pl

Niezmiernie szkoda opuszczać mi mylog, ale niestety, chyba nigdy nie będzie już tak sprawny, a nie mam zamiaru wciąż czytać komunikatów, że serwis jest niedostępny. Dlatego z bólem serca się przenoszę.
A i jeszcze jedno, nie będę przenosić opowiadania FvsK, jest zakończone więc uważam, że to bez sensu. Dlatego na nowym serwisie ruszam od razu od nowej historii.
Dziękuję za uwagę i .... kocham Was:* xD

Callien

komentarze [0]/Komentuj

Callien

Seria II cz. XIX >> sobota, 15 listopada 2008 11:42:04
KONIEC!

Kochani moi xD
oto nadchodzi dzień, w którym kończę to opowiadanie. Jestem strasznie wdzięczna tym, którzy trwali ze mną, pomagali, byli.

Przeprosiny dla: (za wszystko)
shake-up-of-emotions
maine-schatz
endlosikeit
wspomnienia-milosci
charlotte-hoffmann
fuck-me-tom
jacob
stupidsadperson
Justyny

Podziękowania dla:

shake-up-of-emotions
maine-schatz
endlosikeit
wspomnienia-milosci
charlotte-hoffmann
fuck-me-tom
jacob
stupidsadperson
Justyny
Wybaczcie jeżeli kogoś pominęłam:*:*

Specjalne dla:

Dla Gosi:* Bo nie wiedziałam, że dzięki blogowi można poznać tak wspaniałą osobę. <3:* Dziękuje:*
Dla Kotka, która czuwa nad sprawami technicznymi bloga, bo ja jestem w tym całkiem ciemna. I za to, że czasem kopie mnie po tyłku i sprowadza na ziemię. :*
Dla Pau, bo jest ze mną od początku, i zawsze cierpliwie czeka:*
Dla Kaczki, a tak dla ciebie, bo chociaż nie komentujesz to czytasz:*

Zapraszam na ostatnią część.

XIX
Tom nigdy nie myślał, że ma w sobie tak wielkie pokłady energii. Biegł ile sił nogach. Nie mógł dopuścić, aby coś się jej stało, mimo tego, co zrobiła. Kiedy znalazł się pod domem Mandy, pospiesznie wszedł na schody i po cichu pociągną za klamkę. Nie miał żadnego planu, kompletnie nie wiedział, co ma robić jednak coś podpowiadało mu, że powinien wślizgnąć się do domu niezauważony. Ku irytacji chłopaka, klamka jak na złość nie chciała ustąpić. Wziął kilka oddechów i zdenerwowany zaczął myśleć nad innym wejściem do pomieszczenia. Oświecony, pobiegł do ogrodu, gdzie znajdowało się małe wejście do kuchni. Z ulgą wślizgnął się do środka i nisko pochylony rozglądał się niepewnie po pokojach.

- Miałaś mnie za tępaka?! – krzyknął oburzony Ben – Boisz się co? – zapytał z ironicznym uśmiechem. Mandy patrzyła na niego z przerażeniem. Nigdy wcześniej nikt nie uderzył ją w twarz.
- Jesteś chory, pomogę ci, jeśli mi tylko dasz szansę – szepnęła. Po chwili jej głowa została odrzucona pod wpływem kolejnego silnego uderzenia. Złapała się za pulsujące miejsce, a z oczu mimowolnie popłynęły jej łzy.
- Nigdy więcej nie waż się mnie tak nazywać – syknął łapiąc ją za włosy i zmuszając, aby na niego popatrzyła – Nigdy!
Puścił ją i wyszedł zamykając drzwi na klucz. Mandy zerwała się z podłogi i zaczęła kopać w drzwi i krzyczeć, aby mężczyzna ją wypuścił. Po chwili jednak przestała i zaczęła szukać pospiesznie zapasowego klucza w biurku.

Tom usłyszał trzaskanie drzwi, krzyk Mandy i od razu skierował się w stronę jej pokoju. Na jego nieszczęście zapomniał o ostrożności.
- Kogo my tu mamy? – zapytał Ben zmierzając w jego stronę. Tom popatrzył na niego ze złością wymalowaną na twarzy i już miał się na niego rzucić, kiedy brunet pokiwał przecząco głową, wyciągnął przed siebie dłoń i wymierzył pistolet prosto w pierś Toma. – Nie radziłbym – stwierdził uśmiechając się przebiegle.
- Wypuść ją – powiedział pewnie, bał się jednak, że w każdej chwili jego głos się załamie. Nie chciał mu okazać, że się boi, ale w głębi serca czuł strach. Nagle na schodach rozległ się dźwięk otwieranych drzwi, a z pokoju wyszła Mandy. Widząc scenę rozgrywającą się w salonie, zaczerpnęła głęboko powietrze i powoli zeszła na dół.
- Ben, proszę cię odłóż broń – szepnęła stając pomiędzy nimi. Tom chciał do niej podbiec, przytulić ją, wiedział jednak, że każdy gwałtowny ruch może skończyć się wystrzałem.
- Byłaś dla mnie wszystkim. Kochałem cię! – krzyknął zdesperowany brunet. Mandy chciała go dotknąć, jednak on odsunął się, grożąc jej bronią. – Myślałem, że jesteś najczystszą dziewczyną, nigdy cię nie dotknąłem i chciałem cię chronić przed właśnie takimi jak on – mówiąc to wskazał na Toma. Mandy przełknęła nerwowo ślinę. Serce tłukło jej się tak, że aż dziwiła się, że oboje go nie słyszą. Dziewczyna widząc jego opór, złapała się ostatniej deski ratunku.
- Ben kocham cię i zawsze będę cię kochać – szepnęła. Tom poczuł jak krew uderza mu do głowy. Jaki był głupi narażając życie i przychodząc tu.
- Ty kłamliwa suko! Myślisz, że nie wiem, że kłamiesz?! To niby czyje dziecko nosisz w sobie? – Mandy popatrzyła na niego przerażona, skąd on mógł wiedzieć o jej ciąży? Ben zaczął charczeć – Myślałaś, że nie wiem, co? – zaśmiał się gardłowo. – Otóż wiem, byłaś tak zajęta użalaniem się nad sobą, że zapomniałaś schować test – uśmiechnął się triumfalnie. Mandy zamknęła oczy, czując jak niechciane łzy cisną jej się do oczu. Nie chciała mu pokazywać, że jest słaba, a jeszcze bardziej bała się reakcji Toma, który do tej pory się nie odzywał. Nagle poczuła jak Ben ją odpycha. Upadła na kolana i z przerażeniem zobaczyła jak wraz z Tomem wdaje się w bójkę. Mandy skuliła się widząc jak broń trzymana przez Bena zwraca się raz ku Tomowi raz ku właścicielowi.
- Ben! Przestań – krzyknęła zrozpaczona, jednak nie była w stanie nic zrobić.
Ben patrzył z nienawiścią na dredziarza, na jego czole pojawiły się małe kropelki potu, wynikające z wysiłku. Po chwili oboje padli na ziemię. Obracali się jeszcze chwile po podłodze, aż w całym domu rozszedł się dźwięk wystrzału. Tom znieruchomiał i popatrzył z przerażeniem na przeciwnika. Mandy popatrzyła na nich. W całym domu dało się usłyszeć jej przejmujący krzyk. Podpełzła na kolanach w stronę mężczyzn. Tom leżał na Benie, jednak nie ruszał się i na dodatek miał zamknięte oczy. Dziewczyna pomyślała o najgorszym i zaczęła głośno łkać. To musiał być jakiś sen. Jak deja vu, do jej myśli powrócił obraz sprzed lat, kiedy to w ten sam sposób próbowała obudzić swojego brata, tylko, że teraz potrząsała ciałem nie Maxa, a Toma.
- Tom, błagam cię odezwij się – szeptała. Po chwili ciało chłopaka poruszyło się. Widząc krew na bluzie Toma, jęknęła głośno i pomogła mu wstać.
- Spokojnie, to nie moja krew, jestem cały – powiedział, patrząc na nią. Kiedy chciała się do niego przytulić, Kaulitz wstał i w tym samym momencie do domu wtargnęła policja, wezwana za pewne przez Billa. Policjanci widząc, co się dzieje, wezwali karetkę, w której potem umieszczono Bena.
- Państwo proszeni są z nami.
Oboje wsiedli do samochodu policyjnego i udali się do najbliższej komendy. Mandy po godzinie była już wolna, jednak Toma przetrzymali o wiele dłużej. Wsiadła do taksówki i udała się do Katie, gdyż jej dom został zabezpieczony przez policjantów. Przyjaciółka przytuliła ją na powitanie. Mandy weszła do łazienki, gdzie postanowiła się wykąpać. Nagle łzy same zaczęły jej się cisnąc do oczu. Tak strasznie się dzisiaj bała o Toma, była przerażona myślą, że coś mogłoby mu się stać. Kochała go, dlatego po stokroć wolałaby żeby żył z inną kobietą, niż żeby zginął. Wtedy miałaby przynajmniej świadomość, że gdzieś tam jest szczęśliwy. Po kąpieli zeszła na dół i postanowiła opowiedzieć wszystko Katie.
- Będziecie mieli dzidziusia? – zapytała brązowooka, uśmiechając się uroczo. Mandy popatrzyła na nią smutnym wzrokiem.
- Ja będę go miała. Nie chcę nic na nim wymuszać, zniknę stąd, wyjadę
- Nie możesz tego zrobić, przecież on o niczym nie wiem – wzburzyła się Kate.
- Wie, Ben mu to wykrzyczał, a jednak nic nie zrobił, nic nie powiedział – szepnęła łamiącym głosem. Przyjaciółka wzięło ją w ramiona i przytuliła.
- Daj mu się oswoić z tą informacją. Myślę, że powinnaś do niego pójść.
- To chyba nie jest dobry pomysł, chociaż chyba należą mu się podziękowania – Mandy zamyśliła się na chwilę, a po chwili już się ubierała i zmierzała w stronę posiadłości Kaulitzów. Chłodny wiatr smagał ją po twarzy, jednak nie przeszkadzało jej to. Kompletnie nie wiedziała, co miałaby mu powiedzieć? Wspomnieć o dziecku? Po chwili znalazła się na schodach prowadzący do domu. Już miała sięgnąć do dzwonka, kiedy drzwi naglę się otworzyły, a w progu stanął Bill. Uśmiechnął się na jej widok, po cichu dodał jej odwagi i odszedł w stronę, z której przyszła Mandy. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i weszła do środka. Tom siedział w salonie przed telewizorem.
- Cześć – powiedziała niepewnie, a chłopak tylko się odwrócił i kiwną, jakby w ogóle nie był zaskoczony tym, że przyszła. Brunetka ze zdenerwowania zaciskała dłonie, postanowiła jednak, że powie mu, co ma powiedzieć i odejdzie.
- Słuchaj, chciałam…ci podziękować, za pomoc. Nie sądziłam, że będziesz chciał to zrobić – głos miała twardy, jednak w głębi serca miała ochotę rzucić mu się do stóp i błagać o wybaczenie. Tom milczał. – A co do… ciąży to chciałam ci przekazać, że nic od ciebie nie oczekuje…jeżeli kiedyś będziesz chciał się z nami zobaczyć, to po prostu zadzwoń.
Milczenie chłopaka doprowadzało ją do szału. Już wolała żeby się na nią wydarł albo coś. Widząc brak reakcji z jego strony, ruszyła w stronę wyjścia.
- Poczekaj! – obróciła się w jego stronę z nową nadzieją. Wstał i szybko pokonał odległość między nimi. Dopadł do niej i mocno wpił się w jej usta. Mandy bezradnie zarzuciła mu ręce na szyję i przylgnęła do niego jeszcze bardziej. Chłopak niewiele myśląc zaczął ją rozbierać. Mandy również nie była mu dłużna. Pragnęła go jak nigdy, gdyby ja teraz puścił zapewne by się przewróciła, ale ona wcale nie miał zamiaru jej puszczać.
- Nigdzie nie wyjedziesz – szepnął stanowczo pomiędzy kolejnymi pocałunkami. Podniósł Mandy i usadził ja sobie na biodrach, opierając ją o ścianę. Był tak spragniony, że nie wiedział czy zdoła się powstrzymać. Chciał jej pokazać, że tylko on ma do niej prawo i tylko on może ją w taki sposób dotykać. Wziął w dłonie jej twarz i zmusił ją, aby na niego spojrzała.
- Chce na ciebie patrzeć, kiedy będę dawać ci rozkosz – szepnął i wszedł w nią. Mandy przymknęła oczy oszołomiona doznaniem. Po chwili zaczęła się poruszać w rytmie, jaki wyznaczył Tom. Przytuliła się do jego szyi i jęczała mu cichutko do ucha.
- Kocham cię.
- Co? – zapytał oszołomiony.
- Kocham cię – szepnęła jeszcze raz, czując, że zbliża się jej „koniec”
- Powtórz to – rozkazał Tom.
- Kocham cię, kocham cię, kocham… - krzyknęła i poczuła jak chłopak przytrzymuje ją mocno i przyciska do siebie. Próbowała uspokoić oddech, czując jednocześnie jak Tom stara się zrobić to samo. Spojrzał jej prosto w oczy.
- Ja też cię kocham.
Spojrzała na niego wielkimi oczami. Nie spodziewała się, że usłyszy to wyznanie właśnie od niego. Serce zaczęło jej bić radośnie, jednak dalej nie wierzyła w to, co usłyszała. Tom musiał widzieć, zmiany na jej twarzy, bo zapytał.
- No i czego się tak dziwisz? – uśmiechnął się z cwanym błyskiem w oku, wziął ją na ręce i zaniósł do swojego pokoju.
- Po prostu się cieszę – odpowiedziała całując go w usta. – Przepraszam za wszystko.
- Cicho…to ja cię powinienem przeprosić i właśnie zamierzam to zrobić – wziął ją ponownie na ręce i położył na łóżku. Mandy zaśmiała się pod nosem.
- Już się zregenerowałeś? – zapytała ironicznie.
- Pamiętaj, że jestem silnym mężczyzną.
- Zapamiętam to sobie.
Po chwili Mandy leżała przygnieciona do łóżka, a Tom obdarowywał całe jej ciało pocałunkami. Dziewczyna wiła się pod jego ciałem i błagała, aby skończył jej męki, jednak Tom w cale nie miał na to ochoty. Ty, razem kochali się niespiesznie i namiętnie, chociaż oni zawsze kochają się namiętnie. Kiedy leżeli zmęczeni, tuląc się do siebie, Mandy opowiedziała Kaulitzowi wszystko o Benie, wydarzeniach w Ameryce i sytuacji, w której musiała tyle kłamać. Tom głaskał ją po głowie, aż zasnęła w jego ramionach.
- Moja biedna, mała Mandy – szepnął i ucałował ją w czoło, po czym sam zasnął.

8 miesięcy później.
Ostatni koncert, który mieli zagrać przed wielką przerwą miał odbyć się w ich rodzinnym mieście, Magdeburgu. To właśnie tu chcieli się dzielić swoją radością trasy koncertowej z fanami. Każdy chodził podenerwowany. Tom wziął swoją gitarę, gdyż właśnie mieli wychodzić na scenę, gdy nagle podszedł do niego Saki z telefonem. Chłopak spojrzał na niego zdezorientowany.
- Saki, teraz nie mogę.
- Wierz mi, musisz odebrać – mężczyzna skinął głową na potwierdzenie słów i podał mu telefon.

Mandy robiła właśnie obiad z Simone. Kobieta chciała, aby brunetka usiadła, jednak ta uparła się, że jej pomoże w przygotowaniu jedzenia dla chłopców. Czuła jednak jak maluch daje jej popalić. Ostatnio cały czas się wierci. W końcu zbliżał jej się termin rozwiązania, ale jakoś jeszcze nie przeczuwała, że niedługo to nadejdzie. Nagle poczuła straszny skurcz. Złapała się za brzuch i jęknęła głośno. Simone od razu złapała ją i posadziła na stołku.
- Mandy co się dzieje? – zapytała przerażona.
- Mam skurcze…o Boże, to chyba już – szepnęła, czując jak odchodzą jej wody.
- Trzymaj się kochanie, już jedziemy do szpitala. – zawołała szybko męża i cała trójka wpakowała się do samochodu.
- Powinniśmy zadzwonić do Toma – powiedziała Simone.
- Nie, nie on ma teraz koncert nie powinien się denerwować…aaa! – Mandy zawyła z bólu i mocno ścisnęła dłoń pani Kaulitz.
- Zadzwonię jednak – kobieta wyszukała w torebce telefon i wybrała numer do syna, odebrał Saki, jednak po chwili już rozmawiała ze starszą latoroślą. – Tom posłuchaj, Mandy rodzi.
- Co?! Jadę tam! – głos w słuchawce nagle stał się jeszcze bardziej zdenerwowany niż wcześniej.
- Tom posłuchaj, mnie…
- Proszę mi go dać – szepnęła Mandy. Kobieta wykonała polecenie.
-Tom? – zapytała słabym głosem.
- Kochanie, trzymaj się już do ciebie jadę – powiedział, oddychając szybko.
- Posłuchaj mnie, to może trwać jeszcze wiele godzin, zagracie koncert i wtedy przyjedziesz do szpitala.
- Nie ma mowy!
- Kaulitz! Jeśli mnie nie posłuchasz obedrę cię ze skóry! – krzyknęła czując jak kolejny skurcz się nasila.
- Zagramy najszybciej jak się da.
Mandy odłączyła się gdyż właśnie podjechali pod szpital.

Tom miotał się po całym korytarzu.
- Dlaczego nie możemy już zacząć?! – krzyknął niecierpliwie.
- Uspokój się – powiedział Bill, chociaż sam podzielał jego zdenerwowanie.
- Jak mam się uspokoić, skoro ona właśnie rodzi mi dziecko?! – zapytał z wyrzutem.
Nagle do sali wpadł David.
- Chłopaki zaczynamy.
Tom zabrał sprzęt i wyszedł pierwszy, rzucił jeszcze do reszty przez ramię.
- Zróbmy to jak najszybciej.

Koncert był stosunkowo do innych najkrótszy. Tom pomylił się parę razy i jakoś nie bardzo miał ochotę nawiązywać kontakt z publicznością. Pospiesznie się ukłonili i od razu pobiegł na parking, gdzie stał jego samochód.
- Tom, zaczekaj, ja pojadę – Bill dogonił brata i wyrwał mu kluczyki z dłoni. Wiedział, że kierowanie w jego stanie może doprowadzić do tragedii. Pospiesznie wsiedli do auta i ruszyli w stronę szpitala.

- Aaaaa! Zue! Ile to jeszcze będzie trwać?! – krzyknęła Mandy, mocno zaciskając rękę lekarki.
- Pocieszę cię tym, że księżna Diana drugiego syna rodziła szesnaście godzin – czarnowłosa uśmiechnęła się beztrosko. Mandy zagryzła wargi i ze zrezygnowaniem jęknęło głośno.
- Kaulitz! Obiecuję ci, że następne dziecko sam sobie będziesz rodził! – krzyknęła w przypływie złości. Lekarze otaczający brunetkę uśmiechnęli się pod nosem.
- Dobra, widzę główkę, na trzy przyj ile ci Bozia dała. Raz, dwa trzy… - Mandy zaparła się i mocno napięła wszystkie możliwe mięśnie. – Jeszcze raz – powtórzyła czynność. – Jeszcze troszeczkę. – Mandy ostatkiem sił jęknęła głośno i usłyszała jak po pomieszczeniu rozchodzi się krzyk. Uśmiechnęła się pod nosem i wyczerpana opadła na poduszki.

- Tom, jesteś wreszcie – Simone zerwała się z krzesła, gdy zobaczyła syna wbiegającego na korytarz.
- Co z nią? Gdzie ona jest? – pytał rozglądając się jak szalony po całym pomieszczeniu. Matka złapała go za ramię i zmusiła, aby usiadł obok niej.
- Spokojnie, za chwilę się skończy, a i tak nie możesz tam wejść.
Tom objął swoją twarz w obie dłonie i spuścił głowę, podpierając się o kolana. Po chwili na korytarz wyszła uśmiechnięta Zue. Wszyscy zerwali się na równe nogi. Tom wyszedł na przód i z pytającym wzrokiem spojrzał na lekarkę.
- Pan Kaulitz? – kiwnął potakująco głową – Ma pan zdrowego, ślicznego synka.
W około rozszedł się okrzyk radości, a Tom odetchnął z ulgą. Bill podszedł do niego i serdecznie uściskał.
- Mam syna – szepnął jakby jeszcze niedowierzając. Po chwili w szpitalu zjawili się również Georg i Gustav i oboje pogratulowali młodemu tatuśkowi.
- Mogę się z nią zobaczyć? – zapytał z nadzieją. Zue uśmiechnęła się.
- Oczywiście, proszę za mną.
Wszedł niepewnie do środka i podążył za lekarką. Wreszcie dotarł do sali i zobaczył Mandy leżącą na łóżku z małym zawiniątkiem w rękach. Podszedł niepewnie do łóżka.
- Tom – szepnęła. Chłopak widząc zmęczenie wymalowane na twarzy dziewczyny, uśmiechnął się i pocałował ją w usta. – To twój syn – zakomunikowała dumna i podała mu małego. Kaulitz wziął niepewnie dziecko na ręce i odgarnął kocyk z jego twarzy. Był śliczny, takie maleńki. Dziecko patrzyło na niego z zainteresowaniem wielkimi brązowymi oczami, identycznymi jak u ojca.
- Jest podobny do mnie – stwierdził dumnie. Mandy roześmiała się cicho.
- Tylko mamy teraz problem. Wymyślałeś imię tylko dla dziewczynki – powiedziała rozbawiona, widząc zamyślenie na twarzy Toma. Chłopak zastanowił się chwile aż w końcu odezwał się, uważnie patrząc na Mandy.
- Max, to imię będzie do niego pasować – młoda mama popatrzyła na niego, a wzruszenie odebrało jej na chwilę mowę. Była mu tak strasznie wdzięczna. Za pamięć, za miłość, za wszystko.

Epilog.
Kilka miesięcy później.

Tom i Mandy pobrali się niedługo po przyjściu na świat Maxa. Gazety rozpisywały się i próbowały prześcignąć w tym, kto zdobędzie pierwsze zdjęcia, pierworodnego gitarzysty Tokio Hotel. Obydwoje zgodnie jednak stwierdzili, że najdłużej jak się da będą ukrywać małego przed światem. Fanki szalały z rozpaczy i dopiero teraz zespół zdał sobie sprawę jak wiele ma tych prawdziwych fanów, dla których liczy się muzyka, którą tworzyli, a nie ich życie prywatne. Tom ku wielkiemu przerażeniu Mandy, rozpieszczał syna na wszelkie możliwe sposoby. Dziewczyna nie zrezygnowała z pracy wizażystki i oboje jakoś pogodzili życie w trasie z wychowaniem dziecka.
Pewnej nocy po pokoju rozszedł się płacz dziecka.
- Twój syn się obudził – jęknął Tom, przewracając się w stronę Mandy.
- W nocy, to twój syn – odpowiedziała, obracając się na drugi bok. Zrezygnowany Tom podniósł się do góry i podszedł do łóżeczka. Wyciągnął Maxa, zmienił mu pieluszkę i posiedział z nim chwile w ramionach. Mandy patrzyła na tą scenę jak zaczarowana. Nigdy nie pomyślałaby, że jej życie tak się potoczy. Fischer i Kaulitz razem? To dziwne, jak nienawiść może połączyć ludzi. W końcu od nienawiści tylko cienka linia do miłości, ale nie w ich przypadku. Tak przynajmniej kiedyś myślała. Cieszyła się z tego, co osiągnęła. Bo pomimo tylu cierpień i błędnie wybranych dróg, potrafiła się podnieść. Pomimo tego, że nigdy nie ufała mężczyznom, po długiej drodze zaufała i nie zawiodła się. Dopiero teraz poczuła, że naprawdę żyje. Dopiero teraz pogodziła się ze śmiercią brata. Bo przecież *żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać, choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim, jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie.*

KONIEC
*Phil Bosmans

Może, myślicie, że wszytko skończyło się cukierkowo i bajecznie, ale nie potrafiłam więcej zadawać cierpienia mojej bohaterce.
Zdecydowałam, że kolejne opowiadanie też będzie na tym blogu. Za bardzo się przywiązałam i po prostu nie mogę go opuścić.
Dziękuję jeszcze raz za wszytko:*

komentarze [9]/Komentuj

Callien

SeriaII cz.XVIII >> wtorek, 14 października 2008 17:12:53
Cześć. Jestem u koleżanki i dlatego mogę dodać nową notke. Nie jest ona najlepsza. ale długo nic nie dodawałam, więc musiałam coś napisać. Internetu nie mam dalej i jeszcze pewnie długo mieć nie będę. Dlatego przepraszam jeżeli wszystkich nie powiadomię i również za to, że nie czytam Waszych notek, ale po prostu nie mam gdzie.
To już przedostatnia część dlatego chciałam Was o coś zapytać. Przywiązałam się do tego bloga i nie bardzo chce go opuszczać, więc jak myślicie? Czy zakładać nowego z nowym opowiadaniem czy pisac kolejne na tym adresie?
Dobra nowa część, mam nadzioeję, że się spodoba.

Magdeburg od dobrych pięciu godzin pogrążony był w ciemnościach. Jedynie liczne gwiazdy i duży księżyc dawały trochę światła. Cisza panująca w około była nie do wytrzymania. Jednak pewna brunetka wytrwale siedziała na parapecie i wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w przestrzeń. Nagle po pokoju rozszedł się dźwięk przychodzącej wiadomości. Mandy drżącymi dłońmi odczytała ją. „ Dziś o czternastej w kawiarni na Magellana. Nie spóźnij się. Ben”
Dziewczyna głęboko zaczerpnęła powietrza i oparła głowę o chłodną szybę. Nie miała ochoty się kłaść, po pierwsze nie opłacało jej się, a po drugie, pewnie i tak by nie zasnęła. Bała się tego spotkania. Odkąd pojawiła się w rodzinnym mieście, widziała się z Benem tylko raz. Zabronił jej mówić o sobie komukolwiek, a Mandy znając jego wybuchowe zachowanie, wolała nie narażać swoich znajomych.

Równo o godzinie czternastej pojawiła się w kawiarni na umówionej ulicy. Rozglądnęła się badawczo po cichym i bardzo spokojnym pomieszczeniu. Znajomy mężczyzna pomachał jej zapraszająco dłonią, a ona posłusznie podeszła do stolika.
- Cześć – brunet uśmiechnął się szeroko i wskazał jej dłonią, aby usiadła. – Chcesz coś?
- Nie dzięki, nie mam zbyt dużo czasu – odpowiedziała nie patrząc na niego.
- Od jutra się to zmieni. Będziesz mieć czas na wszystko – powiedział, wyraźnie z siebie zadowolony. Mandy popatrzyła na niego zdziwiona i zapytała niepewnie.
- Co masz na myśli, mówiąc od jutra?
- Wiem, że to niekulturalnie z mojej strony wpraszać się do ciebie, ale nie mam wyjścia. Zamieszkam z tobą.
Mandy spojrzała na niego z jeszcze większym przerażeniem.
- Ben, o czym ty mówisz? Czego ty ode mnie chcesz? – zapytała tracąc nad sobą panowanie.
- Chcę żebyś była szczęśliwa, pomieszkamy przez jakiś czas tu, a potem wyjedziemy spowrotem do Stanów – mówił tonem dziecka, które właśnie dostało wymarzoną zabawkę.
- Ale ja nie chce wyjeżdżać z tobą do Stanów! – krzyknęła i wstała aby opuścić pomieszczenie, lecz nagle poczuła na swoim nadgarstku mocny uścisk i chcąc nie chcąc musiała powrócić na swoje miejsce. Syknęła z bólu, kiedy Ben mocniej zacisnął palce na jej ręce.
- Nie obchodzi mnie, co ty chcesz. Jeżeli nie będziesz mnie słuchać, zabije go, rozumiesz? – syknął złowieszczo, a widząc zdziwiony wzrok Mandy, zaśmiał się gardłowo. – Myślałaś, że o nim nie wiem, co? Masz czas do jutra, odtąd nie wolno ci się spotykać ani z nim, ani z całą resztą, a jeżeli mnie nie posłuchasz, ten twój zasrany gitarzysta nie przeżyje kolejnego dnia.
Dziewczyna spojrzała przerażona na obłędny wyraz jego twarzy. Teraz zrozumiała, że ma do czynienia nie tylko z narkomanem, ale także z chorym psychicznie szaleńcem.

Brunetka szybkim krokiem przemierzała ulice. Na dworze zrobiło się już ciemno, jednak wcale nie zwracała uwagi na to, że ktoś może ją napaść. Miała ochotę wybuchnąć płaczem. Ben zabronił jej spotkań z przyjaciółmi oraz z Tomem. Tak strasznie się bała, jednak postanowiła, że nic nikomu nie zdradzi. Nie przeżyłaby kolejnej śmierci kogoś bliskiego. Postanowiła, że dziś ostatecznie pożegna się z gitarzystą. Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się jak egoistka, jednak nie mogła na to nic poradzić. Weszła po schodkach i zapukała. Po chwili w drzwiach stanął uśmiechnięty starszy Kaulitz. Mandy bez słowa weszła do środka, a już po chwili oboje podążali na górę, jednocześnie namiętnie się całując. Tom zdziwił się trochę zachowaniem Fischer, jednak wcale nie było mu to nie na rękę. Kochali się długo i namiętnie. Mandy chciała zapamiętać każdy milimetr jego ciała, natomiast on nie był jej dłużny. Najchętniej rozpłakałby się, jednak nie chciała wzbudzać w chłopaku żadnych podejrzeń. Dredowłosy spał, przytulając ją delikatnie do siebie, jednak Mandy nie mogła zasnąć.
Śpisz pięknie tak
Po kątach cisza gra
Szkoda słów...
Resztę dopowie księżyc
Śpisz, staram się
Oddychać szeptem
Pościel jeszcze pachnie
Ogniem naszych ciał

Wstała powoli, próbując nie obudzić przy tym chłopaka. Ubrała się i stanęła jeszcze chwile przy oknie wpatrując się w księżyc. Nie chciała odchodzić. Pragnęła wykrzyczeć mu, że nie chciała go zostawić, jednak wiedziała, że nie może. Nie była gotowa powiedzieć im prawdy o tym, co się działo w Ameryce. Bała się odrzucenia, dlatego, co prawda z niechęcią, ale przystała na warunki Bena. Odwróciła się i z czułością spojrzała na śpiącego chłopaka. Podeszła do niego po cichu i musnęła ustami jego czoło.
- Przepraszam – szepnęła łamiącym głosem i pospiesznie opuściła pomieszczenie.
Kiedyś znajdę dla nas dom
Z wielkim oknem na świat
Znowu zaczniesz ufać mi
Nie pozwolę Ci się bać
Kiedyś wszystkie czarne dni
Obrócimy w dobry żart
Znowu będziesz ufał mi
Teraz śpij...

Ostatnie tygodnie były dla Mandy chyba jednym z trudniejszych okresów. Nie mogła zbytnio nigdzie wychodzić, gdyż Ben nie do końca jej ufał, a nawet jakby to nie miała, do kogo iść. Przez cały czas wszystkich okłamywała i czuła się z tym naprawę fatalnie. Chciała im wykrzyczeć prawdę, że wcale nie kocha Bena, ale bała się o ich bezpieczeństwo. Kate przez długi czas nalegała, żeby Mandy opowiedziała jej, o co chodzi jednak ta sprawnie jej unikała. Pewnego dnia, kiedy brunetka wymknęła się na cmentarz, aby odwiedzić brata, w drodze powrotnej napotkała starszego Kaulitza. Chciała go sprawnie ominąć, jednak ten zastąpił jej drogę.
- Witam pannę puszczalską – syknął ironicznie. Mandy nic nie odpowiedziała, tylko spuściła pokornie głowę. Miał prawo tak uważać, w końcu nie znał przyczyny, dla której go zostawiła.
- Nie masz mi nic do powiedzenia? – zapytał podnosząc jej twarz i zmuszając jednocześnie, żeby na niego popatrzyła. Jemu też nie było łatwo. Nie mógł zrozumieć, co się stało. Najpierw nie odbierała telefonów, a potem zobaczył ją na mieście z innym facetem. Dziewczyna dalej się nie odzywała. – Po co przyszłaś tamtej nocy do mnie? Chciałaś się zabawić, bo twój chłoptaś nie może cię należycie zaspokoić?! – mówił coraz głośniej.
- Przestań – szepnęła i zamknęła oczy, aby nie pozwolić wypłynąć niepożądanym łzom. Uśmiechnął się ironicznie i puścił ją.
- Masz rację, nawet nie warto – odparł gorzko i odszedł, zostawiając ją zupełnie samą.
Po tym zdarzeniu jej stan tylko się pogorszył. Ben cały czas upajał się narkotykami, a ona drżała ze strachu. Nie wzięła ani razu, chociaż ciągle ją namawiał.
Kolejny ranek przeleżała na łóżku i kolejny raz płakała. Minął już prawie miesiąc odkąd Ben z nią zamieszkał. Wczoraj widząc z okna starszego Kaulitza z jakąś inną kobietą, ze strachem stwierdziła, że chyba go kocha. Boże, dlaczego potrzebowała na to aż tyle czasu? Dopiero teraz, kiedy nie mogła z nim być dotarło to wszystko do niej, że tak naprawdę kochała go już od dawna, tylko bała się do tego przyznać. Bo wydawało jej się, że tak będzie lepiej.
„Mandy straciłaś się” pomyślała. Chciała go nienawidzić z całych sił, jak kiedyś, ale nie mogła. Nie potrafiła. Już nie potrafiła. Nagle poczuła zapach świeżo robionej jajecznicy i niewiele myśląc pobiegła do łazienki zwymiotować. To już nie pierwszy raz. Od paru dni czuła się dziwnie, rano wymiotowała i ogólnie najchętniej ciągle by spała. Obmyła twarz wodą. Kiedy wyszła z łazienki jej wzrok powędrował na gazetę, która leżała w kacie pokoju. Wielki napis na niej, głosił „Jak zabezpieczyć się przed niechcianą ciążą?” Wtedy pewne fakty uderzyły w nią z podwojoną siłą. Okres spóźniał jej się już ponad tydzień, wymioty, złe samopoczucie.
- Boże – szepnęła i usiadła ciężko na fotelu. Zatkała dłonią usta i wydała z siebie okrzyk zdumienia i rezygnacji. Zawsze się zabezpieczali, ale nie ostatniej nocy. Nie wtedy, kiedy odeszła. Nie mogła uwierzyć w swoją głupotę. Ale może to tylko fałszywy alarm jak w przypadku Katie. Może wcale nie jest w ciąży jak przypuszcza. Dzisiaj wymknie się z domu, kiedy Ben wyjdzie po towar” i pójdzie do lekarza. Trochę uspokojona zeszła na dół.

- Bill nie bądź na mnie zły, obiecałem jej – powiedział Georg poważnym tonem. Siedział właśnie na kanapie z młodszym bliźniakiem, i temat rozmowy niespodziewanie padł na Mandy.
- Co musiało się stać, że postąpiła tak, a nie inaczej? – zapytał czarnowłosy, jednak brunet pokiwał tylko bezradnie ramionami. – Tobie powiedziała, o co chodzi.
- Można powiedzieć, że na niej to wymusiłem – Bill spojrzał niepewnie na przyjaciela.
- To znaczy podsłuchałem jej rozmowę przez telefon i jakoś tak wyszło.
Chłopak zaczynał, co nieco rozumieć, jednak wciąż nie mógł pojąć nagłej zmiany zachowania Mandy. Jego przemyślenia przerwał nachalny dzwonek do drzwi.

Mandy siedziała w poczekalni i nerwowo skubała swój sweter. Oddała już wszystkie próbki potrzebne do badania, a teraz niecierpliwie czekała na swoją kolej. Z gabinetu wyszła młoda lekarka.
- Panna Fischer? – Mandy przytaknęła głową. – Zapraszam do środka.
Czarnowłosa kobieta widząc jak pacjentka niepewnie siada na krześle, uśmiechnęła się pod nosem i podała jej dłoń.
- Jestem Zue.
- Mandy.
Dziewczyna niepewnie się uśmiechnęła. Chciała mieć już to wszystko za sobą, ale miło jej było, kiedy ta kobieta starała się dodać jej otuchy.
- Pewnie chcesz już znać wynik. Nie będę cię trzymać w niepewności – Mandy wzięła głęboki oddech – Jesteś w pierwszym stadium ciąży.
Mandy popatrzyła na Zue przerażona, a z jej oczu niepostrzeżenie wypłynęły łzy. Czarnowłosa spojrzała na nią współczująco. Nie wiedziała, dlaczego ale z jakiegoś powodu poczuła do niej sympatię. Chciała jej pomóc.
- Czy…czy to jest pewne? – zapytała, trzymając się ostatniej deski ratunku.
- Tak. Nie myśl, że się wtrącam, dla ciebie pewnie to straszna wiadomość, ale wierz mi to nie jest koniec świata – mówiąc to Zue złapała Mandy z dłoń i ścisnęła na pocieszenie.
- Ale ja jestem jeszcze za młoda na dziecko – szepnęła łamiącym się głosem.
- A czy ojciec dziecka wie? – zapytała niepewnie. Mandy spojrzała na nią zbolałym wzrokiem.
- Nie i raczej nigdy się nie dowie. Nie chce sprawiać mu kłopotu i obarczać dodatkowym obowiązkiem.
- Rozumiem. Posłuchaj, chciałabym cię prowadzić aż do rozwiązania. Dlatego przychodź do mnie, co miesiąc abyśmy mogły dokładnie obserwować rozwój dziecka. Na razie wszystko jest dobrze, dlatego nie powinnaś się martwic. Pamiętaj, że twój spokój udziela się także twojemu dziecku – uśmiechnęła się pokrzepiająco i zapisała coś w karcie.
Mandy wstała i już miała wychodzić, kiedy odwróciła się i rzuciła:
- Zue – kobieta popatrzyła na nią z nad biurka. – Dziękuję – również się uśmiechnęła i wyszła.
Szła z zamiarem powrotu do domu, jednak nie wiadomo, dlaczego nogi same zaniosły ją pod dom bliźniaków. Niewiele myśląc, przeszła przez bramkę i zadzwoniła do drzwi. Po chwili na progu na szczęście stanął Bill. Mandy właśnie z nim chciała porozmawiać. Chłopak nie kryjąc swojego zaskoczenia wpuścił ją do środka i zaprosił do salonu. Mandy uśmiechnęła się na powitanie do Georga i usiadła na kanapie. Brunet popatrzył na młodszego bliźniaka i oboje czekali na to, kto zacznie rozmowę.
- Może ja powinienem już iść – powiedział niepewnie Georg, jednak Mandy zaraz mu przerwała.
- Nie, nie idź, ty i tak już wszystko wiesz – powiedziała spuszczając głowę, a łzy cisnące się od dłuższego czasu do jej oczu, wreszcie wypłynęły. Bill widząc jak dziewczyna płacze, usiadł koło niej i zapytał z przejęciem.
- Mandy, co się stało?
Dziewczyna spojrzała na niego i jeszcze głośniej załkała.
- Bill, ja jestem w ciąży! – chłopak spojrzał na nią przerażony, a potem wlepił zdziwiony wzrok w przyjaciela. – Boże, ja tego nie chciałam, naprawdę, ja…ja sama nie wiedziałam. On nie może się dowiedzieć – szeptała niewyraźnie. – Bill, błagam nic mu nie mów. Ja wyjadę, nie chce wam niszczyć kariery, ani nic. Błagam tylko mu nie mów – i spowrotem ukryła twarz w dłoniach. Bill popatrzył na nią niepewnie.
- Jesteś pewna, że to dziecko Toma?
Mandy uśmiechnęła się przez łzy i w tym samym momencie Bill pożałował zadanego pytania, już miał ją przeprosić, kiedy Mandy mu przerwała.
- Nie Bill, to nie twoja wina, masz prawo tak myśleć, ale to dziecko Toma. Ben to osoba, która uważa mnie za najczystszą kobietę na świecie. Nigdy mnie nie dotknął i nie dotknie, bo uważa, że powinnam być zawsze czysta. On jest chory psychicznie, jest ze mną, bo wydaje mu się, że w ten sposób uchroni mnie przed mężczyznami.
Bill popatrzył na nią ze zdziwieniem. Mandy zaczęła swoją opowieść o pobycie w Ameryce. Cholernie bała się tego, że ją odrzucą, ale nie mogła dalej żyć z kłamstwami.
- Bałam się, że mnie odrzucicie, dalej się boje, ale czuje, ze musiałam to powiedzieć – zakończyła i nawet nie miała odwagi, aby spojrzeć na chłopaka. Bill niewiele myśląc przytulił ją do siebie i pogłaskał po głowie jak małą dziewczynkę.
- Mandy, to prawda, że uległaś, ale wygrałaś największa bitwę, bo przestałaś brać i to jest najważniejsze. Powinnaś o wszystkim powiedzieć mojemu bratu.
- Ale on was wszystkich pozabija, ostatnio w szufladzie znalazłam broń. Teraz dotarło do mnie, że on jest zdolny do wszystkiego! – krzyknęła zrozpaczona.
- Mandy – powiedział Bill, trzymając ją za ramiona – powinnaś wrócić teraz do domu i zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Jutro dasz nam znać, kiedy Ben wyjdzie z domu, a wtedy urządzimy zasadzkę. Wszystkim się zajmę nie martw się – przytulił ją do siebie. Mandy pokiwała głową na znak zgody i skierowała się w stronę domu.
Weszła po cichu do środka i już miała przemknąć na górę, gdy nagle zatrzymał ją zdenerwowany głos.
- Gdzie byłaś?!
Mandy wyprostowała się jak struna i powoli odwróciła. Spojrzała na wściekłą twarz Bena i wystraszyła się nie na żarty.
- Byłam w…w sklepie – odpowiedziała, uśmiechając się przy tym delikatnie.
- I nic nie kupiłaś? Myślisz, że jestem takim idiotą?! Byłaś u niego! – podszedł i szarpnął ją za ramię – Mówiłem, że ci zabraniam! – pchnął ją w stronę pokoju i zatrzasnął drzwi. Mandy kopała w drzwi i błagała, żeby ja wypuścił jednak to nic nie dawało. Nagle olśniona, szybko wyjęła z torebki telefon i wykręciła numer do Billa. Jego numer był zajęty, więc klnąc pod nosem wybrała numer do Katie. Usłyszała sygnał i po chwili głos przyjaciółki po drugiej stronie.
- Katie, błagam cię pomóż mi. Ben zamknął mnie w pokoju, on będzie chciał zrobić krzywdę Tomowi. Błagam nie dopuść do tego. Ben jest niebezpieczny.
- Mandy uspokój się i powiedz, co się dokładnie stało – głos Katie był zdyszany jakby przebiegła właśnie maraton.
- Powiedz Billowi, że już czas… - Katie usłyszała w słuchawce, jak ktoś otwiera drzwi, krzyk Mandy, a potem głuche uderzenie.
- Mandy, Mandy! Jesteś tam?!
Niewiele myśląc puściła się biegiem do domu bliźniaków i bez pukania wparowała do środka. Wszyscy hotelowcy siedzieli na kanapie i spojrzeli na nią jak na idiotkę. Bill wstał i niepewnie do niej podszedł.
- Co się stało? –zapytał.
- Mandy…Mandy – powtarzała jak szalona. Tom spojrzał na nią wystraszony i również podbiegł do brata.
- Uspokój się i powiedz, o co chodzi – ponaglił ją czarnowłosy.
- Dzwoniła do mnie i mówiła, że ten Ben się wściekł i… i zamknął ją w pokoju, powiedziała, ze już czas i ty będziesz wiedzieć, o co chodzi – spojrzała na Billa. – A potem rozległ się huk i jego krzyk i…i Mandy krzyk – dziewczyna powoli traciła kontrolę nad sobą – I ona już się nie odezwała! – rozpłakała się na dobre i wpadła w ramiona Billa. Tom niewiele myśląc, wybiegł z domu w pośpiechu zakładając buty i nie zważając na protesty brata i całej reszty.

CDN.
Do napisania :) Mam nadzieję, że niedługo, chciaż ostatnio wcale mi to nie idzie;/ <3 ;***

komentarze [7]/Komentuj

Callien

Seria II cz. XVII >> sobota, 2 sierpnia 2008 20:23:53
Cześć:* Za wszelkie utrudnienia związane z dodawaniem notek, bądź informowaniem najmocniej przepraszam. Przeprowadziłam się i w nowym domu jeszcze neta i kompa nie ma, więc nie bardzo mam jak pisać. No ale jakoś mi się udało dorwać do kompa i jest nowa. Serdecznie zapraszam.
Ps. Notka najpóźniej po 20 sierpnia, bo wyjeżdżam do Grecji na wakation xD


XVII

Chłodna woda delikatnie opływała, kuszące kształty brunetki. Mandy siedziała w wannie od dobrych trzydziestu minut, jednak chłód cieczy nie bardzo dawał jej o sobie znak. Może bardziej precyzyjne byłoby stwierdzenie, iż go nie czuje, bo myślami jest daleko poza łazienką. Niebieskooka po raz setny, w całości odtworzyła rozmowę, z Kaulitzem.

Leżeli już na łóżku, wtuleni w siebie. Tom delikatnie wodził palcami po skórze na jej ramionach, a ona myślała, co dość często jej się ostatnio zdarza.
- Kaulitz? – zapytała z wahaniem – Co… co ty czujesz, kiedy jesteś ze mną? – dokończyła szybko i zamknęła powieki. Chłopak nie spodziewając się takiego pytania, spojrzał na czubek jej głowy i wziął głęboki oddech. Sam nie wiedział, co się z nim dzieje, nie był pewny tego, co czuje, więc wolał się nie narażać. Zresztą związki w jego przypadku nie są dobre. W tym względzie jednoznacznie zgadzał się z Mandy.
- Myślę, że to głównie fascynacja z dużą dozą pożądania – stwierdził po chwili zastanowienia. Mandy odetchnęła z ulga, ale czy aby na pewno? Uniosła głowę i podłożyła pod brodę dłonie, a następnie ułożyła się na torsie gitarzysty i spojrzała na jego twarz.
- Kaulitz, zadziwiasz mnie. Znowu się zgadzamy. Mogę określić nas jako związek czysto fizyczny? – zapytała z ironicznym uśmiechem. Chłopak spojrzał na jej roześmianą twarz. Zadziwiające, jak ta dziewczyna łatwo czyta mu w myślach.
- Tak. Wybacz, ale nie wyobrażam sobie nas w romantycznych sceneriach.
- Ja też.
- My w sobie zakochani? – zapytał z wyraźną drwiną.
- Przecież ty nie umiesz kochać – powiedziała, dłońmi głaszcząc delikatnie jego tors.
- A ty niby umiesz? – znowu ten ironiczny ton.
- Ciebie nie, ale… - nie dane jej było skończyć, gdyż Tom przerzucił ją na plecy, usiadł na niej okrakiem i przycisnął mocno oba jej nadgarstki koło głowy.
- Fischer, nie irytuj mnie – syknął.
- Co, denerwuje cię, że ktoś inny mógłby mnie dotykać? – zapytała, świetnie bawiąc się przy tym jego widocznym rozdrażnieniem.
- Tylko ja mam takie prawo, jak na razie – zakończył, całując ją przy tym władczo, jakby chciał pokazać, kto tu dowodzi i do kogo należy panna Fischer.


Mandy wstała i wzięła do ręki biały ręcznik. Po chwili usłyszała stłumiony śmiech od strony drzwi i machinalnie zasłoniła się, na jej nieszczęście dość małym skrawkiem materiału.
- Nie uważasz, że jest trochę za mały jak na twoje walory? – usłyszała dobrze jej znany ironiczny głos, a krew zagotowała jej się w żyłach. Ze zdenerwowania. Postanowiła nic nie robić sobie z towarzystwa dredziarza i najzwyczajniej w świecie, zaczęła się wycierać. Jej ruchy były bardzo precyzyjne, a przy tym powolne i delikatnie zmysłowe. Tom przestąpił z nogi na nogę i oblizał usta ze zdenerwowania. Czuł pulsujący ból w lędźwiach i wiedział, że jeszcze parę takich zagrywek ze strony dziewczyny, a rzuci się na nią niczym wygłodniały zwierz. Niewiele myśląc podszedł do niej, wyrwał z dłoni ręcznik i sam zaczął ją powoli osuszać. Mandy zagryzła wargi, aby nie jęknąć, gdyż zabiegi Toma były bardzo przyjemne, tym bardziej, że chłopak właśnie odrzucił ręcznik i zaczął wycierać ją swoimi dłońmi. Mandy położyła mu ręce na ramionach i wsparła się o nie, aby się nie wywrócić.
- Oszaleje przy tobie – szepnęła, przymykając lekko powieki.
- A co powiesz na to?* – zapytał z błyskiem w oczach, w tym samym momencie, wprowadzając w nią środkowy palec. Brunetka jęknęła, jednak Tom szybko zagłuszył ten dźwięk namiętnym pocałunkiem. Z każdym pchnięciem, wsuwał jej do ust równocześnie język, dostosowując się do rytmu, co jeszcze bardziej potęgowało doznanie. Chciał jej sprawić przyjemność. Nigdy mu się nie zdarzało takie zachowanie wobec dziewczyny, liczyło się tylko jego zaspokojenie. Z Mandy czuł się inaczej. Chciał żeby za jego sprawą doszła na sam szczyt. Wczoraj on szczytował, więc postanowił jej to wynagrodzić. Z minuty na minutę przyspieszał swoje ruchy, aż wreszcie dziewczyna wygięła się w łuk. Spojrzał na jej twarz i wiedział, że się spisał, ale wcale nie zamierzał jeszcze kończyć. Niewiele myśląc wziął ją na ręce i wyniósł do sypialni. Mandy spojrzała na niego zdziwiona, ale oszołomiona ostatnimi doznaniami nie była w stanie się odezwać. Tom położył ją delikatnie na pościeli, pospiesznie ściągnął spodnie i pochylił się nad dziewczyną. Brunetka instynktownie objęła go smukłymi nogami za biodra. Chłopak wszedł w nią powoli, jednak zatrzymał się i nie poruszył. Mandy spojrzała na niego kolejny raz nie bardzo rozumiejąc, o co mu chodzi. On natomiast spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się ironicznie.
- Uwielbiam się z tobą droczyć… – powiedział uśmiechając się charakterystycznie.
- Kaulitz! – pisnęła, czując, że za chwilę zdenerwowanie zdominuje uczucie pożądania, które w niej wzbudził Tom.
- Wtedy tak słodko się rumienisz.
- No rusz się do cholery! – krzyknęła z wyrzutem. Więcej nie musiała powtarzać. Tom jak na zawołanie zaczął się poruszać, a ona przylgnęła do niego swoim ciałem, wtulając twarz w jego ramię. Chłopak podpierał się jedną ręką na łóżku, drugą natomiast wodził po całym jej ciele, aż dotarł do pośladków, które zaczął zachłannie uciskać. Mandy całowała delikatnie jego szyję, wsłuchując się w jego przyspieszony oddech. Pozwolił jej pierwszej dojść. W momencie, kiedy on również szczytował, pocałował ją namiętnie w delikatnie rozwarte usta. Oboje wycieńczeni opadli na poduszki.
- Zadowolona? –zapytał, muskając ustami jej szyję i dekolt. Mandy przytaknęła głową, cieszyła się jego bliskością i zimnym metalem w jego ustach, który przyjemnie chłodził jej rozpalone jeszcze ciało.

Cały dzień minął zespołowi jak zwykle na próbach. Mandy właśnie zabrała się za przygotowanie chłopaków przed koncertem. W garderobie został już tylko Tom. Brunetka pochyliła się delikatnie nad krzesłem i pędzelkiem zaczęła nanosić na jego twarz warstwę pudru. Nagle chłopak złapał ją w pół i posadził sobie na kolanach.
- Tom! Muszę dokończyć – pisnęła, jednak jej słowa nie zostały zlokalizowane przez odbiorcę. Chłopak najzwyczajniej świecie, zaczął ją całować po szyi i lekko przygryzać płatek jej ucha.
- Kaulitz zaraz masz koncert! – krzyknęła próbując nad sobą zapanować.
- Stul twarz kobieto – powiedział z wyrzutem i powrócił do przerwanej czynności. Mandy oświecona pewnym planem, uśmiechnęła się pod nosem i usiadła na nim zwrócona twarzą do jego twarzy. Przylgnęli do siebie ustami i zaczęli się zachłannie całować. Niebieskooka wsunęła mu pod koszulkę dłonie i delikatnie wodziła nimi po jego torsie i brzuchu, zjeżdżając nimi coraz niżej. Podążyła palcami delikatnie za pasek, jednak nie dotknęła miejsca, w którym Tom posiadał swój skarb. Rozpalony chłopak, posadził ją energicznie na toaletce, rozrzucając przy tym wszystkie przybory do makijażu i stając między jej udami. Mandy natomiast niespodziewanie podniosła się na nogi i delikatnie go od siebie odsunęła. W tym samym momencie do garderoby wpadł Bill.
- Tom! Zaraz zaczynamy! – wydarł się.
- Zrobiłaś to specjalnie – syknął Tom po cichu do Mandy, która nie była w stanie powstrzymać uśmiechu zwycięscy, wpływającego na jej usta. Chłopak przeszył ją wzrokiem.
- Tom! – Bill nie dawał za wygraną, jednak nadal nie wchodził do pomieszczenia.
- Dokończymy to później – szepnął w stronę brunetki, odwrócił się i podążył za bratem. Czarnowłosy idąc na przedzie, uśmiechnął się zadowolony.

Mandy siedziała na fotelu dumna z tego, co zrobiła. Nagle do garderoby wpadła zziajana Kate.
- Boże, co ja zrobię, co ja zrobię – powtarzała jak w transie, aż w końcu usiadła ciężko na krześle, obok brunetki. Mandy spojrzała na nią jak na wariatkę, jednak widząc w jej oczach lśniące łzy, zapytała poważnie.
- Katie, co się dzieje?
Na to pytanie przyjaciółka zakryła twarz dłońmi i rozpłakała się na dobre.
- Coś z Billem? Pokłóciliście się? – Niebieskooka dalej wypytywała, ale otrzymywała tylko przeczące gesty głową.
- Więc co w końcu?
Katie wzięła głęboki oddech i podniosła głowę.
- Ja chyba jestem w ciąży – wyrzuciła i z powrotem zaczęła płakać. Mandy spojrzała na nią zdziwiona. Nie spodziewała się tego. To było jak uderzenie gromu. Dziewczyna wstała i przytuliła przyjaciółkę.
- Ale co znaczy to chyba? – zapytała i pogłaskała Katie po głowie. Dziewczyna otarła łzy i zaczęła mówić, a głos jej nadal drżał.
- No, bo nie robiłam testu, ale spóźnia mi się okres i dzisiaj miałam z rana mdłości. Boże, Mandy, co ja zrobię? Przecież nie mogę teraz o tym Billowi powiedzieć. On jest za młody żeby zostać ojcem, zniszczę mu karierę – znowu kilka łez popłynęło jej po policzku. Mandy przygarnęła ją pod ramię i próbowała coś wymyślić, aby uspokoić przyjaciółkę.
- Bill nie jest taki. Pierwsze, co musisz zrobić to test. Może to wcale nie jest ciąża, może zaszkodziły ci te ciągłe podróże. A Billem się nie przejmuj, kocha cię i na pewno by się ucieszył na tą wiadomość.
- Może masz rację, pójdę jutro po test. Będziesz przy mnie? – zapytała patrząc błagalnie na Mandy. Dziewczyna uśmiechnęła się dobrodusznie i kiwnęła głową.
- Oczywiście.
- Dzięki. Pójdę zapakować rzeczy. Na razie – pożegnała się i wyszła. Mandy pomachała jej ręką i w zamyśleniu spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Katie w ciąży, pomyślała. Bill ojcem. Nie bardzo mieściło jej się to w głowie. Przecież gdyby ona…
- O cholera! – krzyknęła i pędem wybiegła z pomieszczenia. Szybko wsiadła do windy i w pośpiechu wjechała na odpowiednie piętro. Jak to dobrze, że hala znajdowała się zaraz przy hotelu, w którym się zatrzymali. Wbiegła do pokoju i w pośpiechu przerzucała wszystkie notatniki w torebce. Jak ona mogła zapomnieć, jak on mógł!? Cholera, jak oni mogli!?
- No gdzie jesteś!? – krzyknęła nie mogąc znaleźć odpowiedniego kalendarzyka. Wreszcie go odnalazła i drżącymi dłońmi przerzuciła kartki. Ze zmarszczonym czołem obliczała dni, aż wreszcie odetchnęła z ulgą. W ostatnim czasie nie była płodna. Opadła zdenerwowana na fotel. Serce waliło jej jak oszalałe, przecież jakby wpadła z Kaulitzem to był by koniec. Zdawała sobie sprawę, na jaki związek się umówili, więc ciąża była by totalną katastrofą. Nagle w pomieszczeniu zadzwonił telefon. Wystraszona Mandy podskoczyła do góry i odebrała swoją komórkę.
- Cześć mamo – powiedziała, widząc napis na wyświetlaczu.
- Witaj kochanie, co tam u ciebie?
- A wszystko dobrze, już niedługo wracamy.
- To dobrze. Chciałam zapytać czy nie byłoby problemu, gdybyś została sama na jakieś półtora miesiąca? Christina zaprosiła mnie i Lukasa do siebie – zapytała kobieta.
- Mamuś, oczywiście. Jestem już dorosła, daj spokój, poradzę sobie, a kiedy wyjeżdżacie?
- Za trzy dni, więc się nie spotkamy, będę tęsknić.
- Ja też mamusiu, ucałuj ode mnie Lukasa no i oczywiście Christine – powiedziała uśmiechając się pod nosem.
- Dobrze skarbie, a zapomniałabym, dzwonił do domu jakiś mężczyzna, nie wiem dokładnie, nie przedstawił się.
Mandy ze zdenerwowaniem przełknęła ślinę.
- Nie powiedział, czego chciał? – zapytała powoli, bojąc się usłyszeć odpowiedzi.
- Nie, ale powiedział, że będzie czekać i ty będziesz wiedzieć, o co chodzi, a zapomniałam dodać, że miał jakiś dziwny akcent.
- …
- Córeczko, czy wszystko w porządku? – głos w słuchawce był bardzo przejęty.
- Tak mamo, nic się nie dzieję – odparła Mandy, patrząc tempo w przestrzeń.
- To dobrze, muszę kończyć, opiekuj się Maxem. Do zobaczenia. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Pa.
Rozłączyła się. Mandy nagle poczuła się bardzo słaba. Przed oczami pojawiły jej się czarne, migoczące plamki. Po chwili po pokoju rozszedł się dźwięk upadającego na podłogę telefonu. Brunetce strasznie zaschło w gardle, ręce zaczęły jej się trząść, a w głowie miała kompletną pustkę, a zarazem tak dużo myśli, że nie mogła ich opanować. Nie przejęła się nawet tym, że jej telefon roztrzaskał się na kilka kawałeczków. Z wrażenia usiadła na kanapie i jęknęła żałośnie, zdając sobie sprawę, co się stało.
- A jednak mnie znalazł.

CDN.
* Zdanie z pewnej książki. Tak mi się spodobało, że musiałam je wkleić xD
A ja od środy wakacjuje
Życzę wszystkim miłego ostatniego miesiąca xD :*

komentarze [19]/Komentuj

Callien

Seria II cz. XVI >> niedziela, 6 lipica 2008 12:07:14
Witam :* Wiecie, że jestem już z Wami dokładnie rok? Nie? To już wiecie. xD Dokładnie rok temu wkleiłam tu pierwszą „notkę” Ostatnio czytając moje początki, nieźle się uśmiałam. Dopiero czytając to któryś tam raz, zobaczyłam, jakie banalne błędy popełniałam. Mam nadzieję, że jednak się polepszyłam. Pamiętam, jak myślałam nad tym opowiadaniem. Zajęło mi to cały rok. Zanim się odważyłam, czytałam inne opowiadania, osób, które były bardziej doświadczone. Patrzyłam, jak należy pisać, w jaki sposób układać zdania itp. Dopiero jak zaczęłam pisać, zrozumiałam, że muszę wypracować swój własny styl i mam nadzieję, że mi się to udało. Pamiętam, że pomysł na to opowiadanie przyszedł mi w tragicznych okolicznościach i pierwsze, co wymyśliłam, była śmierć Maxa. Potem, już to jakoś wszystko kompletowałam. Drugi raz w życiu wytrzymałam w jakiejś pasji, aż tyle. Zaraz po pływaniu i teatrze, dlatego jestem z siebie dumna. Dzięki temu poznałam też wiele świetnych osób. Dlatego bardzo Wam dziękuję, ze jesteście ze mną, że czytacie, że Wam się podoba. Naprawdę ryj mi się cieszy, kiedy czytam te Wasze komentarze. Dlatego wielkie, wielkie dziękuję Wszystkim! Kocham Was:*:*:*

A teraz zapraszam na notkę: Nie jest świetna i zdaje sobie z tego sprawę, ale jakoś ostatnio nie mogę pisać, dlatego przepraszam:*


XVI

Promienie porannego słońca wdarły się do pokoju hotelowego i zagościły na twarzy brunetki. Dziewczyna skrzywiła się i pociągnęła za kołdrę, coś jednak nie pozwalało jej na przykrycie się. Przekręciła się na bok i wystraszona widokiem, który zobaczyła, niewiele myśląc zrzuciła Toma z łóżka. Spojrzała w dół i przerażona, okryła się dokładniej kołdrą, a obrazy ostatniego wieczoru wróciły do niej ze zdwojoną siłą.
- Co ty wyprawiasz?! – zapytał zdenerwowany Tom, patrząc na nią zdziwiony. Nic dziwnego, leżał sobie spokojnie na łóżku, a teraz nagle znalazł się na podłodze z niewyjaśnionych przyczyn. Mandy spojrzała na niego badawczo.
- Czy…czy my…spaliśmy ze sobą? – wykrztusiła w końcu. Przecież i tak dobrze znała odpowiedź, jednak pragnęła, aby jej przypuszczenia nie stały się prawdą. Tom spojrzał na nią jak na przybysza z innej planety.
- Nie wierzę, że nie pamiętasz. Fischer, przestań grać rolę słodkiej cnotki, bo wcale tak nie jest – powiedział i zaśmiał się ironicznie, próbując jednocześnie wdrapać się z powrotem na łóżko.
- Nie jestem żadną cnotką – syknęła złowieszczo w jego stronę.
- No teraz już nie.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech i przymknęła ze zdenerwowania powieki. Bała się spojrzeć mu w twarz. Teraz doszło do niej, co zrobiła. Idiotko, przespałaś się z Kaulitzem! Czuła, że popełniła błąd. Postąpiła jak tania, pospolita dziwka, a przecież obiecywała sobie, że nigdy mu nie ulegnie.
- To nie powinno się stać – szepnęła cicho w przestrzeń. Tom zmarszczył charakterystycznie czoło.
- Fischer, przestań pieprzyć!
- Nie pieprzę. Kaulitz nie rozumiesz? Nie powinniśmy dopuścić do takiej sytuacji. Ja jestem pracownicą, pracuje tutaj, nie wolno nam się aż tak spoufalać! – krzyknęła odwracając się do niego przodem. Zdenerwowany Tom wstał z łóżka i zaczął się ubierać.
- Sama dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Jesteś tchórzem, bo nie potrafisz stawić czoła nowej sytuacji. Zachowujesz się jak rozwydrzona nastolatka. Nie masz siedemnastu lat, tylko dwadzieścia jeden! – wyrzucił z siebie i pospiesznie wyszedł z pokoju, zostawiając ją samą z tysiącem myśli. Mandy usiadła bezsilnie na łóżku i najnormalniej w świecie zaczęła płakać. Tom znowu miał rację. Zachowywała się jak tamta Mandy, przynajmniej w jego stosunku. Bała się go. Bała się uczucia, które się w niej rodziło, a które ona usilnie próbowała zdusić. No, bo przecież to Kaulitz. Właśnie i znowu myśli kategoriami ze szkoły. Przecież ludzie się zmieniają. Ona się zmieniła, Tom też. Jednak jakaś wewnętrzna blokada nie pozwalała jej myśleć inaczej. Wciąż postrzegała chłopaka jako tego kłótliwego, wrednego i aroganckiego nastolatka, który cały czas się z nią droczył i sprzeczał. A może to ona nie dorosła? Może to przez jej postrzeganie starszego bliźniaka, wciąż się kłócą. Lubiła się z nim droczyć, to była nieodłączna cecha ich charakterów. Ani ona, ani on nie ustępowali, ale wolała godzić się z nim pocałunkami, niż kłótnią i „cichymi dniami” Zdała sobie sprawę jak bardzo się od niego uzależniła. Uwielbiała jego pocałunki, silne dłonie, wodzące po jej ciele, jego zapach, głos, wszystko. Po ostatniej nocy wszystkie uczucia jeszcze bardziej się wzmogły. Mandy nigdy się tak nie czuła. Tom doprowadził ją do stanu, o którym ona nigdy nie miała pojęcia. Była mu za to bardzo wdzięczna. Otarła dłonią łzy i ruszyła do łazienki.


Dzisiejszy dzień był bardzo pracowity. Chłopcy mieli mnóstwo wywiadów, więc i Mandy nie próżnowała. Wciąż biegała z pudrem i maskowała niedoskonałości na skórze hotelowców. Tom nie odzywał się cały dzień, a i Mandy nie bardzo wiedziała jak do niego zagadać. Wreszcie wieczorem wszyscy zmęczenie zapakowali się do tourbusu i wyruszyli do kolejnego miasta, jakim była Praga. W czasie postoju Mandy przesiadła się do Toma.
- Tom chciałam z tob… - zaczęła, jednak nie dane jej było dokończyć.
- Jestem zmęczony – chłopak nie patrząc nawet na nią wstał, wszedł do pomieszczenia z łóżkami i zamknął drzwi. Mandy przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech, który ją trochę uspokoił. Przez chwilę jeszcze wpatrywała się w zamknięte drzwi, w końcu jednak usiadła n fotelu obok okna, założyła na uszy słuchawki i odpłynęła.


- Dobrze wiesz, że nigdy się z nim nie pogodzę – odarła naburmuszona blondynka. Chłopak siedzący przy biurku zaśmiał się pod nosem.
- Dlaczego ty jesteś taka uparta? – zapytał odwracając się w jej stronę.
- Max, to jest Kaulitz, przeliterować? Zachowuje się jak jakiś bóg, a ja nie będę na jego każde skinienie, jak te inne głupie dziewczynki. Nie dam mu się – stwierdziła stanowczo, co jeszcze bardziej rozśmieszyło jej brata.



Głupia jesteś Mandy, bo właśnie się mu dałaś, pomyślała i uśmiechnęła się gorzko pod nosem. I znowu podchodzi do tej sprawy jakby była siedemnastoletnią Mandy. Nie chciała dostrzec tego, że się zmienia, że między nią, a Kaulitzem jest teraz całkiem inaczej. Bała się mu zaufać, bo jedynym mężczyzną, któremu bezgranicznie ufała był Max. Coś się w niej jednak zmieniało. Kiedy długo go nie widziała, tęskniła. Za jego zapachem, dotykiem, za jego pocałunkami, za nim samym. Uwielbiała go irytować, przez to ich znajomość nie była nudna. Ostatniej nocy dał jej przedsmak tego, co potrafi zrobić z kobietą. Jak na złość ona zapragnęła jeszcze więcej. Postanowiła zrobić pierwszy krok, mimo, że jej duma na to nie pozwalała. Kiedyś w życiu nie odważyłaby się na taki krok wobec niego, ale jeżeli rodzi się w niej coś nowego, może warto zaryzykować?


- Bill? Czuję, że coś się dzieje między Tomem, a Mandy – brunetka szepnęła konspiracyjnie swoje przemyślenia w stronę czarnowłosego.
- Też mi się tak wydaje, mimo tego, że Tom był dziś bardzo milczący – chłopak również podzielał zdanie swojej dziewczyny. – Musieli się ostro o coś pokłócić, a Tom łatwo nie ustępuje. Znając jednak jego słabość do Fischer, wreszcie ulegnie – Katie słysząc jego słowa, wytrzeszczyła oczy.
- Myślisz, że on… - Bill pokiwał z uśmiechem głową.
- Myślę, że mój brat wreszcie dorósł i znalazł odpowiedni kawałek ciasta, tylko nie bardzo wie, jak się do niego zabrać.
- Mandy też nie wie jak się do tego wszystkiego zabrać, rozmawiałam z nią dzisiaj, jest bardzo niezdecydowana – powiedziała, kładąc głowę na piersi chłopaka.
- Dadzą sobie radę, zobaczysz.


Do Pragi dojechali nad ranem. David już chciał zamawiać dla Mandy i Toma jeden pokój, gdy nagle chłopak stwierdził, że chce mieć osobne pomieszczenie. Manager zdziwił się, jednak widząc smutną minę dziewczyny, nic nie powiedział. Brunetka nie patrząc na resztę osób, które usilnie się w nią wpatrywały, poszła do swojego pokoju i rozpakowała najpotrzebniejsze rzeczy. Otworzyła duże okno i wyszła na niewielki balkon. Kwietniowy wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy, a promienie słońca, muskały ją po twarzy. Wzięła głęboki oddech, a zimne powietrze dogłębnie wniknęło do jej środka. Pomyślała o bracie. Już nie śnił jej się tak, jak w ostatnim koszmarze. Mandy nie bardzo rozumiała przesłania tamtego snu. Nie chciała się już jednak tym zadręczać. Od tamtej pory Max śnił już się jej tylko dobrze. Jej myśli ogarnął również dredowłosy chłopak. Trasa powoli dobiegała końca, a ona nie chciała rozstawać się z nim w złej atmosferze. Podjęła decyzję. Dzisiaj wyjaśni z nim wszystko, możliwe, że straci w jego oczach, bo zawsze była uparta, ale w tej sprawie nie może czekać na jego pierwszy krok. Ona zbyt dużo powiedziała i to ona musi to naprawić. Z tymi postanowieniami wróciła do pokoju i przygotowała się do pracy.
Cały dzień minął im na próbach, przygotowaniu sprzętu i sprawdzaniu hali. Godzinę przed występem Mandy zabrała się za twarze chłopaków. Po chwili wszyscy byli gotowi i udali się do prywatnego pomieszczenia.
Po piskach, które rozchodziły się po hali, Mandy wywnioskowała, że koncert musiał się już skończyć. Dziewczyny wróciły jednym z busów do hotelu. Brunetka podążyła do swojego pokoju i niecierpliwie usiadła na łóżku. Po chwili nerwowo zerwała się z posłania i weszła do łazienki, pragnąc zaczerpnąć trochę świeżości. Stanęła pod prysznicem i ustawiła chłodną wodę. Duże krople spływały po jej ramionach, przynosząc ulgę skołatanym nerwom. Wyszła i ubrała na siebie krótkie szorty i jasną podkoszulkę. Ponownie usiadła na łóżku i wsłuchiwała się w odgłosy dochodzące z korytarza. Odczekała jeszcze chwilę, wzięła głęboki oddech i podążyła w stronę pokoju Toma. Stanęła przed drzwiami i zapukała z wyczuwalnym wahaniem. Nikt jej nie odpowiedziała, więc drżącą dłonią złapała za klamkę i weszła do środka. Rozejrzała się uważnie po całym pomieszczeniu, ale nikogo tam nie zastała. Już miała wychodzić, kiedy nagle usłyszała dźwięk wody za drzwiami obok. Czyli jest w łazience, pomyślała Mandy. Nie wiele myśląc podążyła w tamtą stronę. Wślizgnęła się po cichu do środka i zamknęła drzwi. Tom siedział tyłem do niej w wielkiej kwadratowej wannie, jednak wyczuł jej obecność. Był jakoś dziwnie pewny, że w końcu do niego przyjdzie.
- Czego chcesz? – zapytał zimnym, obojętnym tonem. Zdziwiona Mandy, przybliżyła się nieznacznie.
- Chcę porozmawiać.
- To możesz już iść – burknął nawet się nie odwracając. Złość, która zgromadziła się w dziewczynie była niemal jak lawina gotowa do wypłynięcia.
- Nie wyjdę do póki mnie nie wysłuchasz – stanęła obok niego – Popatrz na mnie! – chłopak nic sobie nie robiąc z jej towarzystwa, najnormalniej w świecie sięgnął po płyn do kąpieli.
Wybuchła. Niewiele myśląc, ściągnęła buty, ciskając nimi w kąt i weszła do wanny. Stanęła naprzeciw niego i oparła się dłońmi obok jego głowy, tak, że chłopak był zmuszony popatrzeć na nią. Spojrzał na nią zdziwiony, jednak po chwili jego wzrok znów stał się obojętny. Mandy, choć bolało ją to jak na nią patrzył, postanowiła się nie złamać.
- Posłuchaj, wiem, że uważasz mnie za gówniarę i tchórza. Wcale nie chcę się z tego tłumaczyć, bo masz rację. Jestem cholernym tchórzem i za każdym razem uciekam, mówiąc, że to, co się stało między nami, nic dla mnie nie znaczy. Bo tak nie jest i…i przepraszam cię za to, co ci powiedziałam wczoraj – nie zauważyła nawet, że mówiąc to wszystko niebezpiecznie zbliża się do niego. Chłopak patrzył na nią trochę oniemiały. Nigdy nie sądził, że Fischer jest zdolna do takiego poświęcenia. Cieszył się, że w końcu się przełamała i powiedziała to, co naprawdę chciał usłyszeć, bo jego milczenie miało ją do tego zmusić. Niewiele myśląc złapał ją za kark i przycisnął do siebie, zachłannie całując. Mandy jakby tylko na to czekając oddała się w całości pieszczocie oferowanej przez Kaulitza. Po chwili oderwali się od siebie a niebieskooka spojrzała mu głęboko w oczy.
- Wybaczysz mi?
- No nie wie, nie wiem – przekomarzał się z nią.
- Kaulitz!
- Mówisz, że lubisz jak… - dotknął delikatnie jej brzucha, podnosząc nieznacznie mokrą koszulkę i patrząc przebiegle na jej reakcję.
- Nie wykorzystuj moich słów przeciwko mnie – powiedziała poważnie, jednak w duchu miała ochotę się roześmiać.
- Niczego nie żałujesz? – zapytał patrząc na nią uważnie.
- Nie. – Uśmiechnął się do niej triumfująco i namiętnie pocałował, zaczął również ściągać jej bluzkę.
- Tak w wannie? – zapytała Mandy śmiesznie unosząc brwi do góry.
- Takie trochę urozmaicenie – gitarzysta uśmiechnął się rozbrajająco i przeszedł do rzeczy.

***
W szarym pustym mieszkaniu siedziało dwóch mężczyzn. Za oknami świeciło południowe słońce. Było duszno i zanosiło się na wieczorną burzę. Brunet wziął do ręki obskurny kubek i pociągnął z niego porządny łyk gorącej kawy.
- Dlaczego ty jej nie dasz spokoju? – zapytał blondyn siedzący naprzeciwko towarzysza.
- Obiecałem sobie, że ochronię ją przed łapami mężczyzn – powiedział, odstawiając kubek na stół.
- Dziwny jesteś.
- Była czysta i pozostanie czysta.
- Jak masz niby zamiar ją „chronić”? – zapytał ironicznie blondyn?
- Wiem, gdzie się ukryła – mężczyzna uśmiechnął się posępnie. – Za niedługo wyruszamy do Niemiec – zakończył poważnie. Kolega pokręcił głową z dezaprobatą. Biedna dziewczyna, pomyślał.

CDN.

komentarze [22]/Komentuj

Callien

Seria II cz. XV >> sobota, 7 czerwca 2008 15:21:44


Cześć, helloł i wszytko po kolei. Napisałam nową część xD Wiem, skaczecie z radości. Mam tylko jedno zastrzeżenie, może by tak więcej chęci z Waszej strony? Bo nie wiem, czy pisać dalej, bo sie podoba czy nie. Nic nie piszecie więc się zastanawiam. Nie mówię to o wszystkich oczywiście. I nie myślcie, że łasze się o komenty, ale to ważne, poznać Waszą opinię. Wtedy wiem co mam zmienić, co poprawić. ;)) Notka dla Kotka (lol2) za to, że mi kochana szablon zrobiła (wraz z pomocą Elen), który później wkleję. No i obiecałam jej wczoraj na wale, więc for You! Miłego czytania ; ***

A i część z serii +15. Nie wiem jak wyszło, pozostawiam to Waszej ocenie xD

XV

Szukała go od dziesięciu minut, ale z marnym skutkiem. Przeszukała już cały klub, a Kaulitz zapadł się jak kamień w wodę. Nadzieja na odnalezienie go powoli z niej uchodziła. Z resztą, dlaczego ona się nim tak przejmuje? Przecież on nic dla niej nie znaczy. A może jednak? Nie, zdecydowanie nie. Po prostu próbowała go uratować od piekła, jakim są narkotyki. Zaśmiała się posępnie. Dlaczego więc sama nie wierzy w to, co próbuje sobie wmówić? Odgoniła od siebie wszystkie myśli związane z uczuciami do chłopaka i jeszcze raz wytężyła umysł, zastanawiając się gdzie mógł się podziać Kaulitz. Nagle zerwała się i pobiegła w stronę toalet. Zwymyślała się w myślach za to, że od razu o tym nie pomyślała. Stanęła przed drzwiami, wzięła głęboki oddech i weszła do środka. Pospiesznie przechodziła pomiędzy całującymi się parami. Z każdej strony dochodziły ją krzyki, aby się stąd wynosiła, jednak ona wcale nie miała zamiaru. Po chwili stwierdziła, że Toma tu nie ma i wyszła. Bezpardonowo weszła do toalety męskiej. Tam też było pełno osób. Cała spięta przeciskała się pomiędzy ludźmi aż zobaczyła upragnione osoby. Szybkim krokiem podeszła do chłopaka, który obściskiwał się ze swoją partnerką i energicznie ich rozdzieliła. Tom spojrzał zdziwiony na przyczynę zamieszania, kiedy poznał brunetkę zaklął siarczyście, a w oczach pojawiły mu się gniewne iskierki. Mandy spojrzała na niego badawczo i z przerażeniem stwierdziła, że narkotyk zaczął już działać.
- Czego chcesz? – zapytał bezbarwnie.
- Chodź ze mną źle się czujesz, powinniśmy wrócić – stwierdziła spokojnie, próbując popchnąć go w stronę wyjścia. Mandy zdziwiło to, że blondynka stała spokojnie i nic się nie odzywała. Nie miała jednak czasu zajmować się nią.
- Czuję się świetnie, a ty nie będziesz mi mówić, co mam robić – jego głos dalej był spokojny, ale wzrok stawał się coraz bardziej nieobecny. Mandy zrozumiała, że chłopak powoli zaczyna „odpływać”
- Kaulitz, błagam cię, chodź ze mną wszyscy cię szukają.
- To powiedz im, żeby się nie martwili i, że wszystko ze mną w porządku – syknął przybliżając się – A teraz wyjdź, bo nie mam czasu.
Mandy nie potrafiła spojrzeć mu prosto w oczy. Jego wzrok był tak strasznie zimny i nieobecny, że nie była w stanie się z nim zmierzyć. Po chwili usłyszała ironiczny głos blondynki.
- Nie słyszałaś? – zapytała przytulając się do Kaulitza. Mandy dalej stała w miejscu, udając, że jej sznurówki są niezwykle interesującym widokiem.
- No wyjdź, bo chce użyć przyjemności z PRAWDZIWĄ kobietą! – krzyknął złowieszczo. Mandy zdobyła się na to by spojrzeć mu prosto w oczy. Widząc jego sarkastyczny uśmiech, zastanawiała się na ile racjonalnie on jeszcze myśli. Jednak nie bardzo chciała się nad tym głowić. Słowa, które wypowiedział chłopak zbyt mocno ją zabolały i zbyt uderzyły w jej dumę. Przełknęła łzy, które napłynęły jej do oczu i dumnie wyszła z pomieszczenia. Oparła się o ścianę i pozwoliła wypłynąć powstrzymywanym kroplom. Czuła się okropnie. Nigdy nikt jej tak nie poniżył w obecności innej osoby. W szkole również się wyzywali, ale wtedy była na tyle silna, żeby również go zaatakować. Teraz zdała sobie jednak sprawę, że jest nędzną imitacją człowieka. Nędzną imitacją kobiety. Nawet nie potrafiła go ochronić. Zdała sobie sprawę, że nie do końca obwinia Toma za to, co powiedział. Był pod wpływem narkotyków. Ona też robiła różne dziwne rzeczy, kiedy brała. Jednak, gdzieś w jej głowie pojawił się głosik, który szeptał jej, że Kaulitz ma racje. Mandy nigdy nie była z mężczyzną, nigdy nie dała się poufnie dotknąć, a nawet przytulić. Nie obchodziły ją żadne związki, a tym bardziej zabawy na jedną noc. Przed śmiercią Maxa była bardziej skora do styczności z chłopakami, jednak po tym wypadku jej umysł zajął tylko i wyłącznie brat i wszystkie problemy, które na nią spadły. Dlatego też w sprawach seksualnych nie była zbyt doświadczona. Po chwili jednak otarła łzy wierzchem dłoni i stwierdziła, że nie ma powodu, żeby się o to zamartwiać. Przecież nic nie obchodzi jej zdanie gitarzysty, a tym bardziej nie będzie się o niego troszczyć. Już miała odchodzić, kiedy nagle z pomieszczenia wyszła zdenerwowana blondynka. Spojrzała wściekła na Mandy i syknęła jej do ucha.
- Zabieraj tego swojego chłoptasia. Siedzi tam prawie nieprzytomny i nawet mu nie staje.
- Co mu podałaś? – zapytała Mandy patrząc na nią obojętnie, jednak w środku znowu pojawił się strach o chłopaka. Dziewczyna spojrzała na nią zdziwiona, jednak po chwili uśmiechnęła się chytrze.
- Amfetamina. Wiesz jak to działa, więc na pewno sobie poradzisz – spojrzała na nią znacząco i odeszła. Mandy nie zastanawiając się długo nad tym skąd tamta poznała, że brunetka zna się na rzeczy, wbiegła do toalety i podeszła szybko to skulonego Toma. Chłopak miał na twarzy błogi uśmiech, jednak Mandy dobrze wiedziała, czym się może to wszystko skończyć. Spróbowała go podnieść, jednak jego bezwładne ciało było zbyt ciężkie. Poprosiła, więc jakiegoś mężczyznę, który właśnie wychodził z kabiny, aby pomógł jej wyprowadzić za zewnątrz kolegę, gdyż źle się poczuł. Mandy nie pomyślała nawet o tym żeby powiadomić resztę o zaistniałej sytuacji. Musiała jak najszybciej dotrzeć do hotelu. Kiedy znaleźli się już na świeżym powietrzu, dziewczyna założyła dredowi kaptur na głowę, w razie czego, gdyby napatoczył się jakiś fotograf. Podziękowała nieznajomemu, który nie mógł już dalej jej pomóc, podtrzymała Toma za ramię i ruszyła w stronę hotelu. Nagle zwróciła uwagę na mężczyznę, który bacznie się im przyglądał. Mandy zobaczyła na jego szyi błyszczący sprzęt i niewiele myśląc przysunęła się do chłopaka i przytuliła się tak, aby nie widać było jego twarzy. Po chwili odetchnęła z ulgą, gdyż mężczyzna zrezygnował z chęci zrobienia zdjęcia. Nie mogła dopuścić do tego, aby ktoś sfotografował gitarzystę Tokio Hotel w takim stanie. Wybuchła by niezła afera. Powoli zbliżała się do hotelu, w którym aktualnie nocowali. Jakoś wciągnęła go do holu i niezauważona przemknęła do windy. Kiedy już usadowili się w środku, Mandy objęła go mocno, żeby jej się nie wyślizgnął i spojrzała na jego twarz. Był strasznie blady i ciężko oddychał, kiwając się, co chwila na boki. Brunetka przejechała z czułością kciukiem po jego policzku i chwytając go mocno, wyprowadziła na korytarz. Odnalazła w kieszeni spodni klucz i „wtoczyła” się do pokoju. Położyła chłopaka delikatnie na łóżku i ściągnęła mu bluzę, buty i spodnie. W pewnym momencie zaczął coś majaczyć, jednak niebieskooka nie bardzo zwracała na to uwagę. Przykryła go dokładnie kołdrą i poszła po miskę do łazienki, którą później położyła obok łóżka. Dobrze wiedziała, co się dzieje z osobami, które pierwszy raz wzięły. Miała tylko nadzieję, że Kaulitz się nie odwodni.
Była już druga w nocy, kiedy Tom się przebudził. Mandy cały czas czuwała w fotelu obok. Chłopak nieświadomie pochylił się do miski i wypróżnił całą zawartość żołądka. Dziewczyna zerwała się na równe nogi i pobiegła do łazienki zmoczyć ręczniki. Kiedy weszła z powrotem do pokoju, Tom leżał na plecach z zamkniętymi oczami. Na twarzy lśniły mu kropelki potu. Brunetka delikatnie przysiadła obok niego i wilgotnym ręcznikiem obtarła mu twarz. Widząc jego zmizerniałą twarz, do oczu napłynęły jej łzy. Położyła chłodną dłoń na jego gorącym czole i głaskała go uspokajająco.
- Co ona ci zrobiła? – szepnęła. Poczuła ulgę, kiedy chłopak zwymiotował, bo wiedziała, że wtedy będzie się lepiej czuł. Wstała i z lekkim obrzydzeniem wypłukała miskę. Kiedy wyszła z łazienki, zobaczyła, że Tom ma lekkie drgawki, spowodowane gorączką. Ściągnęła z niego mokrą koszulkę i założyła suchą. Tom wciąż pocił się niemiłosiernie. Panna Fischer wiedziała, że to kolejny etap „choroby” Wiele razy widziała kolegów Bena, którzy mieli identyczne objawy po wzięciu narkotyków. Dlatego tak dobrze wiedziała, jak się zająć Kaulitzem. Po godzinie gorączka spadła i Mandy odetchnęła z ulgą. Usiadła w fotelu i okręciła się kocem. Nie mogła zasnąć, bo czuła, że w każdej chwili chłopak może potrzebować pomocy. Spędziła tak całą noc, patrząc na niego i słuchając jego stłumionego oddechu. Kaulitz wymiotował jeszcze dwa razy.
Około godziny siódmej do pokoju wpadły jasne promienie słońca. Mandy która przysnęła na chwilę, obudziła się, gdy tylko usłyszała poruszenie na łóżku. Podeszła do niego i usiadła na skraju posłania. Tom poruszał się delikatnie jednak nie otwierał oczu. Na jego twarzy widniał wyraźny grymas bólu.
- Tom? – szepnęła cicho i popatrzyła na niego z czułością. – Tom, jak się czujesz?
- Pić mi się chce – powiedział, chrapliwym głosem. Mandy podeszła do komody i nalała do szklanki wody, po czym wrzuciła do środka musujący specyfik. Podała mu napój i z powrotem usiadła. Tom wypił całą zawartość na raz, po czym mocno się skrzywił.
- Co to jest? – zapytał patrząc na nią, nadal trochę nieprzytomnie.
- Zrobi ci się lepiej.
Na chwilę zapadła kłopotliwa cisza. Tom wpatrywał się w pustą szklankę i nie bardzo wiedział, co ma powiedzieć. W ogóle skąd on się tu wziął? Nic nie pamięta. No i dlaczego tak cholernie boli go głowa, a Mandy siedzi obok niego, patrząc na niego z troską?
- Boli mnie głowa… i nic nie pamiętam – stwierdził i opadł z powrotem na poduszki. Mandy spojrzała na niego badawczo.
- Nic dziwnego, ktoś, kto pierwszy raz zażył amfetaminę zazwyczaj tak kończy – powiedziała wskazując dłonią na niego. Tom wytrzeszczył oczy w zdziwieniu.
- Co? Przecież ja nic nie brałem – Mandy westchnęła głęboko.
- Ty nie, pamiętasz dziewczynę z baru? – chłopak zmarszczył brwi jakby się nad czymś zastanawiając i po chwili pokiwał twierdząco głową. – Właśnie, ona podrzuciła ci do drinka narkotyki.
- To nie możliwe, przecież byłem z nią potem w toalecie… - przerwał przypominając sobie, że Mandy też tam była. Popatrzył na nią badawczo, jednak ona wciąż siedziała niewzruszona. – A potem film mi się urwał – skrzywił się nieznacznie. W głowie pojawiały mu się jakieś przebłyski, jednak nie potrafił sklecić tego w jedną całość. Zauważył, że obok łóżka stoi miska i dotarło do niego, co musiało się z nim dziać przez ostatnie godziny. Spojrzał na nią lekko zawstydzony zaistniałą sytuacją, jednak ona tego nie zauważyła.
- Siedziałaś przy mnie całą noc?
- Tak – odpowiedziała cicho. Usłyszała jak głośno wypuszcza powietrze.
- Przepraszam, że musiałaś na to wszystko patrzeć, ale naprawdę nie podejrzewałem, że ona może coś mi dodać do napoju – powiedział patrząc na nią błagalnie. Mandy uśmiechnęła się dobrotliwie.
- Nie jesteś głupcem żeby pakować się w to bagno – powiedziała, a głos ugrzązł jej w gardle.
- Tak, nie jestem. Pójdę się umyć, a i nie mów nic Billowi i reszcie, nie chce żeby się martwili – wstał i ruszył w stronę łazienki. Zatrzymał się i odwrócił w jej stronę. – Dzięki za pomoc – uśmiechnął się i wszedł do środka. Mandy również się uśmiechnęła, był to jednak uśmiech wyrażający wielką ulgę. Zmęczona położyła się na łóżku i zamknęła powieki.

- Bill, przestań się wydzierać, przecież nic mi nie jest – Tom siedział właśnie w pokoju brata i ostro się tłumaczył przed zdenerwowanym czarnowłosym.
- Całą noc martwiliśmy się o ciebie, a ty najzwyczajniej w świecie spałeś w hotelu! Tom nie rób tak więcej! – młodszy bliźniak chodził niespokojnie po pokoju.
- Błagam nie krzycz tak, łeb mi pęka – zawył i złapał się za wymienioną część ciała.
- Nic mnie to nie obchodzi, że cię boli. Dobrze ci tak, trzeba było tyle nie pić. Ile razy mam ci powtarzać, że nie powinieneś wychodzić bez ochrony – czarnowłosy zaczął się już powoli uspokajać, jednak nadal był zły na brata za jego bezmyślność.
- Nie byłem sam, Mandy mi pomogła.
Bill spojrzał na brata niedowierzając, za chwile jednak uśmiechnął się cwanie.
- Ją to powinieneś ozłocić, zawsze cię uratuje z opresji – powiedział dobitnie. Tom przewalił oczami.
- Nie przesadzajmy. Jakoś jej to wynagrodzę – strzepnął niewidoczny paproszek ze spodni. Bill uśmiechnął się pobłażliwie.
- Pamiętaj, że jutro jest uroczyste wręczenie platynowych płyt. Ogarnij się, bo jutro nie będziesz wyglądał wcale pociągająco – stwierdził oceniając stan brata i wyszedł, zostawiając go samego.
Rozdanie płyt, pomyślał. Tom uśmiechnął się do siebie ironicznie. Idealna okazja, aby odwdzięczyć się Fischer. Cmoknął zadowolony ustami i pospiesznie opuścił pomieszczenie.

Mandy rozmawiała właśnie z Kate na balkonie, gdy do pokoju wpadł zziajany Tom. Wrzucił dziewczynie bluzę i założył na nos czarne okulary.
- Wychodzimy – powiedział stanowczo. Mandy spojrzała na niego jak na idiotę, a potem przeniosła wzrok na Katie, która wzruszyła bezwiednie ramionami.
- O co chodzi? – zapytała podchodząc do niego bliżej.
- Zobaczysz na miejscu. A teraz bierz okulary i wychodzimy – rzucił i uśmiechnął się do Kate – Na razie słonko – powiedział czule i zaśmiał się. Dziewczyna spojrzała na niego jak na totalnego kretyna i wyszła za Mandy z pokoju.
- Tom, możesz mi powiedzieć, o co chodzi? – zapytała podbiegając co chwilę ponieważ nie mogła nadążyć za jego tempem. – Nie wiedziałam, że potrafisz tak szybko w nich chodzić – zaśmiała się ironicznie.
- Dużo jeszcze o mnie nie wiesz – powiedział nie patrząc nawet na nią. Wsiedli do samochodu, a Tom nakazał szoferowi jechać do jakiegoś centrum handlowego. Mandy coraz bardziej irytowała ta sytuacja, ale musiała przyznać, że zaciekawiło ją zachowanie chłopaka. Po krótkiej jeździe, wysiedli przed oszklonym budynkiem. Tom stanął przed brunetką i wsunął na jej nos okulary oraz założył kaptur. On również był dobrze zamaskowany.
- Wejdziemy teraz do środka, nie patrz długo na ludzi i próbuj nie zwracać na siebie uwagi – Mandy przytaknęła i znowu ruszyła za Tomem. Weszli do jakiegoś przestronnego sklepu z odzieżą wyjściową. Brunetka nie wytrzymała, pociągnęła gitarzystę za rękę i przysunęła się blisko niego.
- Możesz mi w końcu powiedzieć, o co ci chodzi? –zapytała patrząc na niego spod okularów. Chłopak zaśmiał się i objął ją w pasie.
- Oczywiście. Idziesz jutro ze mną na rozdanie platynowych płyt, więc potrzebna ci sukienka – powiedziała na luzie. Mandy popatrzyła na niego zdziwiona.
- Dlaczego nie zapytałeś mnie czy chcę z tobą iść?
- Przecież i tak byś się zgodziła.
- Wcale nie – odparła oburzona. Tom przysunął ją niecierpliwie bliżej siebie.
- Powiedzmy, że jest to forma dziękczynna. Ja zapraszam, więc nie masz nic do gadania, a teraz wybieraj sukienkę.
- Ale ja nie mam kasy, na kupno sukienki w takim sklepie – nie ustępowała. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
- To ja cię zapraszam, więc ja ją kupuje.
- Nie, zdecydowanie się nie zga…. – nie dane jej było jednak dokończyć, gdyż Tom pociągnął ją w stronę wieszaków i zaczął między nimi szperać. Mandy stwierdziła, że i tak z nim nie wygra, więc zrezygnowana również zaczęła przeglądać sukienki. Nie wiedziała, na co się zdecydować. Chłopak cały czas podstawiał jej pod nos jakieś modele, ale ona kręciła tylko nosem i stwierdzała, że albo za duży dekolt, albo za krótka, czy za długa i tak cały czas. Po godzinie ciągłego szukania zdenerwowany Tom podsunął jej w końcu jedną sukienkę.
- Ta albo idziesz nago – syknął i podał jej wieszak. Mandy spojrzała na nią i wstrzymała powietrze. Była śliczna. Zrobiona z delikatnego, ognisto czerwonego jedwabiu, z dekoltem w kształcie litery V i zamkiem na plecach. Mandy dotknęła opuszkami palców chłodnego materiału i zapragnęła ją mieć nawet bez przymierzania. Popatrzyła badawczo na Toma, który stał i cieszył się ze swojego wyboru. Jemu też się ta sukienka bardzo podobała.
- Ona na pewno jest bardzo droga.
- Idź zmierzyć – powiedział nie zważając na słowa brunetki. Dziewczyna skierowała się w stronę przymierzalni. Kiedy była już ubrana, stwierdziła, że ta sukienka jest szyta specjalnie dla niej. Idealnie podkreślała jej talię, biodra i piersi. Kończąc się na kolanach pokazywała również zgrabne nogi Mandy. Po chwili do środka wparował Tom i stanął jak wryty. Nigdy w życiu nie widział jej tak pięknej. Tzn, zawsze była śliczna, ale teraz… nie wiedział nawet jak dobrać w słowa to jak się poczuł widząc ją. Mandy niepewnie podniosła na niego wzrok. Kaulitz uśmiechnął się cwanie.
- Bierzemy.
- Ale… - chciała już coś powiedzieć, jednak widząc jego wzrok, weszła do kabiny i przebrała się. Wychodząc wpadła na Toma, który trzymał w ręku śliczne czarne szpilki.
- Pasują? – zapytał podnosząc je do góry. Mandy wzięło do rąk pantofelki a głos ugrzązł jej w gardle. Chłopak widząc jej reakcje, wyrwał przedmiot z jej dłoni i podszedł do kasy. Brunetka stała jeszcze pewien czas oniemiała, jednak po chwili podeszła do starszego bliźniaka i z bolącym sercem patrzyła, jak chłopak za wszystko płaci. Kiedy odchodzili od kasy, Mandy szła koło niego naburmuszona. Chłopak spojrzał na nią z politowaniem.
- O co ci znowu chodzi?
- Nie chce żebyś za mnie płacił – odparła nie patrząc na niego.
- Dlaczego?
- Bo czuję się z tym niewygodnie.
- Posłuchaj – stanął i złapał ją za ramiona. – Musisz dobrze wyglądać na tym przyjęciu, a wątpię żeby w twojej szafie znalazł się odpowiedni ciuch na taką okazję – zakończył.
- Uważasz, że w mojej szafie nie ma nic odpowiedniego? – zapytała ostro i podparła się rękoma pod boki. Tom zrobił sugestywną minę, na co obruszona Mandy ruszyła żywym krokiem do samochodu. Chłopak zaśmiał się pod nosem i mamrocząc cicho o tym, jakie to baby są niezdecydowane, podążył w ślad za towarzyszką.

- Katie, czy ta sukienka nie wydaję ci się za odważna? – zapytała Mandy, kiedy stała przed lustrem i krytycznie patrzyła na swoje odbicie. Brązowooka stanęła obok niej, podirytowana zachowaniem przyjaciółki.
- Nie, wyglądasz naprawdę ślicznie. Ani makijaż, ani sukienka nie są wyzywające, więc daj już spokój, idę do Billa, bo pewnie nie ma mu, kto włosów wyprostować – zaśmiała się i wyszła. Mandy wygładziła dłonią niewidoczne paproszki na sukience. Kiedy usłyszała jak Tom wchodzi do pokoju, nie odwróciła się od razu. Widząc jego minę w odbiciu lustrzanym, przekręciła się niepewnie. Kaulitz po raz kolejny tego dnia, stanął jak wryty. Mandy wyglądała szalenie pociągająco. Czerwona sukienka, włosy luźno puszczone, opadały kaskadami na ramiona i plecy. Ubranie świetnie podkreślało jej talię i kobiece kształty. Chłopak cmoknął z zadowolenia. Podszedł do niej i stanął bardzo blisko. Zdał sobie sprawę, że bardzo długo nie smakował tych malinowych usteczek. Opanował się jednak i podał jej szarmancko ramię.
- Chodź, nie możemy się spóźnić.

Chłopcy dostali swoje upragnione płyty. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, gdyż pracowali na ten sukces bardzo długo. Nie obyło się również bez podziękowań dla wszystkich osób pracujących z zespołem, a nie zawsze widocznych. Impreza trwała do późnych godzin nocnych. Mandy zrobiła niemałą furorę swoim wejściem na sale. Wszyscy zaproszeni goście płci brzydkiej, patrzyli na nią jak na wrota do raju. Mandy zdawała się nie widzieć tych wszystkich spojrzeń. Była raczej skromną dziewczyną, więc nie robiło na niej to różnicy, aczkolwiek było jej bardzo miło. Gdy tylko podchodził do niej jakiś mężczyzna, zaraz zjawiał się straszy Kaulitz i od razu proponował coś innego. Brunetkę bardzo irytowało zachowanie współlokatora. W końcu nie wytrzymała i ruszyła do sypialni. Była bardzo zmęczona i nie marzyła o niczym innym jak o uśnięciu w ciepłym łóżku. Weszła do sypialni i z ulgą ściągnęła wysokie szpilki. Po chwili w środku niczym burza zjawił się Tom. Dziewczyna przewróciła wymownie oczami i zabrała się za rozpinanie sukienki. Kaulitz z rozbawieniem obserwował jej zmagania z zamkiem, w końcu zlitował się i podszedł, aby jej pomóc. Złapał w palce zamek i pociągnął w dół. Mandy czując jego dotyk momentalnie zesztywniała. Bała się przed sobą przyznać, ale cholernie brakowało jej dotyku jego rąk. Tom delikatnie musnął opuszkami palców miękką, skórę na jej plecach i poczuł jak wzbiera w nim pożądanie. Mandy wzięła głęboki oddech, zamknęła oczy i mimowolnie przygryzła dolną wargę. Chłopak obrócił ją powoli przodem do siebie i spojrzał jej w oczy, które właśnie otworzyła. Widząc jej wzrok, nie potrafił się opanować. Schylił się i delikatnie musnął jej wargi, jakby pytając o zgodę na dalsze ruchy. Nie musiał długo czekać na odpowiedź. Mandy spragniona jego bliskości straciła prawie całą świadomość. Całowali się coraz zachłanniej, a chłopak jeszcze mocniej przytulił ją do siebie. Mandy nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że pozbywa Kaulitza czapki i powoli dobiera mu się do bluzki. Zdawała sobie sprawę, czym się to wszystko skończy, jednak w tej chwili wcale nie zaprzątała sobie tym głowy. Czuła się bezpiecznie w jego ramionach i chciała, aby to właśnie Tom pokazał jej to, co dla niej było jeszcze nieznane. Chłopak nakierował ją delikatnie na łóżko i uważając, aby się nie uderzyła ułożył ją na nim. Brunetka spojrzała na niego badawczym wzrokiem. Widząc w jego oczach namiętność, pożądanie i delikatność, rozluźniła się i pozwoliła, aby Tom kontynuował to, co zaczął.
Chłopak położył się obok niej i obsypywał jej ciało pocałunkami. Jeżeli ktoś powiedziałby mu parę lat wstecz, że będzie się kochał z Fischer, swoim największym wrogiem, zabiłby go śmiechem. Teraz jednak ta opcja wydawała mu się o wiele bardziej przyjemna. Zsunął z niej delikatny czerwony, materiał i dokładnie oglądnął całe jej ciało. Mandy zaczerwieniła się po same uszy, pod jego bacznym wzrokiem, jednak widząc jego ironiczny uśmiech, również uśmiechnęła się półgębkiem i ściągnęła mu koszulkę. Schodząc pocałunkami coraz niżej, Tom poczuł jak po jej ciele przebiega dreszcz rozkoszy, a jej palce niecierpliwie dobierają się do jego paska. Wiedział, że Fischer jest temperamentną dziewczyną, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, że może być tak namiętna. Chociaż wiele razy pokazała mu to całując się z nim. Gdy wreszcie uporała się z szerokim jeansowym materiałem, zaczęła delikatnie całować go po szyi. Tom również nie marnował czasu. Odpiął jej stanik i ujął jej średniej wielkości piersi, w swoje dłonie. Dziewczyna pisnęła z rozkoszy i wtuliła się w jego szyję. Tom odsunął ją na chwilę od siebie i spojrzał pytająco.
- Na pewno tego chcesz? – zapytał chrypliwym szeptem. Mandy uniosła się na łokciach i pocałowała go gorąco. To mu wystarczyło. Pozbył się z nich obojga, ostatnich ubrań i ułożył ją na łóżku, tak, aby było jej najwygodniej. Nigdy wcześniej o to nie dbał, ale teraz chciał dać Mandy jak najwięcej rozkoszy, aby wiła się pod nim z pożądania i gorączkowo szeptała jego imię. Ułożył się na niej i delikatnym ruchem wszedł w nią. Poczuł jak jej ciało napręża się pod wpływem nowego doznania. Miał nadzieję, że nie dostarcza jej zbytniego bólu. Mandy poczuła lekkie ukłucie, jednak po chwili uczucie to zastąpiła, wielka fala rozkoszy. Poruszał się w niej delikatnie, czując jednak jak Mandy ochoczo go przyjmuje, wzmocnił i przyspieszył pchnięcia. Nigdy się jeszcze tak nie czuła. Objęła go nogami za biodra i wtuliła twarz, w jego lekko spoconą szyję. Czuła na swoim policzku jego przyspieszony oddech. Po chwili, usłyszała jakby z oddali swój własny stłumiony krzyk i poczuła jak oblewa ją niesamowita fala rozkoszy. Krótko po niej, Tom również doszedł do spełnienia. Pocałował ją w rozchylone usta i ułożył się obok, przytulając ją mocno do siebie. Mandy zamglona ostatnimi przeżyciami, wtuliła się w jego tors i wsłuchiwała w odgłosy, jakie wydawało jego szybko bijące serce. Jakoś nie bardzo kwapiła się, aby na niego teraz spojrzeć. Nagle przez głowę, przebiegło jej pewne wspomnienie.
- Uważasz, że jestem kobietą? – Tom przestał zawijać sobie na swoje palce, pasma jej włosów i spojrzał na nią badawczo. Domyślił się, do czego nawiązuje. Przyznał jej w myślach, że zranił ją wtedy w klubowej łazience. Pocałował ją przekonująco.
- Dla mnie zawsze nią byłaś.
Mandy położyła głowę z powrotem na poduszce i czuła jak zasypia. Jutro pewnie będzie się łajać za to, że przespała się z Kaulitzem, ale teraz jest zbyt zmęczona, aby o tym myśleć. Sex to jednak męcząca dyscyplina.

CDN.
Und? xD

komentarze [29]/Komentuj

Callien

Seria II cz. XIV >> niedziela, 18 maja 2008 21:39:09

Witam ; ***
Po dłuższej przerwie to prawda. Przez ostatni miesiąc w mojej głowie narodziło się wiele pomysłów, ale nie było motywacji żeby coś napisać. No oprócz kilku osób, które wciąż pytały "kiedy coś nowego?" Panny: J, A, G, P (litery imion xD) dziękuje, bo chyba tylko dlatego, że wciąż mnie molestowałyście pojawiła się ta notka. Wybaczcie, że tak późno, ale skoro niektórym też się nie chce, to mi tez ma prawo. Dobra kończę tą denną przemowę bo mam zryty humor i jeszcze napisze coś co mogło by kogoś zranić. Zapraszam na nową część:


XIV

- A może coś mu się stało? – zapytał młodszy Kaulitz zgromadzonych w boksie przyjaciół. W koło panował straszny gwar. Klub był zapchany niemal w całości.
- Taa… stało mu się. Mandy też nie ma, jak myślisz, co mu się mogło stać? – stwierdził z przekąsem Georg.
- No dobra, poddaję się – Bill uniósł ręce w obronnym geście i ruszył z
Katie na parkiet.

***

Robiło się już chłodniej i ciemniej, a oni od dobrych dwóch godzin siedzieli zamknięci na tarasie. Tom coraz mocniej przytulał do siebie Mandy twierdząc, że się trzęsie, bo jest jej zimno.
- Kaulitz, zaraz mnie udusisz! – krzyknęła poirytowana zachowaniem chłopaka.
- Wiesz, marzę o tym od lat, przynajmniej będzie spokój – stwierdził z przekąsem. Dziewczyna popatrzyła na niego zdenerwowanym wzrokiem i już nic się nie odezwała. Była zbyt wkurzona żeby mu odpyskować. Dochodziła dwunasta w nocy, a oni nadal tkwili na tym cholernym balkonie. Nie marzyła o niczym innym, jak wykąpać się w gorącej wodzie i pójść spać na wygodne łóżko. Nie to, żeby Kaulitz nie był wygodny, ale wolała jednak szerokie posłanie. Czuła od chłopaka specyficzne ciepło, które grzało ją w brzuch. Mimowolnie oparła się czołem o jego szyję i wdychała zapach perfum, unoszący się dookoła. Nagle poczuła jak Tom podwija jej koszulkę i układa na chłodnych plecach swoje ciepłe dłonie. Przyjemne dreszcze przeszły całe jej ciało i wcale nie protestowała, kiedy Tom błądził palcami po jej grzbiecie. Przyjrzała się dokładnie jego torsowi, który skrywał pod obszerną koszulką. Nigdy nie pomyślałaby, że taki chudzielec jak starszy Kaulitz może być posiadaczem takiej boskiej klaty. Następnie przeniosła wzrok na jego delikatna szyję. Poczuła nieodpartą ochotę pocałowania go właśnie tam. Przybliżyła się jeszcze bardziej tak, że nosem dotykała miękkiej skóry. Niewiele myśląc musnęła go delikatnie ustami. Poczuła jak wszystkie mięśnie chłopaka się napinają i uśmiechnęła się z satysfakcją. Delikatnie sunęła miękkimi ustami po jego szyi.
Tom czuł, że zaczyna wzbierać w nim podniecenie. Zdziwił się zachowaniem Mandy, ale wcale mu to nie przeszkadzało, a nawet jej zabiegi sprawiały mu przyjemność. Postanowił jej się odwdzięczyć i coraz odważniej zaczął gładzić jej plecy. Odchylił głowę trochę do tyłu, aby dać jej lepszy dostęp do swojego ciała. Wciągnął głośno powietrze w momencie, gdy Mandy ugryzła go delikatnie. Przeniósł swoje dłonie na jej płaski brzuch i jeździł nimi w górę i w dół, za każdym razem zahaczając o jej stanik. Mandy zaczęła przenosić się z pocałunkami coraz wyżej. Całowała jego kształtna brodę i przygryzała płatek ucha. W momencie, gdy chłopak wsunął dwa kciuki między jej piersi, pocałowała go namiętnie. Nie musiała długo czekać na odpowiedź. Chłopak z wielkim zaangażowaniem zaczął oddawać jej pocałunki. Łapczywie czerpał to, co mu oferowała. Zawsze to on przygniatał ją do ściany, dlatego teraz była to dla niego miła odmiana. Nie panował już nad swoją chęcią dotykania jej. Mandy również przestała myśleć. Pocałunki i pieszczoty Kaulitza sprawiały jej nie małą przyjemność. Był delikatny a zarazem stanowczy i właśnie to w nim uwielbiała. W momencie, gdy dotknął najbardziej wrażliwego punktu w górnej części ciała kobiety, Mandy jęknęła mu prosto w usta, co jeszcze bardziej go podnieciło. Był tak zaabsorbowany tym żeby dostarczyć jej przyjemności, że nie usłyszał nawet jak ktoś wchodzi na balkon obok.
- No, no ładnie sobie umilacie czas – usłyszeli rozbawiony głos Gustava. Mandy popatrzyła przerażona na Toma. On oszołomiony wcześniejszymi doznaniami, niespiesznie zabrał dłonie z jej ciała. Popatrzył na przyjaciela i uśmiechnął się leniwie. Dziewczyna próbowała się wyrwać z ocieplenia. Musiało to wyglądać bardzo zabawnie, gdyż po chwili dobiegł ich śmiech Gustava. Jednak przestał się śmiać, gdy tylko zobaczył wzrok brunetki.
- Otwórz nas, a nie się cieszysz – burknęła.
- Już się robi. Chłopak zniknął w swoim pokoju. Tom z rozbawieniem obserwował jak na twarzy Mandy pojawia się szkarłatny rumieniec. Czuła jego wzrok na sobie, ale nawet nie miała ochoty spojrzeć na niego. Cholera, dlaczego ona zawsze ma wyrzuty sumienia już po fakcie? Po chwili usłyszeli chrzęst otwieranego zamka i szklane drzwi się otworzyły. Mandy niczym wystrzelona z procy wbiegła do pokoju, nie zaszczycając Gustava nawet spojrzeniem. Od razu skierowała się do łazienki.
- Coś ty jej zrobił? – spytał patrząc na bliźniaka przebiegłym wzrokiem. Chłopak uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie jej zamglonego wzroku.
- Nic, co mogłoby cię obchodzić – powiedział wymijająco, jednak zdawał sobie sprawę, że Gustav i tak domyślił się całej prawdy. Perkusista uśmiechnął się ironicznie i skierował do pokoju. Gdy już miał wchodzić do środka, zatrzymał się i rzucił przez ramię
- Tylko nie za głośno w nocy, jutro rano wstajemy – Tom zaśmiał się na jego słowa i również ruszył do pokoju.
Mandy, jesteś totalną kretynką! Brunetka krzyczała na siebie w myślach. Stała teraz przed lustrem i ze zdenerwowaniem rozczesywała włosy, mało co ich nie wyrywając. Była na siebie tak wściekła, że miała ochotę cisnąć czymś o ziemię, a najlepiej kimś. Zbyt szybko dała się ponieść emocjom. Niestety nie panowała nad sobą, kiedy czuła ciepło bijące od Toma i ten zniewalający zapach jego perfum. Zagryzła delikatnie wargę na wspomnienie jego dłoni na jej ciele. Po chwili oderwała się od rozmyślań i potrząsnęła głową. To jest jakaś paranoja. Odłożyła szczotkę na półkę i wyszła z łazienki. W pokoju natknęła się na Toma, który siedział przed telewizorem w samych spodniach. Spojrzał na nią łapczywym wzrokiem, a ona skierowała się szybko pod kołdrę.
- O nie moja droga, nie pójdziesz jeszcze spać – powiedział zagadkowo. Mandy przełknęła ślinę i spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- C…co?
- Mam dla ciebie kolejne zadanie.
No to klaps, pomyślała. Teraz pewnie będzie kazał jej się z nim przespać. O nie! Ona się nie da. Niech on sobie za wiele nie wyobraża. To, że dała się raz ponieść emocjom nie znaczy, że zrobi to drugi.
- Kaulitz nie myśl sobie, że… - zaczęła drżącym głosem jednak nie dane jej było skończyć.
- Umyjesz mi plecy – rzucił niedbale.
- Cooo? – dziewczyna wytrzeszczyła na niego swoje niebieskie oczęta. – Ty chyba żartujesz!
- Ani trochę – powiedział ściągając spodnie – I lepiej się pospiesz – stwierdził i zniknął za drzwiami łazienki. Mandy siedziała z rozwartą gębą i wpatrywała się w obraz na ścianie. Czego on do cholery od niej wymaga?! Pieprzony gwiazdor, myśli, że ma kasę to sobie dużo może. Ona już mu umyje plecy, szczotką ryżową! Z furią w oczach wygrzebała się z łóżka i weszła do łazienki, trzaskając głośno drzwiami. Tom siedział w wannie zanurzony po samą szyję w pianie. Ufff… przynajmniej nic nie zobaczy, pomyślała. Nie patrząc nawet na niego, wzięła myjkę, namydliła ją i podeszła do niego od tyłu.
- Wyprostuj się – chłopak jak na komendę zrobił, co kazała. Zanurzyła dłoń w ciepłej wodzie i zaczęła powoli wodzić myjką po plecach Toma. Przełknęła ze zdenerwowania ślinę, w momencie, gdy Kaulitz się nieznacznie poruszył.
- Weź się dziewczyno przyłóż, tak to sobie możesz kota głaskać – mruknął, gdyż ruchy Mandy były bardzo delikatne.
- Przepraszam, zapomniałam, że ty wolisz ostrzejsze akcje – powiedziała z sarkazmem. Nagle Tom złapał ją za rękę i pociągnął tak, że dziewczyna wylądowała na nim…w wannie. Gdy do jej świadomości dotarła informacja, że on jest nagi, zaczęła się szarpać jednak Tom wcale nie miał zamiaru jej wypuszczać.
- Skoro wole ostrzejsze akcje to chyba tu nam będzie wygodniej, co? – zapytał wrednie i jeszcze bardziej przysunął dziewczynę do siebie.
- Puść mnie – syknęła patrząc mu prosto w oczy. Miała ochotę zdzielić go po tej pięknej twarzyczce i zmazać ten jego pewny uśmieszek. Mimowolnie przypomniała sobie pieszczoty, które jej oferował, a gniew jeszcze bardziej się w niej wzburzył.
- Nie chcesz dokończyć tego, co zaczęliśmy? – zapytał, uśmiechając się bezczelnie.
- Nie! Puść mnie – powtórzyła.
- Nie podobało ci się?
- Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć to tak podobało, ale na pewno nie z tobą. Żałuje, że dałam się ponieść emocjom i na to wszystko pozwoliłam! – krzyczała nie patrząc już nawet na słowa jakie wypowiada. Była tak strasznie wściekła, że straciła nad sobą panowanie. Oczy Toma zwięzły się, a gniew wyraźnie wymalował się na jego twarzy, złapał ją mocno za ramiona i przyciągnął do siebie tak, że czuła na twarzy jego przyspieszony oddech.
- Twierdzisz, że z kimś innym było by ci lepiej? – szepnął złowieszczo.
- Dokładnie – jęknęła i czuła jak jego palce coraz boleśniej wbijają jej się w ramiona. Po chwili milczenia, stwierdziła, że uścisk chłopaka zelżał. Popatrzyła na niego zdziwiona i zauważyła, że teraz patrzył na nią obojętnie. Przeraził ją ten wzrok, bo jeszcze nigdy takiego u niego nie widziała, przynajmniej nie skierowanego w jej osobę. Powoli podniosła się i wygramoliła z wanny. Nowa koszula przylepiła się do jej ciała, tak, że dokładnie widać było zarys piersi. Poczuła ulgę gdyż Tom nawet na nią nie spojrzał. Wiedziała, że uraziła jego dumę, ale on to wszystko sprowokował. Była na siebie trochę zła, że nie powstrzymała swojego ciętego jęzora, ale wcale nie miała zamiaru go przepraszać. Zabrała ręcznik i pospiesznie opuściła łazienkę.

Pierwszy miesiąc trasy minął zespołowi w dość napiętej atmosferze. Mandy i Tom dalej mieszkali w jednym pokoju, ale odzywali się do siebie tylko wtedy, gdy było to konieczne. Każdy miał już powyżej uszu, kłótni i wybryków tej dwójki. Chociaż przez ostatni miesiąc nie wydzierali się na siebie, bo żadne z nich nie miało najmniejszej ochoty odezwać się do drugiego. Pewnego dnia Bill nie wytrzymał napięcia, i wybuchnął na brata, kiedy byli sami w garderobie.
- Tom, do cholery odpuść sobie! Coś ty jej znowu zrobił?
- Dlaczego każdy uważa, że to ja zawsze jestem winny?! Myślisz, że Fischer jest aniołkiem? To musze cię zasmucić, ale jednak się mylisz – powiedział gorzko. Był niemal pewny, że Bill stanie po jego stronie.
- Za dobrze cię znam, jestem pewny, że czymś ją sprowokowałeś – czarnowłosy starał się mówić spokojnie. Nie miał zamiaru kłócić się z bliźniakiem.
- Dobra, nie chcę się z tobą kłócić. Zostawmy temat Mandy, nie specjalnie chce mi się o niej gadać – stwierdził Tom krzywiąc się pokazowo. Bill uśmiechnął się pod nosem, ale już nie wypytywał brata o szczegóły. Cała grupa musiała dać upust napięciu, jakie nad nimi wisiało, więc pewnego wieczoru udali się na imprezę do pobliskiego klubu. Byli akurat we Francji, którą mieli opuścić za parę dni i ruszyć w dalsza drogę. Mandy nie szykowała się specjalnie na tę dyskotekę. Ubrała się w czarne spodnie, żółtą bluzkę na ramiączkach i perfekcyjnie podkreśliła oczy. Wymalowała również Katie i całą szóstką ruszyli do klubu, który znajdował się obok hotelu. Dziewczyna poczuła niesamowitą falę gorąca, która uderzyła w nią, gdy tylko weszła do środka. Usiedli przy dużym stoliku i po chwili wszyscy popijali jakiś alkohol. Mandy nie miała ochoty się dzisiaj bawić. Przyszła tu tylko, dlatego aby nie robić z siebie przedstawienia. Po piętnastu minutach została sama na kanapie. Rozglądała się dookoła i mimowolnie spojrzała na Toma, który już zarywał jakąś panienkę, ubraną w kusą mini i duży dekolt. Pokręciła głową z dezaprobatą. Przyszła jej do głowy głupia myśl, że gdyby zgodziła się zostać z nim w wannie, pewnie to właśnie ona tańczyłaby teraz obok niego. Zaśmiała się pod nosem. Aleś ty naiwna Mandy, powiedziała do siebie i zauważyła, że Tom kieruje się z nieznajomą do baru. Gdy chłopak odwrócił się w poszukiwaniu kogoś, Mandy dostrzegła jak dziewczyna pospiesznie wsypuje mu coś do szklanki. Brunetka wstała raptownie, a serce podeszło jej do gardła. Narkotyki. Cholera musi go ostrzec, jednak w tym samym momencie, Tom przechylił szklankę i wypił całą jej zawartość, a na ustach nieznajomej Mandy zauważyła zadowolony uśmiech. Panna Fischer pomyślała o białym proszku wsypywanym do szklanki i przyjemne mrowienie przebiegło przez jej ciało. Spojrzała lśniącymi oczami na miejsce gdzie przed chwilą stał Kaulitz, ale jego już tam nie było. Mandy potrząsnęła desperacko głową. Nie, ona jest silna, nie weźmie, chociaż wie, że w tym klubie mogłaby spokojnie dostać coś dobrego. Rozejrzała się po sali, już bardziej przytomnie i zaczęła się przepychać między ludźmi rozglądając się dokładnie za Tomem.

CDN.
Cya ; ***

komentarze [22]/Komentuj

Callien

Seria II cz. XIII >> czwartek, 17 kwietnia 2008 15:09:39

Witam, witam. Mam nową notkę. Nie sprawdzałam błędów bo nie miałam, czasu. Wybaczcie jeżeli są. Dziękuję osobom komentującym. A notka z dedykacją dla Kota i Dżastin bo mnie gnębią o nową i i no i dal nich ; ***
EDIT:
Chcę przeprosić dziewczynę z bloga: tauschungen-zeit.mylog.pl ,że Cię nie informuje, ale nie chce mi się otworzyć twoja strona z komentami.
Tak samo dwa inne blogi, które w ogóle mi się nie otwierają.
Przepraszam bardzo. ; ***

Zapraszam.
XIII
Szła ciemnym cmentarzem. Wokoło pohukiwały sowy, co dawało jeszcze bardziej mroczniejszego nastroju temu miejscu. Rozglądała się naokoło. Skądś znała tą ścieżkę jednak nie mogła sobie przypomnieć skąd. Bała się. Na plecach czuła zimny pot a po całym ciele przechodziły ją dreszcze. Zbliżała się do jasnego, wyróżniającego się spośród innych grobu. Już wiedziała, co to za miejsce. Przecież to grób Max’a. Podchodziła coraz bliżej, jednak w sercu nadal czuła wszechogarniający niepokój. Nagle na ławce przed pomnikiem dostrzegła siedzącą postać. Ponownie obejrzała się niepewnie i przełknęła głośno ślinę. Jakaś siła nie pozwoliła jej odejść. Jakby pchała ją w stronę nieznajomego. Stanęła przy ławce i oczekiwała w zniecierpliwieniu. Nagle postać odwróciła się i Mandy ujrzała Maxa. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie na widok brata i już chciała się do niego przytulić, gdy ten gwałtownie wstał i spojrzał na nią złowrogo z góry. Mandy spojrzała na niego nie rozumiejąc, o co mu właściwie chodzi. Przecież to Max. Tak dawno go nie widziała, chciała się do niego przytulić a kiedy już nadarzyła się okazja on się od niej odsuwa.
- Co ty tu robisz? Przecież ty nie… - niebieskooka odezwała się niepewnie jednak nie dane jej było skończyć.
- Właśnie! Nie żyję. Gdyby nie ty, nadal mógłbym chodzić po ziemi! – chłopak krzyknął ze złością w stronę siostry.
- Ale przecież… - dziewczyna próbowała się tłumaczyć, jednak łzy które napłynęły jej do oczu nie pozwoliły jej na dalsza rozmowę.
- To wszystko twoja wina! – duch kontynuował nie zważając na stan siostry.
- Max błagam cię nie mów tak. – Mandy już nie próbowała powstrzymać potoku łez, które spływały po jej policzkach. Dlaczego on ją tak rani?
- Gdybyś wtedy nie kazała mi iść po samochód, nic by się nie stało. To wszystko twoja wina! – Max wyglądał jak by był szalony. Krzyczał i wymachiwał rękoma a ona stała wpatrując się w niego i płacząc.
- Max proszę cię, Max!
- Mandy! Obudź się słyszysz?! – Tom energicznie potrząsnął bezwładnym ciałem dziewczyny. Obudził go jej krzyk. Natychmiast obrócił się w jej stronę i przyjrzał się jej uważnie. Musiała mieć koszmar. Na zaczerwienionych policzkach, łzy widocznie zaznaczył ścieżkę. Złapał ją za ramiona i potrząsnął, jednak ona nadal krzyczała przez sen.
- Fischer! – krzyknął, a dziewczyna nagle otworzyła oczy i popatrzyła na jego twarz z przerażeniem. Rozglądnęła się niepewnie po pomieszczeniu, po czym znów utkwiła w nim wzrok. Widział jak do jej oczu napływa kolejna porcja łez. Podniosła się do pozycji siedzącej i ukryła twarz w dłoniach. Tom nie wiedząc za bardzo, co ma robić, usiadł obok niej i przytulił ją mocno, gładząc uspokajająco po włosach.
- To był tylko sen, spokojnie.
-On…on krzyczał na mnie – mówiła szlochając. Sama nie wiedziała, dlaczego, ale musiała to komuś powiedzieć. – Mówił, że to moja wina. Wszystko moja wina, że gdyby nie ja on nadal by żył – teraz już rozpłakała się na dobre. Tom przytulił ją jeszcze mocniej. Nie wiedział jak ją pocieszyć. Nigdy by nie pomyślał, że Max może jej się przyśnić w taki sposób.
- Mandy to nie jest twoja wina. To był wypadek. To wina tego pijanego kretyna, który jechał wtedy samochodem. Na pewno nie twoja – próbował ją jakoś uspokoić, jednak ona potrząsnęła energicznie głową i popatrzyła na niego z bólem.
- Nie rozumiesz? Gdybym wtedy nie kazała mu, żeby mnie odwiózł nic by się nie stało. Nie poszedłby po ten cholerny samochód i nadal by żył! – krzyknęła rozpaczliwie. Tom przyciągnął ją do siebie i przytulił mocno. Nie mógł sobie wyobrazić ile ta mała istotka mogła wycierpieć. Dlaczego los tak bardzo ją doświadcza? Nie mógł pojąć tej całej tragedii, która przydarzyła się państwu Fischer. Wystarczyła jedna sekunda, jedna nieodpowiedzialna osoba, która zniszczyła całe życie Mandy i jej rodzinie. Chciałby coś powiedzieć, jednak bał się, że może wszystko pogorszyć. Jej psychika była tak krucha, że wolał się już nie odzywać. Postanowił po prostu być.
- Tom, boję się zasnąć – usłyszał stłumiony szept.
- Nie musisz już spać, zaraz i tak musimy wstawać – powiedział, a w odpowiedzi usłyszał głębokie westchnienie.


Mandy chodziła przez cały dzień jakaś nieobecna. Wszyscy byli zbyt podekscytowani żeby zauważyć, co się z nią dzieje. Dziewczynie to było bardzo na rękę. Nie miała ochoty się nikomu spowiadać. Czuła na sobie cały czas baczny wzrok Tom’a. Jednak nim też się nie przejmowała. Umówiła się z Kate, że jak tylko skończy przygotowywać chłopaków do wywiadu, pójdą razem na zakupy do pobliskiego centrum.
Mandy skończyła właśnie pudrować Gustav’a. Pożegnała się z chłopakiem i wyszła na korytarz, gdzie już czekała na nią uśmiechnięta przyjaciółka. Obie wyszły z hotelu i podążyły w stronę centrum. Katie widząc, że dzisiaj humor dopisuje tylko jej postanowiła zapytać, co dręczy niebieskooką.
- Czy coś się stało? – zapytała patrząc na towarzyszkę podejrzliwie.
- Nie nic…. – zaczęła Mandy jednak widząc nalegający wzrok Kate westchnęła głośno i opowiedziała jej dzisiejszy sen. Dziewczyna słuchała z wyraźnym przerażeniem.
- Mandy ty chyba nie myślisz, że to twoja wina? – zapytała patrząc na nią uważnie. Mandy spuściła głowę i potrząsnęła nią bezradnie.
- Nie wiem. Przez całe cztery lata nigdy o tym w ten sposób nie myślałam. Max zawsze śnił mi się dobrze. Pocieszał mnie. Mówił, że jest mu tam dobrze. Teraz nagle pojawił się i dał do myślenia, że gdybym ja naprawdę wtedy go nie poprosiła o to odwiezienie, na pewno był by tu z nami teraz. – powiedziała, a jej głos nagle się załamał. Kate spojrzała na nią z przerażeniem. Wiedziała, że jeżeli ona teraz zaczęła się o to obwiniać, może być już tylko gorzej.
- Przestań tak mówić. To jakiś głupi przypadek, że Max wyszedł na ulice w tym czasie, kiedy ten idiota jechał. To była tylko i wyłącznie jego wina. Gdyby nie był pijany na pewno by wyhamował i skończyłoby się tylko na lekkim poobijaniu. Nie wolno ci się obwiniać – brązowooka stanęła i złapała Mandy za rękę. Każde słowo wypowiadała bardzo dobitnie. – Za daleko zaszłaś, żeby teraz to wszystko stracić. To był tylko głupi sen. Max cię kochał i nadal kocha. Nigdy nie pozwoliłby, aby stała ci się krzywda, pamiętaj o tym – mówiąc to przytuliła przyjaciółkę, która również ufnie się w nią wtuliła.
- Dziękuję – Katie oderwała się od Mandy i uśmiechnęła się dobrotliwie.
- Nie masz, za co dziękować, po to tu jestem – panna Fischer uśmiechnęła się z wdzięcznością. Po chwili już w lepszych humorach zmierzały do galerii. Mandy musiała kupić sobie kilka nowych ubrań. Jako priorytet wskazała sobie kupno nowej pidżamy, która nie będzie odsłaniała aż tyle, co poprzednia. Chodziły po sklepach już od dwóch godzin. Galeria była naprawdę wielka. Mandy kompletnie nie wiedziała, na co się zdecydować. Najchętniej zgarnęłaby wszystko jednak jej skromny budżet nie bardzo na to pozwalał. W końcu zdecydowała się na nowe spodnie, bluzkę i oczywiście pidżamę. Zadowolone jak to każde kobiety po udanych zakupach, udały się do pobliskiej kafejki. Siadły przy jednym ze stolików i zamówiły kawę za ciastkiem. Mandy przyglądała się z zaciekawieniem spieszącym się ludziom. Nagle w tłumie dojrzała wysokiego bruneta a serce natychmiast podeszło jej do gardła. Gorący pot zalał jej całe ciało a oddech stał się przyspieszony i nierównomierny. Rozglądnęła się przerażona po całym pomieszczeniu. „ Nie to niemożliwe żeby on tu był. Skąd niby miał wiedzieć, gdzie ona się znajduje. Może to tylko ktoś podobny”
- Mandy?! – z rozmyślań wyrwał ją dochodzący z boku głos. Dziewczyna spojrzała z przerażeniem na przyjaciółkę. – Coś się stało? Dlaczego tak nagle się wystraszyłaś? – Mandy spojrzała jeszcze raz na tajemniczego bruneta i odetchnęła z ulgą. To nie był Ben.
- N…nie, nic się nie stało. Myślałam po prostu, że idzie mój znajomy z USA.
- I to tak bardzo cię wystraszyło? – Kate nie dawała za wygraną.
- Tak, bo wiesz, on był strasznie namolny, chciał ze mną być i sama wiesz – powiedziała uśmiechając się niepewnie. Katie zaśmiała się. Mandy po raz kolejny odetchnęła z ulgą. Miała szczęście, że Katie dała się nabrać. Odezwały się w niej jednak wyrzuty sumienia. Nie powinna jej okłamywać. W końcu to jej najlepsza przyjaciółka, ale nie była jej wstanie wyjawić prawdy. Jeszcze nie teraz. Dziewczyny zjadły swoje porcje i skierowały się w stronę hotelu.


Mandy chodziła niespokojnie po pokoju hotelowym. Czuła, że zaraz wybuchnie. Nadmiar dzisiejszych wydarzeń dawał się we znaki. Chciała z kimś pogadać, ale nie bardzo wiedziała, do kogo się zwrócić. Po chwili chwyciła telefon i z książki adresowej wybrała dobrze znany jej numer. Włączyła zestaw głośno mówiący i położyła telefon na komodzie. Po pomieszczeniu rozszedł się odgłos połączenia a po chwili przyjemny głos.
- Mandy! Co u ciebie słychać? – Christina pisnęła podekscytowana do telefonu, aż brunetka się skrzywiła, jednak uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Cześć siostra, przepraszam, że nie dzwoniłam…, ale wiesz pracuje i w ogóle jakoś czasu nie mam.
- Dobra, dobra opowiadaj, co tam u ciebie – Mandy opowiedziała siostrze całą historie jak to znalazła pracę jako makijażystka, o sukcesie chłopaków i o tym, że właśnie jest z nimi w trasie. Christina co chwilę wydawała podekscytowane odgłosy, czuła jednak, że nie do końca siostra chce rozmawiać o tym, o czym opowiada.
- Mandy a tak naprawdę to co mi chcesz powiedzieć? – zapytała, kiedy siostra skończyła. Mandy uśmiechnęła się pod nosem. Szczerze to tylko czekała na to pytanie.
- Boję się. Dzisiaj widziałam chłopaka bardzo podobnego do Ben’a, myślałam, że umrę na zawał.
- Nie powiedziałaś im?
- Nie. Wiem, wiem, że jestem tchórzem, ale nie potrafię. Boję się, że mnie odtrąca, kiedy się dowiedzą. Nigdy mi nie zaufają. A co jeżeli on wróci?
- Mandy, jest coś, o czym musisz wiedzieć – Christina zrobiła pauzę jakby zastanawiała się nad czymś.
- Chris, nie strasz mnie – Mandy zawahała się. Nie wiedziała czy chce usłyszeć, co chce jej powiedzieć siostra. Zdawała sobie sprawę z tego, czego ta informacja może dotyczyć.
- On był u mnie, pytał o miejsce twojego zamieszkania, oczywiście nic mu nie powiedziałam, ale wydaje mi się, że to tylko kwestia czasu, kiedy się o tym dowie. – Mandy spojrzała przerażona za okno.
- Nic ci nie zrobił?
- Nie, ze mną wszystko w porządku, ale on… on jest szaleńcem Mandy, czuję, że zrobi wszystko żeby cię odnaleźć.
- Christina przepraszam cię za wszystko. Za to, że narażam cię na tak wielkie niebezpieczeństwo.
- Nie przepraszaj to nie twoja wina. Ale powinnaś im powiedzieć. Słuchaj ja musze kończyć, zaraz zaczynam pracę. A ty dzwoń częściej i nie przejmuj się niczym. Całuje.
- Dzięki za wszystko. Do usłyszenia – Mandy podeszła do komody i zakończyła połączenie. Stała jeszcze chwile i tępo wpatrywała się w telefon, kiedy nagle usłyszała obok siebie głos.
- O czym nie wiemy?
Mandy spojrzała przerażona na drzwi, w których stał Georg. Wyraz jego twarzy był nadzwyczaj poważny. Dziewczyna poczuła jak w jednej chwili robi jej się słabo, obsunęła się po komodzie na podłogę, jednak nie zemdlała. Chłopak szybko doskoczył do niej i z przejęciem złapał ją za dłonie. Ona spojrzała na niego zaszklonymi oczami.
- S…słyszałeś wszystko? – zapytała a głos się jej załamał. Chłopak popatrzył na nią z niepewnością. W końcu nie powinien podsłuchiwać czyjejś rozmowy. Nieśmiało przytaknął. Mandy jęknęła głośno i zamknęła oczy.
- Przepraszam…przepraszam, że was okłamałam – zaczęła rozpaczliwie się tłumaczyć jednak brunet od razu jej przerwał.
- Wierze, że musiałaś mieć powody. Nie myśl, że jestem ciekawski, ale chciałbym je poznać, żeby zrozumieć – powiedział patrząc na nią z dobrocią. Mandy wzięła głęboki oddech i zaczęła mu opowiadać po kolei wszystkie wydarzenia od śmierci jej brata. Nie spodziewała się, że z tajemnicy, którą przed każdym ukrywa będzie się spowiadać właśnie basiście. Niektóre słowa same wypływały z jej ust, mimo, że ona chciała je powstrzymać. Zwierzyła mu się z wszystkiego, co leżało jej na sercu. Z wszystkich obaw, przeszłości, nałogu. Kiedy mu o tym opowiadała czuła dziwny spokój. Była przekonana, że brunet zachowa to wszystko dla siebie i nie będzie nalegał na to, aby wyznała reszcie prawdę. Kiedy skończyła w pokoju zapadła głucha cisza. Georg nie był w stanie się odezwać. Kiedy podsłuchał rozmowę, był trochę wściekły na nią, za to, że ich okłamała. Teraz jednak ją zrozumiał. Był pełen podziwu dla niej, że pokonała nałóg, mimo tych wszystkich tragedii, które ją dotknęły. Obiecał jej, że nikomu nie powie. Postanowili, że Mandy sama wszystko wyzna, kiedy tylko będzie gotowa. Posiedzieli jeszcze chwile razem, po czym Georg wyszedł, szykować się na imprezę, na którą mieli iść do pobliskiego klubu. Mandy podniosła się z podłogi i weszła na taras. Chłodne powietrze uderzyło w jej bladą twarz. Objęła się ramionami, miała na sobie tylko bluzkę z krótki rękawem, ale nie bardzo się tym przejęła. Pozwoliła, aby wszystkie myśli wyleciały z jej głowy wraz z wiatrem. Nie miała zamiaru iść na dyskotekę. Dzisiaj kompletnie nie miała nastroju do zabawa, zresztą jak zawsze. Zamknęła oczy i wdychała świeże powietrze. Nagle usłyszała trzask zamykanych drzwi, jednak nie bardzo się tym przejęła. Była pewna, że to Tom i się nie pomyliła. Chłopak wyszedł na taras, słysząc jego kroki Mandy odwróciła się gwałtownie i krzyknęła.
- Tom drzwi! – chłopak odwrócił się gwałtownie, jednak było już za późno. Szklane okna zamknęły się „na amen” Kaulitz podszedł do nich i szarpnął, jednak one nie ustępowały. Odwrócił się zrezygnowany w stronę dziewczyny, na której twarzy również widoczny był grymas niezadowolenia.
- Przecież wiesz, że one się zatrzaskują – powiedziała z pretensją w głosie.
- No sorry zapomniałem. Cholera nie pójdziemy na imprezę! – krzyknął naburmuszony.
- Ty nie pójdziesz. Ja miałam zamiar zostać – odpowiedziała odwracając się plecami do niego i podziwiając panoramę miasta.
- Wychodzi na to, że ten czas spędzimy razem, we dwoje – powiedział podchodząc do niej i stając obok. Dziewczyna spojrzała na niego z niechęcią.
- Niestety – chłopak widząc jej minę uśmiechnął się. Dostrzegł na ciele Mandy gęsią skórkę, co było oznaką, że jest jej zimno. Ściągnął bluzę i podał ją zdziwionej dziewczynie.
- Kaulitz, daj spokój przecież widzę jak się trzęsiesz – powiedziała ironicznie widząc jak chłopakowi też nie doskwiera zbytnie ciepło.
- Przestań się puszyć i zakładaj bluzę.
- Nie. Gorzej będzie, jeżeli ty się przeziębisz. Nikt cię przecież nie zastąpi – powiedziała twardo.
- Ciebie też nikt nie zastąpi – powiedział niewiele myśląc. Mandy spojrzała na niego przekornie.
- Martwisz się o mnie? – zapytała unosząc jedną brew do góry. Chłopak spojrzał na nią zdenerwowany. Cholera dał się wkopać. Niewiele myśląc ubrał na siebie bluzę, podszedł do niej bliżej tak, że stali teraz naprzeciwko siebie, objął ja materiałem szerokiego odzienia i zasunął zamek, który znajdował się na jej plecach. Dziewczyna próbowała się wyrwać, jednak jej ruchy były bardzo ograniczone.
- Kaulitz, co ty do cholery wyprawiasz? – zapytała groźnie.
- Nic. W ten sposób obojgu nam będzie ciepło. Nie wierć się tak, bo ją rozerwiesz.
- Jesteś totalnym kretynem – odparła oburzona odwracając wzrok byle by nie patrzeć na chłopaka.
- A ty kretynką. Widzisz jak się dobraliśmy? – powiedział z ironią. – Chodź na tą huśtawkę, bo nie mam zamiaru tak cały czas stać.
Mandy spojrzała na niego spod byka, jednak nic się już nie odzywając ruszyli w stronę bujawki, która stała na tarasie. Kiedy już do niej doszli pojawił się większy problem. Jak na niej usiąść żeby nie rozerwać bluzy?
- Jedyny sposób, jaki przychodzi mi na myśl, to taki żebyś siadła mi na kolanach – powiedział to ze stoickim spokojem.
- Co?! O nie, nie zgadzam się – krzyknęła, jednak po chwili poczuła jak ręce Toma podnoszą ją do góry. – Kaulitz! Co ty wyprawiasz?! – i usadawiają ją na kolanach chłopaka.
- Siedź i nie gadaj. Poczekamy aż Gustav wyjdzie na swój balkon i nas zobaczy.
- A jak nie wyjdzie? – zapytała przekornie.
- To będziesz miała problem – zakończył twardo, uśmiechając się ironicznie.

CDN.

Und?

komentarze [25]/Komentuj

Callien

Seria II cz. XII >> sobota, 5 kwietnia 2008 18:03:54
Witojcie^^ na początku chcę przeprosić wszystkich tych, którzy mnie powiadomili o nowych notkach a ja ich jeszcze nie przeczytałam. Naprawdę brak czasu. Dziś się nawet wymigałam od rodzinnej roboty żeby napisać nową część. Więc weźcie to pod uwagę xD A teraz zapraszam na new.



Czyli to był sen. Dzięki Bogu. Ale skoro to był sen, to skąd Tom wie, że coś jej się śniło. Czyżby coś mówiła, albo……? Mandy próbowała sobie przypomnieć, co dokładnie robiła podczas snu. No tak kochała się z Kaulitzem. Miała tylko nadzieję, że nic nie gadała, albo nie jęczała. Spojrzała wystraszonym wzrokiem na chłopaka.
- Nnnic mi się nie śniło – odpowiedziała niepewnie próbując ukryć swoje zdenerwowanie.
- Jak to nie. To, dlaczego wciąż jęczałaś „Tom oh Tom!”? – chłopak doskonale bawił się jej zdenerwowaniem.
- Co?! – nie, nie przecież ona nic, nie mówiła, kochała się z nim ale nie wymawiała jego imienia. Spojrzała uważnie na jego przebiegła minę i już wiedziała, że chłopak blefuje, próbując ją zawstydzić. – Kaulitz – syknęła. – Jak już to co najwyżej mogłam krzyczeć, ale z przerażenia na widok twojego przyrodzenia. Na pewno nie z rozkoszy – skończyła z satysfakcją, próbując zepchnąć z siebie Toma, który nadal siedział jej na kolanach. Twarz chłopaka w momencie spochmurniała a czekoladowe oczy pociemniały ze złości. Złapał brunetkę za nadgarstki i przytrzymał je po obu stronach jej głowy, nachylając się nad nią.
- Fischer, ty chyba uwielbiasz, kiedy cię karze, co? Mam nieodparte wrażenie, że bardzo ci się to podoba – syknął patrząc uważnie w jej niebieskie tęczówki. Mandy próbowała się wyrwać, jednak ciężar chłopaka skutecznie jej na to nie pozwalał.
- Puść mnie.
- Lubisz, kiedy cię całuje? – zapytał nie zawracając uwagi na jej prośbę.
- Wcale ni….. – nie dane jej było dokończyć ponieważ Tom pochylił się i gwałtownie wpił w jej usta. Po chwili dziewczyna oddała pocałunek. Znowu się poddała, ale nie była teraz w stanie racjonalnie myśleć. Chłopak swoimi pieszczotami totalnie rozbroił ją emocjonalnie. W końcu puścił jej nadgarstki i położył swoje dłonie na jej talii. Ona natomiast objęła go rękami za szyję i przyciągnęła do siebie, aby pogłębić pocałunki. Czuła jak metalowy kolczyk przyjemnie chłodzi jej usta. Tak często irytował ją ten chłopak jednak, kiedy ją całował od razu zapominała o tym, że nie darzą się zbytnią sympatią. Bill i Kate nigdy nie mogli ich zrozumieć. Bo jak się można tak ciągle kłócić a później jakby niby nic, całować. A dla nich to było coś normalnego. Ani Mandy ani Tom nie byli romantykami. Tom preferował związki na jedną noc. Mandy nie była taka, bo nie mogłaby się kochać z osobą, którą zna zaledwie pół godziny, ale dusiłaby się w związku z chłopakiem, który był by dla niej cały czas dobry, miły, kupował jej kwiaty i non stop ją komplementował. Czuła by się osaczona. Mandy wolała związki szalone, pełne przygód. Po chwili Tom oderwał się od brunetki, objął jej całą twarz wzrokiem i uśmiechnął się ironicznie.
- Mam propozycję. Na czas trasy, zwracajmy się do siebie po imieniu.
- Nie wypali.
- Spróbujmy – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. Dziewczyna popatrzyła na niego niepewnie i przytaknęła głową. Tom ponownie musnął jej delikatne usta. Oderwał się od niej i podniósł z łóżka, obserwując bezczelnie ciało Mandy, która miała na sobie jedynie skąpą pidżamę. Brunetka zaczerwieniła się i zakryła kołdrą również wstając.
- No, no niezłe ciałko – rzucił uśmiechając się szeroko.
- Kau… - zaczęła jednak widząc srogi wzrok chłopaka, szybko przerwała. – T..Tom, jeszcze jedna taka uwaga, a nawet puder ci nie pomoże.
Kaulitz zaśmiał się bezczelnie, ponownie złapał ją za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Podczas tego manewru, kołdra dziewczyny zsunęła się na podłogę. Mandy stała przed nim i kipiała ze złości i bezradności. Starszy bliźniak musnął jej wargi, rozgrzewając przy tym jej zmysły.
- Pospiesz się. Zaraz będzie śniadanie – szepnął jej prosto w usta, puścił jej dłonie i usiadł na łóżku włączając telewizor. Mandy stała jeszcze chwilę jak wryta, po czym złapała w pośpiechu swoje rzeczy i weszła do łazienki trzaskając drzwiami.


Brunetka szła właśnie korytarzem, gdy nagle usłyszała jak ktoś ją woła.
- Mandy! Dobrze, że cię złapałem, słuchaj przesunęła się godzina konferencji, idź przygotuj chłopaków. – dziewczyna odwróciła się i zobaczyła zmierzającego w jej stronę Davida.
- Jasne już idę – uśmiechnęła się szeroko i podążyła w stronę garderoby, gdzie znajdowali się już wszyscy członkowie zespołu. Przywitała się z każdym z osobna i zabrała do pracy. Pierwszy na odstrzał poszedł Gustav. Cała trójka nienawidziła się malować, dlatego Mandy zawsze miała z nimi nie lada problem. Najlepszym „modelem” zdecydowanie był Bill. Siedział cicho na krześle na nic nie narzekał i nie stroił fochów, kiedy Mandy musiała jakieś miejsce na twarzy mocniej przypudrować. W pokoju zostali już tylko ona i Bill. Reszta zespołu podążyła już pod salę, w której miała się odbyć konferencja. Dziewczyna widziała, że Billa cały czas męczy jakaś sprawa, ale boi się o nią zapytać. Nawet domyślała się, o co może mu chodzić.
- Bill, o co chcesz zapytać? – wypaliła prosto z mostu nie przerywając swojej pracy.
- Ja? O nic – chłopak otworzył ze zdziwienia oczy. Mandy widząc jego speszony wzrok zaśmiała się pod nosem.
- No dobra. Wygrałaś – uśmiechnął się – Bo widzisz…. Czy… czy ciebie coś łączy… ee… z Tomem? – ostatnie słowo wypowiedział bardzo szybko i zabawnie zamknął oczy. Mandy, która miała mu właśnie nakładać ostatnią warstwę pudru, zatrzymała rękę w powietrzu i popatrzyła na wystraszoną twarz Billa, która odbijała się w lustrze. Widząc jego zakłopotanie zaśmiała się przyjaźnie. Chłopak nie wiedząc, o co chodzi, spojrzał na nią zdezorientowany, jednak Mandy po chwili się uspokoiła.
- Nic pomiędzy nami nie zaszło – powiedziała poważnie – i raczej nie zajdzie. Nie masz się, o co martwić.
- Mandy ja się nie martwię, fajnie by było gdybyście coś no wiesz… - uśmiechnął się cwanie – ale nie chcę żeby Tom cię skrzywdził.
- Bill jestem pewna, że jeżeli nie będę chciała, Tom mnie nawet nie dotknie – powiedziała klepiąc uspokajająco czarnowłosego po ramieniu. Chłopak uśmiechnął się przyjaźnie. Mandy dokończyła makijaż i Bill wyszedł z pomieszczenia zostawiając ją samą. Usiadła na fotelu i przyjrzała się swojemu odbiciu. Wiedziała, że Tom jej niczego nie zrobi. Nie był by do tego zdolny. Ranił dziewczyny, ale jakiś wewnętrzny głos mówił Mandy, że ona nie ma się, czego obawiać. Dlatego tak odważnie drażniła się z nim. Z nikim innym nie odważyłaby się na takie zachowanie. Po pół godziny bezczynnego siedzenia w garderobie postanowiła przejść się po korytarzach i zapoznać się z ich położeniem. Szła powoli czytając wszystkie tabliczki aż natknęła się na jedną, która szczególnie przykuła jej uwagę. Tabliczka nosiła napis „Tom Kaulitz” Mandy rozglądnęła się dookoła upewniając, że nikt jej nie widzi i powoli weszła do środka. Pomieszczenie nie było duże. Ściany wyłożone były kartonami wyciszającymi. Na środku stała mała sofa, o którą oparta była gitara, obok leżał kabel i wzmacniacz. Dziewczyna przyjrzała się jej dokładnie. Granatowy Gibson. Taki sam, jaki posiadał Max. Sarah nie sprzedała jej ani nigdzie nie schowała. Dalej stał w tym samym miejscu, w którym ostatni raz zostawił go Max. Po policzku Mandy popłynęła pojedyncza łza. Tak dawno nie grała. Po śmierci brata zagrała tylko raz, zmusiła ją do tego sytuacja. Od ostatniej lekcji muzyki nie zagrała ani razu. Nie chciała i nie potrafiła. Podeszła powoli do instrumentu i dotknęła go delikatnie dłonią. Dobrze wiedziała, że dla Toma jego gitara to świętość, jednak miała nieodpartą ochotę wziąć ją do ręki i szarpnąć za struny. Pomieszczenie było wyciszone, więc nikt nie powinien jej usłyszeć. Chłopaki wrócą za godzinę, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spróbowała. Podpięła gitarę do wzmacniacza i usiadła na sofie kładąc ją sobie na kolana. Przejechała delikatnie palcami po strunach. Były idealnie napięte. Mandy wzięła głęboki oddech i szarpnęła za struny. Po pomieszczeniu rozszedł się nikomu nieznany dźwięk. Dziewczyna już nie próbowała zatrzymać potoku łez, które wytoczyły się spod jej powiek. Wspomnienia wróciły do niej jak bumerang. Muzyka była jej pasją i to Max zaraził ją tą pasją. Była mu bardzo wdzięczna za to, że nauczył ją kochać muzykę. Jednak z jego odejściem, odeszła również jakaś cząstka tej miłości. Mandy nie wyobrażała sobie jakby mogła tworzyć cokolwiek bez brata. Dlatego przez te cztery lata nie miała nawet odwagi, aby sięgnąć po gitarę i cokolwiek zagrać.


Tom zmierzał właśnie w stronę pokoju, który służył każdemu członkowi zespołu do wyciszenia się. Każdy z nich posiadał takie pomieszczenie, do którego miała wstęp tylko osoba, do której należał pokój. Chciał się rozluźnić przed koncertem. Złapał za klamkę i w momencie, kiedy otworzył drzwi doleciały go nieznane mu dźwięki gitary. Zdziwiony, że ktoś może znajdować się w tym pomieszczeniu wszedł do środka i pierwsze, co mu się rzuciło w oczy to zgarbiona postać pochylająca się nad JEGO gitarą.
- Co ty tu robisz?!
Mandy podskoczyła wystraszona i od razu odłożyła gitarę na bok. Spojrzała z przerażeniem na zdezorientowaną minę Toma i wstała. Otarła oczy jednak na jej nieszczęście Tom to dostrzegł.
- Płakałaś? – zapytał ponownie.
- Przepraszam ja … ja wiem, że nie powinnam tu być. Naprawdę nie chciałam ruszać twojej gitary – tłumaczyła się nieskładnie, widząc jak Tom zbliża się do niej z srogim wyrazem twarzy jej przerażenie się podwoiło.
- Weszłaś tu bez pozwolenia, grałaś na mojej gitarze, czy ktoś ci na to pozwolił? – ton jego głosu był spokojny, jednak Mandy dobrze wiedziała, że w środku gotuje się ze złości. – Dlaczego płakałaś?
- Nie twoja sprawa – dziewczyna nie miała ochoty zwierzać mu się ze swoich przeżyć. Już chciała go ominąć i opuścić pomieszczenie, kiedy chłopak zagrodził jej jedyną drogę ucieczki.
- O nie, nie wyjdziesz stąd tak szybko. Powiesz mi, co tu robiłaś i dlaczego weszłaś akurat do mojego pomieszczenia – powiedział z naciskiem. Dziewczyna spojrzała na niego i zdała sobie sprawę, że tak szybko się nie wymiga.
- Co ci mam powiedzieć? Szłam korytarzem zobaczyłam drzwi i weszłam, wzięłam gitarę i zaczęłam grać, to wszystko – powiedziała patrząc mu prosto w oczy.
- Ty chyba jednak uwielbiasz, kiedy cię karze, co? – Tom uśmiechnął się cwanie.
- Jasne, oczywiście. Ciekawe, co teraz wymyślisz. Może mnie uderzysz, co?! – Mandy krzyknęła nie panując już nad emocjami. Tom złapał ją za bluzkę, lekko potrząsną i przysunął ją do siebie tak, że stykali się nosami.
- Nigdy więcej tak nie mów – cedził powoli – jesteś jedyną dziewczyną, która darzę tak wielkim szacunkiem, dlatego nigdy nie oskarżaj mnie o coś takiego – mówił to tak poważnie, że brunetce aż zrobiło się głupio. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Zdała sobie sprawę, że tym razem naprawdę przesadziła. Była zła sama na siebie, że doprowadziła go do takiego stanu. Pokiwała głową na znak, że rozumie jego słowa i delikatnie uwolniła się z jego uścisku. Już kierowała się w stronę wyjścia, kiedy nagle stanęła, odwróciła się do niego i z oddaniem pocałowała go w usta. Zaskoczony chłopak przyciągnął ją do siebie i z wielkim zaangażowaniem oddał pocałunek. Mandy oderwała się od Toma i uśmiechnęła niepewnie.
- Powodzenia na koncercie – rzuciła na obchodne i wyszła zostawiając Toma samego z tysiącem myśli.


Koncert trwał w najlepsze. Mandy wraz z Katie siedziały w sektorach dla vip’ów. Panna Fischer była szczerze zdumiona muzyką, jaką tworzy Tokio Hotel. Trudno się przyznać pracownicy zespołu, ale pierwszy raz słyszała wszystkie ich piosenki. Podziwiała każdego po kolei. Billa za śpiew. Toma, Gustava i Georga za świetną grę. Była pod wrażeniem tego jak chłopcy utrzymują taki wspaniały kontakt z publiką. A naprawdę było, z kim. Cała hala była wypełniona po brzegi. Dziewczyny, krzyczały, piszczały i mdlały na zmianę. Mandy rozpamiętywała ostatnie spotkanie z Tomem. Niewiadomo, dlaczego ale uśmiechnęła się na samą myśl o tym, co powiedział jej Tom. O szacunku, którym ją darzy. Nagle po hali rozeszły się delikatne takty piosenki, której Mandy jeszcze nie słyszała, dlatego z zaciekawieniem wsłuchała się w słowa.

Na zewnątrz świta
Ona jeszcze tu jest ... gdzie nikt nie przeszkadza
Jej happy birthday zeszłej nocy ... już nie usłyszała
Chcesz zobaczyć jak latasz w świetle ciemności
Otwórz swoje prezenty i wszystko będzie gotowe
Zamknij oczy i przez ...


Mandy cały czas się uśmiechała, jednak z każdym kolejnym wersem piosenki, na jej twarzy uśmiech zastępowało przerażenie. „Dlaczego ta piosenka wydaje jej się tak dziwnie bliska?”

Jej pierwsze ukłucie szczęścia, ta rana zostanie na zawsze
W złotym momencie i z każdym będzie ciężej
Cienie i światła zabierają jej widoczność
Ona już nie wróci


Kiedy Bill skończył śpiewać pierwszy refren dotarło do niej, jakie przesłanie ma ta piosenka. Spojrzała przerażona na Kate, która na szczęście nie zauważyła jej zdenerwowania. Ze skupieniem wsłuchiwała się w kolejne słowa.

Na zewnątrz świta, ale jej noc się nie kończy
Czyjaś ręka maluje po jej twarzy
Zawsze, gdy boli jest całkiem sama
Ale ostatnim razem już nie płakała
Zamknij oczy i przez ...


Po policzku Mandy potoczyła się łza. Dopiero podczas koncertu zdała sobie sprawę, jaka ona była głupia. Jaką była okropną egoistką wciągając się w narkotykowy świat. Przecież mogła umrzeć. Brać najpierw dla poprawy humoru, którego dość często nie miała. Potem z głodu narkotykowego. Nie chciała widzieć siebie w roli narkomanki, która żebrze pieniądze na ostatnią działkę amfetaminy.

Wszyscy patrzą
Jej jest wszystko jedno
Potrzebuje jeszcze
I kolejne ukłucie szczęścia ...

Niebo się przybliża
Jej ostatni sen zostaje nie wyśniony ...


Tak strasznie się bała, że to powróci. Że kiedy spotka się ponownie twarzą w twarz z tym problemem nie będzie potrafiła odmówić. Że nałóg, który jak jej się wydaje pokonała powróci, a ona nie będzie w stanie nic zrobić. Bo kto pomoże narkomance?

Ostatnie ukłucie szczęścia, ta rana zostanie na zawsze
W złotym momencie i z każdym będzie ciężej
Cienie i światła zabierają jej widoczność
Ona już nie wróci
*

Bill skończył śpiewać a ona wciąż siedziała bez ruchu na swoim miejscu i wpatrywała się w scenę. Nie wiadomo, dlaczego pomyślała właśnie w tym momencie o Benie. Bała się go. Obiecał, że ją znajdzie a wtedy nie będzie ratunku.

CDN.
* Tokio Hotel - Stick ins gluck.

Macie wy moje czekoladowe króliczki. ; ***

komentarze [16]/Komentuj

Callien

Seria II cz. XI >> wtorek, 25 marca 2008 20:07:02


Cholera. chyba już 3 raz dodaję notkę i d*pa! Niestety jeżeli kogoś nie poinformuję to przepraszam ale nie wszystkie blogi się mi otwierają. Spróbuję jeszcze jutro. Głupi mylog!

Zapraszam na nową część:D

- Kaulitz ja cię proszę, zmień to życzenie. – Mandy nie mogła nadążyć za chłopakiem, który zmierzał właśnie w stronę stacji benzynowej. Przez całą podróż nie zamienili ze sobą ani słowa. Mandy rzucała w jego stronę złowrogie spojrzenia a on odpowiadał jej na to ironicznym uśmiechem. Dziewczyna postanowiła z nim pogadać na najbliższym postoju i właśnie nadarzyła się takowa okazja.
- Fischer, nic nie wskórasz prośbami ani groźbami. – odpowiedział nawet się nie odwracając. Wszedł do sklepu i podążył w stronę regału ze słodyczami. Brunetka w końcu go dogoniła i stanęła za nim.
- Dobrze wiesz, że mogę się nie zgodzić. Nigdzie w umowie nie było napisane, że mam sypiać z członkami zespołu. – syknęła. Tom odwrócił się i popatrzył na nią z pobłażaniem.
- A kto tu mówił o sypianiu? – dziewczyna spojrzała na niego i roześmiała się głośno.
- Oh proszę tylko mi nie mów, że nie wykorzystałbyś tego faktu. Za dobrze cię znam.
- Widocznie wcale mnie tak dobrze mnie nie znasz, nigdy bym nie zrobił czegoś, na co byś mi nie pozwoliła – ton jego głosu był bardzo poważny. Mandy zrobiło się trochę głupio po tych słowach. – Jeżeli się nie zgodzisz, oznacza to, że jesteś tchórzem. – wiedział, że takie zagranie mocno podziała na dumę dziewczyny. Panna Fischer spojrzała na niego zdenerwowanym wzrokiem. W tym momencie już wiedział, że wygrał.
- Wcale nie jestem tchórzem. Dobrze zgadzam się. – wyrecytowała przez zaciśnięte zęby prosto w twarz chłopaka. Złapała paczkę żelków i ruszyła w stronę kasy. Tom niewiele myśląc również podążył w jej ślady. Położył zakupy na półeczce obok kasy i uśmiechnął się zalotnie do młodziutkiej kasjerki. Dziewczyna spojrzała na niego i od razu rozpoznała w nim sławnego gitarzystę. Swoje długie czarne włosy zarzuciła teatralnie na plecy i uśmiechnęła się. Tom jak Tom wykorzystał okazje i zaczął z nią flirtować. Mandy stanęła za nim w kolejce. Słysząc idiotyczny śmiech dziewczyny przewaliła ze znudzeniem oczami. Odwróciła się w stronę kasy a na twarz przywołała sztuczny uśmiech.
- Skasujesz mi to? – zapytała unosząc produkt.
- Nie jesteśmy na ty. – dziewczyna odpowiedziała patrząc na nią jakby chciała zabić Mandy wzrokiem za to, że przerwano jej świetną rozmowę.
- Ty ze mną nie, ale ja z tobą tak – stwierdziła ze stoickim spokojem. – To jak kasujesz? – dziewczyna nie bardzo wiedziała co powiedzieć. Tom miał wielką ochotę wybuchnąć śmiechem widząc jej minę.
- Czy wiesz, kto to jest? – spytała wskazując na Toma. Mandy przebiegła wzrokiem po chłopaku od góry do dołu i uśmiechnęła się.
- Nie – powiedziała wzruszając ramionami. Położyła wyliczoną kasę na blat i z uśmiechem wyszła ze sklepu. Tom również zapłacił za swoje zakupy i ruszył za dziewczyną. Kasjerka stała jak wryta i z niedowierzaniem patrzyła na to, co się przed chwilą stało.
- Nawet nie zdążyłam poprosić o autograf. – mruknęła niezadowolona.
- Co to było? Jesteś zazdrosna czy co?! – krzyknął doganiając Mandy, która szła właśnie w stronę autobusu.
- A niby, o co mam być zazdrosna? O nią? No proszę cię. – odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się ironicznie.
- No, tak. Była bardzo seksowna. – powiedział rozmarzonym głosem. Mandy podeszła do niego i gwałtownie wbiła mu wskazujący palec w tors.
- Uważasz, że ja nie pociągam facetów? – chłopak spojrzał na nią. Jeansy biodrówki, ładnie opinał jej zgrabny tyłek i nogi. Bluzka z wyciętym dekoltem, którego nie można było zobaczyć gdyż zasłaniała go zapięta bluza. Tom uśmiechnął się znacząco. Zdenerwowana dziewczyna ściągnęła bluzę i podała ja chłopakowi. Naciągnęła T-shirt, tak aby jej piersi były bardziej widoczne, poprawiła włosy i odwróciła się w stronę grupki chłopaków, którzy siedzieli przy stolikach.
- Patrz się i ucz. – syknęła z satysfakcją widząc jego minę.
- Fischer, co ty…. – nie zdążył dokończyć, gdyż Mandy ruszyła właśnie w stronę grupki, ponętnie kręcąc biodrami. Już miała ich mijać, kiedy specjalnie potknęła się i wleciała na bardzo przystojnego bruneta. Chłopak bardzo ochoczo ją przytrzymał nie bardzo chcąc ją puścić.
- Oh.. przepraszam zagapiłam się. Dziękuję za przytrzymanie. – uśmiechnęła się delikatnie. Chłopak, który ją trzymał również się uśmiechnął.
- Trzymać cię to prawie jak złapać za nogi anioła. – powiedział. Mandy mało, co nie parsknęła śmiechem. Co za kretyn wciska jej takie kity? Jednak dalej na twarzy widniał jej słodki uśmieszek a kątem oka spostrzegła jak Kaulitz dalej stoi w tym samym miejscu i gapi się na nią zdenerwowany.
- Wybacz, ale muszę się już zbierać. – powiedziała podnosząc się z kolan nieznajomego.
- Szkoda, ale miło było cię poznać. – chłopak uśmiechnął się szeroko.
- Jasne. – Mandy pomachała dłonią na pożegnanie i ruszyła wyćwiczonym krokiem. Przeszła z uniesioną głową obok Kaulitza i uśmiechnęła się do niego z satysfakcją. Chłopak podbiegł do niej na tyle na ile pozwalały mu na to jego workowate spodnie.
- To było wredne. – powiedział odwracając ją w swoją stronę. Mandy wzięła swoją bluzę i ubrała ją na siebie.
- Nie, nic nie było tu wredne. Udowodniłam ci, że potrafię działać na facetów. – stwierdziła rozbawiona. Strzeliła go dłonią w czapkę i wsiadła do autobusu. Tom stał jeszcze chwilę. „On już utemperuje ten jej temperament. Jeszcze trochę.” Uśmiechnął się cwanie do siebie i wsiadł do pojazdu.

Autobus mknął po przedmieściach Hamburga. To tu miał się za 2 dni odbyć pierwszy koncert. Wszyscy spali w najlepsze, dlatego w pojeździe było bardzo cicho. Mandy siedziała na fotelu z podkulonymi nogami i słuchała jakiś smętów ze swojej MP4. Uwielbiała podróżować w ciszy ze słuchawkami na uszach. Wtedy mogła się skupić tylko i wyłącznie na myślach, które nie dawały jej spokoju. Dawno nie rozmawiała z Christiną. Była ciekawa jak sobie daje radę w Stanach. Chciała się również dowiedzieć, czy Ben ją szukał i czy siostra ma przez nią jakiekolwiek kłopoty. Bała się go. Bała się, że pojawi się nagle i zniszczy wszystko to, co do tej pory wybudowała. Zniszczy cały jej świat, skłóci z przyjaciółmi. Nawet nie dopuszczała do siebie myśli, co by powiedziała o niej Kate, gdyby się dowiedziała, że kiedykolwiek brała. Zawsze krzywo patrzyły na osoby ze szkoły, które brały. A co ona zrobiła? Zrobiła dokładnie to samo, co osoby, na które patrzyła z pogardą. Uważała, że tylko najsłabsi sięgają po używki tego typu. A ona stała się właśnie tą słabą istotą, która jak owca za pasterzem, poszła, za Benem, który jej obiecał, że będzie lepiej, że znikną zmartwienia i troski. Oh jaka ona była naiwna i głupia! Jedyne, co jej pozostało, to modlić się do Boga, aby Ten nie postawił ponownie na jej drodze Bena.
- Wstawajcie, jesteśmy już na miejscu. – do jej uszu dobiegł głos Sakiego, który budził po kolei resztę osób. Mandy podniosła się z fotela gotowa do wyjścia. Spojrzała przez okno i zaniemówiła. Do jej uszu dobiegł ogromny wrzask tłumu stojącego przed hotelem.
- Co to?
- Fanki. Gorące, namiętne panienki czekające na króla. – usłyszała za sobą szept. Nie musiała zgadywać, kto za nią stoi. Odwróciła się z uśmiechem na twarz i przyjrzała się mu dokładnie.
- Mówiąc „na króla” masz na myśli Georga? – zapytała cynicznie się uśmiechając. Osoby stojące obok buchnęły śmiechem. Tom stał i wpatrywał się w nią z nietęgą miną. Georg podszedł do Mandy i objął ją ramieniem.
- Jesteś moją najlepszą koleżanką. – powiedział uśmiechając się do dziewczyny, na co ona roześmiała się przyjaźnie.
- Posłuchajcie. Chłopcy wysiądą teraz pod hotelem. Wy dziewczyny natomiast pojedziecie dalej aż na zakryty parking tak, aby żadna fanka was nie widziała. Nie możemy robić wokół was zamieszania ok.? – David stanął na przodzie autobusu i wydał oświadczenie. Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Z tourbusu wysiadł na początku Saki, potem Bill, Tom, Georg a na końcu Gustav. Chłopcy wzięli w dłoń markery i po kolei podpisywali wyciągnięte w ich strony kartki.
- Oni mają przechlapane. – stwierdziła Mandy patrząc na to wszystko.
- Noo. I tak jest prawie codziennie. – powiedziała Katie, która usiadła na fotelu obok przyjaciółki.
- Nie męczy cię to? Tzn. wiesz takie życie? – Katie uśmiechnęła się do brunetki.
- Nie. Wiem, że dla Billa zespół jest najważniejszy. Pracowali na ten sukces wiele lat. Nie potrafiłabym mu postawić ultimatum: albo ja, albo zespół. Ufam mu i nie żądam, aby powiedział całemu światu, że jest zajęty. Dlatego nie robi mi to różnicy, kiedy opowiada w wywiadach, że cały zespół jest aktualnie wolny. – uśmiech nie schodził z ust brązowookiej. Mandy uśmiechnęła się widząc, szczęście emanujące z twarzy Kate.
- Cieszę się, że się wam udało.
- Tobie też się uda. Zobaczysz – Kate poklepała towarzyszkę pokrzepująco po plecach. – Chodź wysiadamy.
Dziewczyny weszły, podziemnymi przejściami do hotelu i podeszły do recepcji, gdzie już stał Jost. Chłopaków jeszcze nie było. Mandy z nadzieją podeszła do Davida.
- Mandy tu masz klucz do pokoju z Tomem. Miłego pobytu – powiedział jak by niby nic. Mandy oblała się dorodnym rumieńcem, na co mężczyzna roześmiał się cicho. – Spokojnie, wiem, że to jakieś tam zadanie. Nie wnikam w wasze prywatne sprawy, ale wiec, że mi to ni przeszkadza. – mrugnął do niej okiem, na co Mandy uśmiechnęła się z ulgą i podążyła do wyznaczonego pokoju.
Weszła do przestronnego pokoju i pierwsze, co jej się rzuciło w oczy to wielkie dwuosobowe łóżko. Odetchnęła z ulga, gdyż stwierdziła, że spokojnie mogłoby się na nim zmieścić z 4 osoby, co oznacza, że może spać spokojnie. Położyła bagaże, z torby wyciągnęła kosmetyczkę i pidżamę. Po chwili ruszyła w stronę łazienki. Weszła do przestronnego pomieszczenia. Było bardzo gustownie urządzone. Ściągnęła z siebie ubrania i weszła pod prysznic. Chciała się szybko umyć, aby jeszcze szybciej zasnąć. Odkręciła kurek z wodą i szybko się umyła. Następnie ubrała na siebie bokserki i koszulkę, umyła zęby i wróciła do pokoju. Wskoczyła do łóżka, ułożyła się po prawej stronie i szybko zasnęła.

Do jej uszu dobiegł odgłos przychodzącego sms’a. Przekręciła się niechętnie na bok, zeszła z łóżka i podeszła do szafki, na której leżała jej komórka.
- Od Christiny – mruknęła i odczytała wiadomość. Popatrzyła na zegarek. 3:45. – No chyba ją zabiję. W środku nocy mnie budzić. – odłożyła telefon z powrotem na blat i ruszyła do łóżka. Nagle usłyszała szczęk otwieranych drzwi od łazienki. Z pomieszczenia wyszedł Tom w SAMYM ręczniku na biodrach. Mandy stanęła jak wryta i patrzyła na niego z szeroko rozwartymi oczami. Był dosłownie jak młody bóg. Idealnie wyrzeźbiona klatka piersiowa i brzuch.
- Czego nie śpisz? – zapytał, a Mandy szybko się zreflektowała i podeszła do łóżka.
- Obudził mnie telefon. A ty dopiero wróciłeś? – zapytała dalej nie spuszczając z niego wzroku. Chłopak uśmiechnął się.
- Byłem jeszcze chwile u Gustava.
- Aha. – dziewczyna miała już kłaść się do łóżka, kiedy to ponownie zadzwonił jej telefon. Podeszła do szafki i kolejny raz odpisała, Christinie. Tom w tym czasie dokładnie przyjrzał się jej odsłoniętym nogom. Były idealne: szczupłe i smukłe, zresztą jak ona cała. Nigdy by jej tego nie przyznał bezpośrednio, ale w środku naprawdę go podniecała. I jeszcze ten skąpy strój. Podszedł do niej najciszej jak potrafił. Objął ja delikatnie w tali wtulając twarz w jej rozpuszczone włosy. Dziewczyna podskoczyła i obróciła się gwałtownie w jego stronę. Popatrzyła na niego z zapytaniem, jednak widząc jego maślany wzrok uśmiechnęła się i pogładziła go dłonią po twarzy. Chłopak nie mogąc wytrzymać dłużej napięcia, wpił się mocno w jej usta. Mandy przylgnęła mocno do jego nagiego torsu i również namiętnie oddawała pocałunki. Obydwoje dogłębnie penetrowali swojego podniebienia językami. Tom wziął ją na ręce i usadził na komodzie, która stała zaraz za nimi. Mandy objęła jego biodra nogami i dalej zagłębiała się w pocałunkach. Kaulitz schodził ustami coraz niżej. Całował jej delikatną szyję. Ona natomiast odchyliła głowę, aby dred miał lepszy dostęp do jej ciała. Tom ściągnął z niej podkoszulek, odkrywając tym jej sporych rozmiarów piersi. Dziewczyna jęknęła głośno, kiedy chłopak zaznaczał językiem drogę po jej ciele. Wziął ja ponownie na ręce, lecz w tym momencie natknął się na opór z jej strony. Spojrzał na nią z pytaniem. Jednak ona dała mu delikatnie do zrozumienia, że wcale nie ma zamiaru kochać się w łóżku. Chłopak uśmiechnął się szeroko i przyparł ją do ściany, ściągając z niej ostatnią część garderoby. Tym razem jednak Mandy wzięła sprawy w swoje ręce. Delikatnymi dłońmi masowała plecy chłopaka, natomiast pocałunkami znaczyła drogę od ust, przez klatkę piersiową aż do brzucha. Złapała w ręce puchaty materiał ręcznika i powolnym ruchem odsunęła go, ukazując tym samym nabrzmiałe przyrodzenie partnera. Tom czując, że już dłużej nie wytrzyma uniósł jedną jej nogę na wysokość swoich bioder i wszedł powoli do jej wnętrza. Mandy krzyknęła trochę z bólu, jednak po chwili czuła tylko i wyłącznie zalewającą ją rozkosz. Chłopak podtrzymując jej jedną nogę, ręką ściskał jej pośladki, drugą natomiast opierał się o ścianę. Nie przestając jej całować, poruszał się w niej na początku delikatnie, ale czując, że jej to nie wystarcza, pogłębił i przyspieszył swoje ruchy. Mandy ochoczo go przyjmowała za każdym razem wydając coraz głośniejsze jęki. Czuła, że zaraz nie wytrzyma i całkowicie eksploduje. Usłyszała stłumiony krzyk chłopaka i poczuła jak zalewa ją ciepła ciecz. Po chwili ona również krzyknęła i zacisnęła powieki pod wpływem podwójnego orgazmu. Tom objął ją mocno dysząc w jej wilgotne włosy. Ona również przez dłuższy czas nie mogła uspokoić oddechu. Chłopak wziął ją na ręce i położył na łóżku. Mandy popatrzyła na niego z uśmiechem i pocałowała jego również roześmiane usta. Ułożyła się wygodnie, przytuliła do nagiego torsu chłopaka i powoli odpływała w krainę snu.
- Wiesz nigdy bym nie…. – zaczął jednak widząc brak reakcji ze strony towarzyszki spojrzał na nią. – Fischer…Fischer!
Dziewczyna podskoczyła wystraszona. Pochylał się nad nią ubrany Tom, który potrząsał nią delikatnie. Mandy rozejrzała się z przerażeniem po pokoju. Spojrzała pod kołdrę. Była ubrana, więc chyba to wszystko musiało się….
- Chyba ci się coś przyśniło. – stwierdził z cwanym uśmiechem przyglądając się jej dokładnie.

CDN.
I jak? Bardzo zbereźniczo?:D


komentarze [22]/Komentuj

Callien

Seria II cz. X >> czwartek, 13 marca 2008 21:39:39


Cześć. Dodaję nową notkę. Dedykacja dla Gosi , bo wróciła i co by dziewczynie miło było <333 ; ***
A ogólnie to tak: błędów mało co sprawdzałam tylko tak pobieżnie. Nie chciało mi się. Schodzę na psy. Czuję to. Chyba muszę zrobić sobie przerwę.
Zapraszam:

Mandy przez cały czas trwania wywiadu, chodziła nerwowo po garderobie. Dzisiaj się dowie, jakie życzenie wymyślił sobie Tom. Cholera! Ten człowiek jest do wszystkiego zdolny, już nie raz się o tym przekonała. A jeżeli wymyśli karę, której ona na pewno nie wykona? To po prostu się nie zgodzi. Przecież nie może jej zmusić. Nikłe słowa pociechy, które sobie przez ostatnie 15 minut wmawiała, trochę podniosły ją na duchu. Wciąż jednak niespokojnie wędrowała po pomieszczeniu, czym irytowała Katie, która siedziała na sofie i bacznie się przyglądała poczynaniom przyjaciółki.
- Przestań tak w kółko łazić! – Kate nie wytrzymała i krzyknęła na Mandy, która wystraszona nagłym przerwaniem ciszy, odwróciła się gwałtownie.
- Nie strasz mnie tak.
- To przestań się denerwować. Mandy, Tom już dawno wyrósł ze swojego głupiego zachowania. – niebieskooka popatrzyła sceptycznie na towarzyszkę. – Wierz mi jestem pewna, że będzie kazał ci, co najwyżej robić mu herbaty albo coś w tym stylu. No, bo co innego może wymyślić?
Mandy sapnęła głośno i zapatrzyła się w lustro, w którym widziała swoje odbicie.
- Obyś miała rację. – powiedziała zrezygnowana. Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły. Mandy odwróciła się w tamtą stronę i w progu ujrzała zadowolonego Toma, który uśmiechał się do niej cwaniacko.
- Fischer! Chodź ze mną na górę, chcę ci przekazać informacje dotyczące życzenia. – powiedział i uniósł wysoko brew w jednoznacznym geście. Reszta zespołu stojąca za starszym Kaulitzem, chrząknęła znacząco, na co brunetka obdarowała ich miażdżącym spojrzeniem.
- Napaleńcy. – szepnęła kiedy podchodziła niepewnie do Toma. Oni natomiast zaśmiali się cicho i zaczęli gwizdać pod nosem.
- Czy wy jesteście zdrowi na umyśle? Rozumiem brak wam seksu i dziewuchy, ale panowie dajcie sobie na wstrzymanie. – rzucił dred zirytowany zachowaniem przyjaciół.
- Ej ja sobie wypraszam wcale mi nie brakuje seksu, prawda Kate?! – Bill niewiele myśląc krzyknął w stronę swojej dziewczyny. Ta natomiast popatrzyła na niego morderczym wzrokiem i fuknęła obrażona. Tom popatrzył na brata z politowaniem i gestem ręki nakazał, aby Mandy podążyła za nim. Dziewczyna ruszyła za nim z miną skazańca. W ciszy przemierzali korytarz aż dotarli pod pokój chłopaka. Mandy niepewnie wkroczyła do pomieszczenia, założyła ręce na piersiach i czekała aż Tom zacznie swoją przemowę.
- Tak więc, ponieważ wygrałem z tobą w karty musisz wykonać moje życzenie..
- Kaulitz nie owijaj w bawełnę. – przerwała mu zdenerwowana. On popatrzył na nią tylko z uśmieszkiem i dalej niewzruszony kontynuował.
- Twoja kara będzie polegała na tym, że… – tu zrobił klasyczną przerwę, na co Mandy przekręciła teatralnie oczami. - …że będziesz do końca trasy wykonywać moje zachcianki. – zakończył dumnie patrząc na twarz brunetki, która z każdą sekundą przybierały coraz bardziej przerażony wyraz.
- Ty… ty chyba sobie żartujesz! – krzyknęła gdy w końcu odzyskała mowę. – To miało być jedno! JEDNO! Życzenie a nie!
- Fischer ależ to jest jedno życzenie. Może trochę zbyt rozbudowane. – zaśmiał się po cichu. Dziewczyna podeszła do niego i wbiła mu palec wskazujący w tors.
- Zbyt rozbudowane? Zbyt rozbudowane! Ja ci dam zbyt rozbudowane! Nie będę wykonywać twoich chorych rozkazów. Nawet się nie łudź, nic ci to nie da! – syknęła mu złowieszczo patrząc prosto w jego oczy. Chłopak złapał ją za nadgarstki i przyciągnął do siebie tak, że czuł jej zdenerwowany oddech na swojej twarzy. Wiedział jak jest wkurzona, ale to jeszcze bardziej go bawiło. Uwielbiał, kiedy się złości. Dlatego tak bardzo lubił zatruwać jej życie.
- Nie groź mi. Ja na twoim miejscu był bym bardzo grzeczny. Nigdy nie wiesz, co mogę wymyślić. No chyba, że jesteś tchórzem i nie spełnisz zadania. – mówił bardzo spokojnym i opanowanym głosem. Wiedział, że dziewczyna jest uczulona na punkcie swojego honoru. Mandy zamknęła na chwilę oczy, aby uspokoić oddech, który był bardzo nierównomierny. Serce biło jej jak oszalałe. Zdecydowanie Kaulitz znowu był za blisko niej. Co on sobie do cholery myśli?! Nie będzie jego służką, co to to nie.
- Nie jestem tchórzem. Co mam robić? – odpowiedziała z zaciętością.
- Później ci dam więcej informacji. – Tom uśmiechnął się cwaniacko widząc, że ta niewiedza dobija pannę Fischer. Zbliżył swoją twarz ku jej i już miał ją zamiar pocałować, jednak Mandy wyrwała mu się i wyszła trzaskając drzwiami. Uśmiechnął się do siebie i pokiwał głową.
- Oj Fischer, nie wiesz, z kim zadarłaś. – po czym grzmotnął na łóżko. W pewnym momencie nawiedziła go myśl związana z pewnym wydarzeniem z przeszłości.
- Ta twoja siostra doprowadza mnie do szału. Kiedyś nie wytrzymam i jej przylutuje! - krzyczał pewien zdenerwowany siedemnastolatek, który nerwowo chodził po swoim pokoju. Z drugiego kąta dobiegł go szczery śmiech innego chłopaka.
- W życiu byś jej nie przywalił. Nie bijesz kobiet a w ogóle wiesz, że bym ci tego nie podarował.- chłopak o blond, kręconych włosach nadal śmiał się z zachowania kolegi.
- Nie cierpię jej. – Tom kontynuował nie zwracając uwagi na wstawkę Maxa.
- Stary wierz mi słyszę to codziennie. Tylko w trochę innej wersji: „Nie cierpię go!” Wiem, że się nienawidzicie, ale obiecaj mi, że gdybym na przykład gdzieś wyjechał albo po prostu mnie nie było, to będziesz nad nią czuwał. – Tom popatrzył uważnie na Maxa, jednak widząc, że towarzysz jest śmiertelnie poważny pokiwał w milczeniu głową na znak, że się zgadza.

Tom leżał jeszcze chwilę na łóżku intensywnie rozmyślając, co mu się często nie zdarza. Przyrzekł Maxowi, że jeżeli jego zabraknie to się nią zajmie. Brakuje go od czterech lat a on nic nie zrobił. Ale już on to nadrobi. Nikt tak dobrze nie zajmie się Mandy jak on. Uśmiechnął się tajemniczo do siebie i zaczął pakować torbę, gdyż po południu ruszali do
kolejnego miasta.



Mandy ze złością wrzucała rozrzucone ciuchy do torby. Miała ochotę się rozpłakać. Zupełnie jak mała dziewczynka. Czuła się taka słaba i zagubiona. Bała się tego, co czuje, kiedy Tom jest blisko. Bała się, czego może od niej żądać. Już dawno zdała sobie sprawę, że nie jest już tą silną Mandy Fischer, która miała Kaulitza daleko w dupie jak i wszystkich, którzy zaleźli jej za skórę. Nie była już w stanie się postawić i to ją chyba najbardziej dobijało. Ta jej chora bezradność. Kiedy już w miarę uporała się ze śmiercią brata, pojawił się Ben, który na nowo wywrócił jej życie do góry nogami. Bała się, że w każdej chwili może wrócić. Powie wszystkim, w co była zamieszana, że straci przyjaciół, którzy się od niej odwrócą jak się dowiedzą, że brała, że zostanie całkiem sama. Wrzucała właśnie kolorowy zeszyt do torby, kiedy nagle wypadło z niego zdjęcie. Dziewczyna przykucnęła i wzięła z podłogi fotografię, na której znajdowały się dwie osoby. Szczęśliwe jak nigdy. Ona i Max. Uśmiechnięci, nieprzejmujący się niczym, bo przecież mieli siebie nawzajem. On gotowy poświęcić dla siostry wszystko. Ona gotowa skoczyć za nim choćby w ogień. Idealne rodzeństwo, które w dzieciństwie przeżyło naprawdę wiele, co jeszcze bardziej umocniło ich wzajemną miłość. Mandy upadła na kolana ściskając w dłoni zdjęcie. Wielkie, słone łzy wytoczyły się spod jej powiek i wsiąkały w materiał bluzki, którą miała na sobie. Nie próbowała ich zatrzymać. Coraz bardziej zanosiła się płaczem, miała, chociaż nadzieję, że to jej przyniesie ulgę. Tak bardzo jej go brakowało. Tak strasznie za nim tęskniła. Ile ona by oddała, żeby, chociaż raz się do niego przytulić, porozmawiać, pożartować, czy chociaż zagrać wspólnie na gitarze. Bez niego wszystko przestało mieć sens. I chociaż każdy powtarzał jej, ze powinna być silna, że Max nie chciałby, aby się załamywała, ona nie miała już siły. Nie potrafiła. Często myślała, czy jeszcze coś złego ją spotka? Czy będzie jej dane zaznać, choć odrobinę szczęścia? Przecież nie prosi o wiele. Przycisnęła papier do ust i ucałowała roześmianą twarz brata. Pogładziła jeszcze fotografię i troskliwie schowała ją z powrotem do zeszytu.



Ciemnie mieszkanie na pierwszym piętrze. Poobdzierane ściany, rozwalone łóżka i wszędzie pełno śmieci, tak właśnie prezentowało się jedno z wielu mieszkań w jednej z dzielnic w Nowym Jorku. Na jednym ze złamanych łóżek, spał mężczyzna z długimi włosami. Co jakiś czas budził się i wymiotował do podstawionego niedaleko wiaderka. Towarzysze przebywający w mieszkaniu nic sobie z tego nie robili. Do salonu, w którym przebywali, dochodziły odgłosy odbywanego właśnie za ścianą stosunku, jednak i to nie robiło na nich większego wrażenia. Pewnie dlatego, że siedzieli ućpani na kanapie i każdy z całej trójki patrzył tępo w jeden punkt na ścianie. Nagle po mieszkaniu rozległ się odgłos zamykanych drzwi. Z małą reklamówką zakupów do kuchni wszedł młody brunet. Rozglądnął się badawczo po salonie i kręcąc głową podszedł do kolegów.
- Komu dzisiaj ta zdzira daje? – zapytał, telepiąc za ramię pierwszego chłopaka z brzegu. Ten popatrzył na niego nieprzytomnym wzrokiem i uśmiechnął się jakby pierwszy raz od ładnych paru lat zobaczył człowieka.
- A nie wiem nawet, pewnie Jeremiemu. Tobie też by się przydało konkretne dymanie. – zaśmiał się z wypowiedzianych przez siebie słów, jakby to był najlepszy kawał jaki w życiu usłyszał. Brunet popatrzył na niego z politowaniem. – No ty chyba nie czekasz na ta swoją blondyneczkę nie? – kontynuował nieprzytomnie. – Przecież cię zostawiła, daj sobie spokój. Zdzira z niej.
Ben chwycił go za koszulkę i podniósł do pozycji stojącej.
- Nie nazywaj jej tak. Jest czystsza niż twoja własna matka! – krzyknął zdenerwowany.
- Mojej matki w to nie mieszaj. A w ogóle jak ją niby znajdziesz? – wybełkotał przymykając oczy.
- Mam swoje sposoby. Ale wtedy będzie żałowała, że uciekła. – szepnął zamyślając się głęboko.



Mandy wychodziła właśnie z pokoju. Zamknęła drzwi i podążyła w stronę windy. Nagle ktoś brutalnie pociągnął ja do pomieszczenia gospodarczego i zamknął za sobą drzwi. W środku było bardzo ciemno, jednak po cieniu, jaki dawała postura nieznajomego poznała, że to Kaulitz.
- Czego chcesz? – zapytała próbując się wyrwać z jego uścisku, jednak ten nie dawał za wygraną.
- Pierwsze zadanie. – powiedział spokojnie przytrzymując ją za nadgarstki, jakby bojąc się jej reakcji, która na pewno będzie wybuchowa.
- Zaczynasz mnie wkurzać. Mów, co masz do powiedzenia a nie się czaisz. – odparła już nieźle wkurzona i lekko podenerwowana.
- Naprawdę chcesz to tak szybko usłyszeć? – zapytał z błyskiem w oku, schylił się i pocałował ją gwałtownie. Mandy chwile się szarpała, jednak poddała się wiedząc, że i tak nic nie zyska. Uwielbiała, kiedy ją całował. Ubóstwiała tą jego gwałtowność, namiętność, pożądanie a zarazem delikatność. Wszystkie te uczucia potrafił przelać na nią podczas jednego pocałunku. Był dla niej jak magnes. Jakaś cholerna siła sprawiała, że nie potrafiła się od niego oderwać. Chociaż wiedziała, że musi. Oderwała się od niego i lekko odepchnęła wychodząc z ciasnego pomieszczenia. Oddychała głęboko, próbując uspokoić szalone bicie serca. Tom wyszedł zaraz za nią. Mandy już ruszyła w stronę windy, kiedy usłyszała jego roześmiany głos.
- Nie chcesz się dowiedzieć, na czym będzie polegać kara? – dziewczyna odwróciła się powoli patrząc na niego z niecierpliwością. Pokonał kilka kroków, które ich dzieliło i stanął przed nią z rękami luzacko włożonymi do kieszeni. – Od dzisiaj mieszkasz ze mną w pokojach hotelowych do końca trasy. – rzucił jakby od niechcenia, ominął ją najzwyczajniej w świecie, wsiadł do windy i tyle go widziała. Mandy otworzyła szeroko usta i z niedowierzaniem wpatrywała się w miejsce, w którym przed chwilą stał Tom.
- Co? – zapytała sama siebie z niedowierzaniem i w totalnym szoku zjechała przed hotel, gdzie już wszyscy na nią czekali.

CDN.

And?

komentarze [25]/Komentuj

Callien

Seria II cz. IX >> piątek, 29 lutego 2008 22:29:36





Cześć. Jest nowa notka ale uważam, że jest totalnie do kitu. Nie podoba mi się. Ale nie będę jej usuwać i pisać od nowa, bo nic nowego to nie wniesie. Jakoś ostatnio nie wychodzi mi opisywanie uczuć itp. Ale dobra nie użalam sie nad sobą i zapraszam ; ***
Dzięki za komentarze i przypominam, że INFORMUJĘ OSOBY TYLKO WPISANE DO KSIĘGI GOŚCI!

Nowa:

- Bill ja nie wiem czy to życzenie to był dobry pomysł. – Katie siedziała obok swojego chłopaka i mówiła mu o własnych obawach dotyczących gry, która nadal się rozgrywała.
Mandy siedziała po turecku skupiona nad swoimi kartami. Została w finale razem z Tomem. Cholera! Jak przegra to się chyba utopi w kiblu. Bała się tego, że jak nie wygra to Tom zażyczy sobie coś, czego ona na pewno nie spełni. Po Kaulitzu można się wszystkiego spodziewać, a ona wiedziała to najlepiej. Jednak nie mogła się poddać. O nie! Nie da dredowi tej satysfakcji. Nie wycofa się, będzie dzielnie brnęła do końca. Widząc jednak cwaniacki uśmiech przeciwnika, opuszczała ją nadzieja, że uda jej się jeszcze wygrać. Była świetna w pokera, nie zdawała sobie jednak sprawy, że Kaulitz jest bądź, co bądź jeszcze lepszy. Wszyscy z wyczekiwaniem, obserwowali ostatnich dwóch graczy. Georg wraz z Gustavem już robili zakłady, Katie posyłała przyjaciółce pocieszające uśmiechy, a Bill był dziwnie spokojny. Tak naprawdę to chciał, żeby jego brat zszedł się w końcu z Mandy. Zdawał sobie sprawę, że Tom się zmienił. Nie był już tym osiemnastoletnim chłopcem, dla którego liczyło się tylko zaliczanie kolejnych dziewczyn. Przejrzał na oczy, co cieszyło młodszego bliźniaka. Starał się zachować pozory podrywacza i świetnie mu to wychodziło, jednak w domu w gronie rodziny był zwykłym Tomem. Denerwowało go to, że razem z Mandy zachowują się jak małe dzieci. Jakby nie wyrośli jeszcze z tych młodzieńczych lat. Powrócili do stosunków zza dawnych czasów, co było czasem zabawne, ale i też bardzo uciążliwe dla innych.
Nie mieli takich warunków w autobusie jak w prawdziwym kasynie, ale nie obyło się bez śmiechów reszty. Teraz powietrze nad głowami zgromadzonych było bardzo napięte. Niemal przesiąknięte skupieniem i chęcią wygranej każdego z finalistów. Tom spojrzał na zgromadzonych i obwieścił, że czas na wyniki. Mandy niespokojnie poruszyła się na swoim miejscu. Miała dobre karty, jednak nigdy nie wiadomo, jakie ma Tom. Cholera ta niepewność ją dobijała i jeszcze ten zadowolony uśmiech Toma, jakby wiedział o czymś, o czym ona nie wie.
- Dobra pokazuj karty. – zwrócił się do brunetki, wyczekując w ciszy. Dziewczyna spojrzała niepewnie na każdego z osobna. Ociągając się położyła karty. Wzięła oddech i zamknęła oczy, czekając na werdykt. Tom spojrzał na figury i uśmiechnął się na chwilę, jednak zaraz potem przybrał spokojny wyraz twarzy.
- Kurde… - sapnął ciężko. Mandy otworzyła oczy z nadzieją, że wygrała. - …Przykro mi, ale Fischer spełniasz moje życzenie! – końcówkę zdania wykrzyknął i poderwał się do góry odstawiając dziki taniec i ciesząc się nie wiadomo z czego.
- Co? – nieprzytomny wzrok dziewczyny powędrował na odłożone przez Toma karty. Nagle zaschło jej w gardle. Wydała z siebie jęk rozpaczy i schowała twarz w dłoniach. Była w beznadziejnej sytuacji. Nie! Nie! Nie! To nie może być prawda! Uszczypnęła się w rękę i z desperacją stwierdziła, że to jednak nie sen.
- Kaulitz, tylko to… ż..życzenie ma być wykonalne i w miarę normalne. – syknęła złowieszczo w stronę chłopaka, któremu z twarzy nie schodził uśmiech.
- Ależ oczywiście. – uśmiechnął się ironicznie i powędrował tanecznym krokiem w stronę swojego łóżka.
- Dzieciaki, zaraz wysiadamy. Jesteśmy Berlinie, przenocujemy tu do rana, o 11 macie wywiad, więc się macie wyspać. – obwieścił David, który wyszedł właśnie ze swojego pokoiku. Maszyna zaczynała powoli zwalniać. Wjechała na podświetlony podjazd jakiegoś drogiego hotelu. Mandy wychyliła się by bliżej przyjrzeć się tej budowli. Nigdy wcześniej nie mieszkała w takim pensjonacie. Gdy autobus się zatrzymał, zabrała swoje torby i za Davidem skierowała się do recepcji.
- Proszę to klucz do twojego pokoju, a to identyfikator, nie ruszaj się nigdzie bez niego, bo nie wszyscy cię jeszcze znają, więc żeby nie było problemów. Jutro o 9 musisz być gotowa, żeby przygotować chłopców do wywiadu. – menadżer stał przy recepcji i dawał jej potrzebne wskazówki. – No to chyba tyle, dobranoc. – zakończył i uśmiechnął się szczerze. Mandy wzięła klucz z ręki mężczyzny i skierowała się do windy.
- Dobranoc. – wjechała na 4 piętro i podążyła do pokoju 354. Przejechała magnetyczną karta po zamku i drzwi ustąpiły. Weszła do przestronnego pomieszczenia. Pokój był bardzo nowocześnie urządzony. Jasne, prawie białe ściany świetnie współgrały z brązowymi meblami i tego samego koloru płachtą na dużym łóżku. Z prawej strony jak się domyślała były drzwi od łazienki. Położyła bagaże na podłodze i bez zastanowienia rzuciła się na dwuosobowe łóżko. Zaciągnęła się zapachem świeżej pościeli i uśmiechnęła się pod nosem. Miała ochotę się porządnie wyspać i nie myśleć ani o życzeniu ani o innych kłopotach, które ją ostatnio nie opuszczają. Nagle poderwała się szybko z łóżka i niczym strzała wypadła na korytarz i popędziła w stronę recepcji, mając nadzieję, że spotka tam jeszcze Josta. Na szczęście stał tam i rozdawał chłopakom klucze. Mandy dopiero teraz zwróciła uwagę na młodziutką recepcjonistkę, która stała za biurkiem i śliniła się na widok Toma. Kaulitz jak to Kaulitz nie przepuściłby żadnej okazji, więc ochoczo odpowiadał na zaloty. Panna Fischer westchnęła z niesmakiem i zwróciła się do Davida.
- Przepraszam, ale zapomniałam się zapytać, gdzie mam jutro przygotować zespół do wywiadu? – zwróciła się do mężczyzny.
- Właśnie, miałem nadzieję, że się wrócisz. – zaśmiał się pod nosem. – w sali konferencyjnej numer 150. – powiedział i odwrócił się aby dalej załatwiać sprawy związane z rejestracją. Dziewczyna przytaknęła głową i skierowała się do windy nie zaszczycając reszty nawet spojrzeniem. Już zamykała drzwi windy, kiedy nagle ktoś je szarpnął a jej oczom ukazał się uśmiechnięty Kaulitz. Dziewczyna sapnęła teatralnie i odwróciła wzrok w drugą stronę.
- Co ci znowu nie pasuje? – popatrzył na nią uważnie, próbując upchnąć swoje torby, wcisnął guziczek z numerkiem 3 i z powrotem odwrócił się w jej stronę. – Które piętro?
- Trzecie. – odpowiedziała bezbarwnie.
- No widzisz to samo, co ja. Cóż za przypadek. – zaśmiał się ironicznie. Widział jej wzrok w recepcji i był niemal pewny, że jest zazdrosna o tą małą zza biurka. – Ładny hotel i obsługa też niczego sobie. – rzucił niby od niechcenia.
- Nie mogę tego stwierdzić gdyż nie widziałam jeszcze żadnego kelnera. – uśmiechnęła się cynicznie i przepchnęła obok chłopaka aby wyjść z ciasnego pomieszczenia. Jako dobrze wychowana dziewczyna przytrzymała Tomowi drzwi od windy, zanim się wyładował ze swoimi bagażami i nie odpowiadając na jego pytające spojrzenie ruszyła w stronę swojego pokoju. Z irytacją stwierdziła, że chłopak znowu za nią idzie. Odwróciła się gwałtownie i spojrzała na niego złowrogo.
- Czego za mną leziesz? – fuknęła na niego. Tom popatrzył na nią jak na furiatkę i bez słowa minął zatrzymując się parę kroków dalej.
- Mam tu pokój jak byś chciała wiedzieć. – odpowiedział spokojnie, wkładając kartę i otwierając drzwi. – Dobranoc. – powiedział i zniknął. Mandy stała jeszcze przez chwilę i strzeliła się otwarta dłonią w czoło. Nie pomyślała, że Kaulitz może mieć obok niej pokój. Ale co tam się będzie przejmować. Już trochę uspokojona weszła do swojej sypialni. Wzięła ze sobą kosmetyczkę, pidżamę i ruszyła do łazienki. To pomieszczenie również urządzone było z wielkim rozmachem. Żółto granatowe płytki na ścianach, oraz śnieżnobiały dywanik zaraz przy kabinie. Ściągnęła z siebie ubranie i weszła pod prysznic. Puściła wodę i przez chwilę rozkoszowała się jej przyjemnym ciepłem. Nalała troszkę płynu na myjkę i wtarła go w ciało. Następnie spłukała pianę i wyszła spod prysznica. Wytarła się ręcznikiem i założyła szare bokserki i do tego bluzkę na ramiączkach. Z łazienki wyszła w tym samym momencie, gdy po pokoju rozległo się ciche pukanie. Mandy podeszła do drzwi i otworzyła je.
- O widzę, że się już rozgościłaś. – Kate wpadła do pomieszczenia jak burza rozglądając się na wszystkie strony.
- No tak jakby. Gdzie mieszkacie z Billem? – zapytała siadając obok przyjaciółki, która już zdążyła się wyłożyć na jej łóżku.
- Też na tym piętrze pokój 358. Słyszałam, że Tom jest obok ciebie – stwierdziła z błyskiem w oczach.
- Niestety. – głos Mandy nie wyrażał takiej uciechy jak głos jej towarzyszki.
- Oj przesadzasz. Zobaczysz wszystko się ułoży. Nie będziesz go widywała tak często jak ci się zdaje. Oni cały czas są na koncertach i wywiadach. Przypudrujesz im tylko buźki i tyle. – Katie uśmiechnęła się pocieszająco i uścisnęła brunetkę.
- Mam nadzieję.
- Dobra lecę, bo Bill się będzie niecierpliwił. – zaśmiała się głośno. – Dobranoc. – wypadła jak strzała. Mandy myślała chwilę nad jej słowami. Może rzeczywiście nie będzie tak źle. Będzie się starała jak najwięcej unikać Toma i już. Nie będzie się dawać wplątywać w te jego gierki i za każdym razem ominie go wielkim łukiem. Będzie to trudne, bo niestety Toma nie da się tak po prostu omijać. Jest zbyt specyficzną osobowością, żeby przejść obok niej obojętnie. To odczuła na swojej skórze bardzo wyraźnie. Gdy tylko pojawiał się obok niej wszystko zaczynało ją denerwować. Rzucała w niego obelgami tylko po to, aby się obronić przed nim. Za bardzo na nią działał a przecież najlepszą obroną był atak. Tylko, że kiedy ją całował czy stawiał w dwuznacznej sytuacji ona nie potrafiła się opanować. To było silniejsze od niej. Jego zapach, dotyk, jego pocałunki i te ironiczne uśmiechy, rozpraszały ją do tego stopnia, że nie potrafiła nad sobą zapanować. Młody spragniony organizm domagał się o wiele więcej, niż tylko powierzchniowych pieszczot. Kiedy był blisko krew buzowała jej w żyłach a umysł odmawiał jej posłuszeństwa.
Kładąc się na łóżku poczuła, że coś ugniata ją w plecy. Sięgnęła ręką po przedmiot i stwierdziła, że telefon, który trzymała w ręce musiał wypaść z kieszeni Katie. Ubrała na siebie krótkie szorty, przydużą bluzę i wyszła z pokoju. Podeszła pod drzwi z numerem 358 i zapukała w nie delikatnie. W progu pojawił się zaskoczony Bill.
- O Mandy, wejdź.
- Nie, ja tylko chciałam oddać Kate komórkę, wypadła jej u mnie. – uśmiechnęła się życzliwie i podała przedmiot czarnowłosemu.
- O dzięki.
- Nie ma za co. Dobranoc.
- Dobranoc.
Mandy odwróciła się i wszyła zza zakrętu, który ją dzielił od pokoju i nagle stanęła jak wryta. Czarnowłosa recepcjonistka stała oparta o ścianę, zatopiona w uścisku nie, kogo innego jak Toma Kaulitza. Chłopak namiętnie całował jej małe usta, a dziewczyna błądziła dłońmi pod szeroką koszulą chłopaka. Mandy spojrzała na nich z obrzydzeniem. Czy ona też wygląda tak desperacko, kiedy się z nim całuje? No właśnie ONA. Nie jakaś tam wywłoka z recepcji. To ona powinna być na jej miejscu. Mandy przez chwile przestraszyła się swoich myśli. Czyżby była zazdrosna? Nie, na pewno nie. To niby skąd to zdenerwowanie. Mimowolnie dłonie zacisnęła w piąstki a z ust utworzyła się cienka linia. Odchrząknęła jednoznacznie i ruszyła w stronę osób stojących niedaleko niej.
Tom oderwał się od swojej jednonocnej zabawki i spojrzał na zbliżającą się Mandy. Uśmiechnął się ironicznie widząc jej niewyraźny wyraz twarzy. Dziewczyna przeszła obok niego z dumnie uniesioną głową i obrzucając pogardliwym spojrzeniem jego towarzyszkę weszła do pokoju, po czym z hukiem zamknęła drzwi. Tom uśmiechnął się z satysfakcją, po czym powrócił do przerwanego mu zajęcia.
Mandy długo jeszcze nie mogła zasnąć, wyobrażając sobie, co musi się dziać za ścianą. Postanowiła, że będzie się zachowywać tak jak by się nic nie stało. Nie będzie przenosić spraw prywatnych na pracę. Na niej powinna się teraz skupić. Z takimi postanowieniami udało jej się w końcu spokojnie zasnąć.

Był z siebie zadowolony jak nigdy. Nie dość, że spędził miło dzisiejszą noc to na dodatek Mandy świetnie udawała, że wcale jej nie obchodzi to, co widziała na korytarzu, co go nieźle bawiło. Był niemal na sto procent pewny, że jest zazdrosna. Próbowała to ukryć, ale nie bardzo jej to wychodziło. Kiedy dzisiaj rano wszyscy schodzili na śniadanie i przechodzili obok recepcji w, której jeszcze siedziała czarnowłosa dziewczyna, Mandy obrzuciła ją tak nienawistnym spojrzeniem, że aż się zarumieniła. Widząc jednak podążającego za nią Toma na jej twarz wpełzł uśmiech a twarz pokryła się dorodną purpurą.
Mandy właśnie kończyła nakładać podkład Georgowi. Chłopak po skończonym zabiegu wyszedł z pomieszczenia, zostawiając w nim dwójkę prawie dorosłych osób. Dziewczyna podeszła do Kaulitza z pędzlem i przejechała nim delikatnie po jego nosie. Tom zabawnie zmrużył oczy, na co dziewczyna uśmiechnęła się przelotnie jednak on tego nie zdołał dostrzec.
- Podnieś opaskę do góry. – nakazała spokojnym tonem. Chłopak posłusznie wykonał jej polecenie. – Dobra możesz już iść. – przejechała jeszcze raz pędzlem po szyi chłopaka już miała się odwracać, kiedy ona nagle złapał ją za ręce i przyciągnął do siebie tak, że zderzyła się z jego ciałem.
- Jak ci się spało? – zapytał zjadliwie.
- Wyśmienicie. – odparła tym samym tonem co jej poprzednik. Chłopak widząc jak ucieka od niego wzrokiem, zmusił ją ręką, aby na niego spojrzała. Już miał ją pocałować, jednak brunetka w ostatniej chwili odsunęła głowę w lewą stronę. Kaulitz zaśmiał się pod nosem.
- Wiesz, że jeszcze nie wykorzystałem życzenia?
- Wiem. – odparła cierpko. Gdy przejechał kciukiem po jej policzku, wyczuł jak drży, co jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że bardzo trudno jest jej się mu oprzeć.
- Już wiem, co chcę abyś zrobiła. – powiedział zagadkowym tonem, na co dziewczyna popatrzyła na niego wzrokiem, w którym mieszała się nutka ciekawości jak i przerażenia. – Ale dowiesz się o tym w swoim czasie. – cmoknął ja w czubek nosa i wyszedł zostawiając ją samą z głową pełną myśli.

CDN.

Totalny chłam wybaczcie. :((

komentarze [30]/Komentuj

Callien

Seria II cz. VIII >> sobota, 23 lutego 2008 13:59:58





Hej ; *** Jest notka możecie się cieszyć. Nie wiem co się dzieje, mam jakiś kryzys normalnie jeśli chodzi o pisanie. Kompletny brak czasu sprawia, że mi się nie chce tego pisać. Mam pomysł na kolejne opowiadanie ale wcielę je w życie jak skończę to. Bo nie chce zakładać masy blogów a potem nie nadążać z pisaniem notek, bo już się nie wyrabiam.
Notka tandetna no ale.. jest.
Dla Kota, Dżastin i Pau ; ***
Bo mi dupę trują o nową część! xD


Cz. VIII

- …
- Ej jesteś tam? – zapytał Bill.
- Yyy.. tak, tak jestem. Co masz na myśli mówiąc, że będę pracowała z wami? – zapytała zaskoczona dalej nie rozumiejąc słów czarnowłosego.
- Nasza makijażystka nie może jechać z nami w drugą część trasy, więc pomyślałem o tobie. – odparł wyraźnie zadowolony ze swojego pomysłu. Mandy była niemal pewna, że właśnie się uśmiecha.
- Mam z wami jechać w trasę?! – krzyknęła.
- No tak. Jutro masz rozmowę z naszym menadżerem podpiszesz, co trzeba i za tydzień wyjeżdżamy.
- O której?
- O 11. Saki po ciebie przyjedzie i zawiezie do biura. – Bill był bardzo zadowolony ze swojego pomysłu.
- Ok. Dzięki. – pożegnała się z chłopakiem i odłożyła telefon na półkę. Usiadła zrezygnowana na podłodze i brodę podparła dłońmi. Chciała znaleźć dobrą pracę, a oferta Billa na pewno taka była, ale przecież ona będzie musiała spędzić ten cały czas z Kaulitzem. Oczy rozszerzyły jej się z przerażenia.
- Przecież my się pozabijamy.


Od pół godziny krzątała się nerwowo po pokoju w poszukiwaniu odpowiednich ciuchów na rozmowę. W końcu zdecydowała się na oliwkową spódnicę za kolano, do tego ubrała czarną koszulę i żakiet. Włosy i grzywkę zostawiła idealnie proste i lekko podkreśliła oczy. Zeszła na dół do kuchni gdzie mama przygotowywała obiad.
- Zrobić ci coś do picia? – zapytała odwracając się i spoglądając z podziwem na córkę. – Kochanie ślicznie wyglądasz, jak ja cię dawno nie widziałam w spódnicy. – zaśmiała się pod nosem.
- Dzięki, ale wcale się nie czuję w niej dobrze. – dziewczyna spojrzała na siebie krytycznym wzrokiem. – Na pewno mogę tak iść?
- Oczywiście, jak na rozmowę o pracę jesteś naprawdę dobrze ubrana. – Sarah spojrzała w okno. – Chyba już ten pan przyjechał. – wskazała na duży van stojący przed bramką. Mandy podeszła do okna i powiedziała mamie, że to właśnie osoba, która ma ją podwieść i że musi już iść. Ubrała jeszcze czarne szpilki i zarzuciła na siebie czarny płaszcz. Mężczyzna stał już gotowy otworzyć jej drzwi. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego promiennie i podała dłoń.
- Mandy.
- Saki, ochroniarz chłopaków. Mam nadzieję, że będzie się nam miło pracowało. – uśmiechnął się do dziewczyny i otworzył jej drzwi samochodu.
- Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, ja też mam nadzieję na miłą współpracę.
Jechali już z dwadzieścia minut, rozmawiając i śmiejąc się ze wszystkiego. Mandy stwierdziła, że Saki jest bardzo fajnym facetem a jego postura mówiła sama za siebie. Z nim na pewno nie bałaby się chodzić nawet po najciemniejszych zakamarkach Magdeburga. Chwilę potem ochroniarz oznajmił, że są już na miejscu. Mandy podziękowała za podwiezienie i skierowała się w stronę szklanego budynku. Weszła do przestronnego holu i podeszła do recepcji, gdzie siedziała jakaś starsza pani.
- Przepraszam, ja do pana Davida Josta w sprawie pracy. – powiedziała lekko trzęsącym się głosem. Co jak co ale była nieźle zdenerwowana. Nigdy nie była na rozmowie kwalifikacyjnej i kompletnie nie miała pojęcia, o co mogą ją pytać. Kobieta popatrzyła na nią uważnie.
- Jak się panienka nazywa? – zapytała wyniośle.
- Fischer Mandy.
- A tak, pan Jost czeka na panienkę na trzecim piętrze w pokoju 203.
- Dziękuję. – odpowiedziała i skierowała się w stronę windy. Poczekała chwilę, po czym weszła do środka i wjechała na 3 piętro. Otworzyła drzwi od maszyny i mało, co nie uderzyła nimi jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam, nic ci się nie stało? – zapytała wystraszona. A jak to będzie ktoś z otoczenia Josta? To jest już spalona.
- Nie nic mi nie jest. – odparł i podniósł głowę do góry. – Mandy? – zapytał zdziwiony.
- Gustav! – krzyknęła i uśmiechnęła się promiennie do chłopaka.
- Pewnie idziesz na rozmowę? – zapytał również się uśmiechając, dziewczyna pokiwała twierdząco głową. – Będzie dobrze, David to w gruncie rzeczy miły facet. – powiedział. Widząc przestraszoną twarz dziewczyny roześmiał się głośno. – Powodzenia. – poklepał ją po ramieniu.
- Nie dziękuję. – odpowiedziała już trochę bardziej rozluźniona i ruszyła w stronę wyznaczonego pokoju. Pod odpowiednimi drzwiami wzięła głęboki oddech i zapukała delikatnie. Zamknęła oczy i w ciszy oczekiwała upragnionego „Proszę”
- Proszę. – usłyszała i powoli otworzyła drzwi. Weszła do przestronnego gabinetu i pierwsze, co rzuciło jej się w oczy było wielkie biurko, za którym siedział średniego wieku mężczyzna. Podniósł głowę i popatrzył na nią uważnie. Wstał i gestem ręki nakazał, aby podeszła bliżej i usiadła. Mandy zbliżyła się do fotela przed biurkiem, przywitała z Jostem i usiadła.
- Witaj, jestem David Jost i jestem menadżerem zespołu. – powiedział delikatnie się uśmiechając.
- Mandy Fischer. – brunetka widząc uspokajający uśmiech na twarzy mężczyzny również się uśmiechnęła co trochę ją rozluźniło.
- Podaj mi swoje dokumenty. – poprosił na co dziewczyna wyciągnęła z torebki teczkę i podała mężczyźnie. On natomiast wziął papiery i uważnie przeglądał każdą stronę, od czasu do czasu pomrukując coś pod nosem.
- Skończyłaś szkołę w Nowym Jorku tak? – zapytał.
- Tak, wyjechałam do Stanów na 4 lata. – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
- Co było powodem tego wyjazdu? – zapytał patrząc na nią uważnie, jednak widząc jej reakcję dodał. – Wybacz, ale muszę wiedzieć wszystko o swoich pracownikach.- dziewczyna pokiwała głową na znak, że rozumie i wzięła głęboki oddech.
- Mój brat zginął w wypadku 4 lata temu, po tym zdarzeniu rodzice stwierdzili, że powinnam wyjechać na jakiś czas. Dlatego tam skończyłam szkołę i studia. – odparła błądząc wzrokiem po biurku.
- Rozumiem, i przepraszam.
- Spokojnie nic się nie stało. – odparła podnosząc wzrok.
- Sama wykonywałaś swój makijaż? – zapytał patrząc uważnie na jej oczy.
- Tak. – opowiedziała, nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- Widać, że masz talent. – stwierdził śmiejąc się. Mandy rozumiejąc już jego słowa również się zasmiała.
- Wiem, że znasz chłopaków, dlatego dobrze się z nimi rozumiesz, a to w tej pracy jest bardzo ważne. – powiedział już poważnie spoglądając znowu w papiery. Mandy miała szczęście, że nie widział jej drwiącego uśmiechu. Na pewno się z nimi świetnie rozumie, a najbardziej z jednym z nich.
- Zostajesz przyjęta, zaraz przyniosę odpowiednie dokumenty do pod…. – nie zdążył dokończyć, bo drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem i do środka wpadła cała czwórka hotelowców. David spojrzał na nich pobłażliwie i popukał się w czoło. Brunetka zaśmiała się patrząc na podnoszących się z ziemi chłopców.
- Podsłuchiwaliście? – Jost bardziej to stwierdził niż zapytał. Tom podniósł ręce w obronnym geście i usiadł na kanapie.
- My? Nie, przechodziliśmy tylko. – powiedział na obronę Georg idąc w ślady przyjaciela. Za chwilę cała czwórka siedziała już na kanapie i z wyczekiwaniem słuchała werdyktu menadżera.
- Przyjęta! – mężczyzna uśmiechnął się dobrotliwie słysząc wiwaty ze strony podopiecznych. Mandy również się uśmiechnęła i popatrzyła na chłopaków. Tom uśmiechnął się do niej zadowolonym i lekko ironicznym uśmiechem, jednak ona nie bardzo się tym przejęła. Była z siebie dumna, bo właśnie otrzymała pierwszą w swoim życiu pracę. Menadżer podsunął jej plik kartek i poprosił o podpis.
- Jeszcze takie jedno pytanie. Od żadnych używek nie jesteś uzależniona? Chodzi mi tu o narkotyki głównie. – zapytał składając papiery. Nagle w całym gabinecie zaległa okropna cisza, a Mandy niespokojnie poruszyła się w fotelu. Przełknęła ślinę i odpowiedziała:
- Nie, nie jestem uzależniona. – na szczęście nikt nie wyczuł jej zdenerwowania i już po chwili wychodziła z gabinetu z podpisaną umową. Szła przez korytarz stukając obcasami i czując na sobie czyjś wzrok. Odwróciła się i nawet nie musiała zgadywać, kim jest osobnik zmierzający w jej stronę. Chwiejąca się postać podeszła do niej i uśmiechnęła się ironicznie.
- No to pracujemy razem. – powiedział.
- Tak pracujemy.
- Nie cieszysz się?
- Powiedzmy, że trzy czwarte tej pracy mnie cieszy, jedna czwarta nie bardzo. – odpowiedziała patrząc uważnie na jego rekcję.
- Trudno. – odsunął się trochę i otaksował jej całą postać podziwiającym spojrzeniem. – Nieźle wyglądasz w szpilkach.- szepnął ponownie się do niej przybliżając. Dziewczyna spojrzała na niego wyniośle, podniosła się na palcach i zbliżyła swoją twarz do jego.
- Wiem. – wyszeptała mu do ucha, ocierając się przy tym lekko o jego policzek. Odsunęła się i odeszła, delikatnie kręcąc biodrami i śmiejąc się pod nosem.
- To będzie najlepsza trasa w moim życiu. – szepnął Tom do siebie uważnie obserwując oddalającą się postać.

Mandy siedziała w kuchni czekając na bus, którym miała jeździć na trasie. Wszystkie spakowane torby leżały już w przedpokoju. Ostatni tydzień minął jej tak szybko, że nawet nie spostrzegła się, kiedy nadszedł dzień wyjazdu. Trochę się go bała. W końcu spędzi ponad miesiąc z Tomem, co nie bardzo było jej na rękę. Chociaż. Nie, nie zdecydowanie nie. Westchnęła głośno i podparła się na łokciach. Specjalnie wstała dzisiaj wcześniej, żeby zdążyć pójść jeszcze na cmentarz. Nie mogłaby wyjechać bez pożegnania. Max na pewno by się na nią obraził a ona nie wybaczyłaby sobie tego. Bała się, że sobie nie poradzi, mimo, że jej obawy według Billa były w ogóle nie potrzebne. Na szczęście, Bill zabrał ze sobą również Katie, co dla Mandy było wielką uciechą. Będzie miała przynajmniej, z kim gadać w wolnych chwilach. Nagle usłyszała klakson dochodzący z przed domu. Pożegnała się z mamą i Lukasem i wyszła przed posesję razem z bagażami. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zamiast vana zobaczyła wielki tourbus. Stanęła jak wryta i z otwartymi oczami wpatrywała się w pojazd. Nagle zza autobusu wybiegł roześmiany Bill a za nim podążała Kate.
- No, co się tak patrzysz? Ładuj się! – krzyknął widząc zdziwioną minę brunetki.
- Ale Bill, ja miałam jechać busem a nie z wami. – powiedziała patrząc na niego sceptycznie.
- No przecież nie będziesz siedzieć sama w samochodzie, skoro możesz jechać z osobami, które znasz prawda? – zapytał i popchnął ją w stronę maszyny. Dziewczyna weszła do środka i oniemiała. Nigdy się nie spodziewała, że ze zwykłego autobusu można zrobić coś takiego. Po ocknięciu się przywitała się z resztą i usiadła na fotelu.
- No to w drogę dzieciaki! – krzyknął kierowca i już po chwili mknęli autostradą w stronę jakiegoś miasta.
- Ej zagrajmy w coś! – krzyknął Gustav a wszyscy zgodnie poparli jego pomysł.
- Może w pokera na kary? – zapytała Kate patrząc przebiegle na Mandy. Ona odpowiedziała jej cwaniackim uśmiechem, gdyż obydwie świetnie grały w tą karcianą grę.
- Dobra. Osoby, które odpadną jako pierwsze będą musiały wykonać jakieś kary. Natomiast w finale, w którym mogą zostać tylko dwa osobniki, przegrany wykonuje życzenie wygranego. – powiedział Georg. Po ustalonych zasadach, wszyscy usiedli w miarę możliwym kole i rozpoczęli wspólna grę.
Tom spojrzał uważnie na skupioną na swoich kartach Mandy. Musi zrobić wszystko, żeby w finale zostali tylko oni, a potem musi wygrać. Uśmiechnął się do siebie. On już jej wymyśli odpowiednią karę.

CDN.

komentarze [19]/Komentuj

Callien

Seria II cz. VII >> sobota, 9 lutego 2008 15:27:55








Czeeeść. No i wypłodziłam notkę co wcale nie było łatwe. Wybaczcie, że to tak długo trwało, ale zaczęło się II półrocze i nawet nie mam bardzo czasu czytać waszym notek więc mi wybaczcie:* Te, blogi, które czytam od dawien dawna oczywiście nadrobiłam, ale te nowe na razie nie mam czasu. I liceum to nie przelewki wierzcie mi xD

Zapraszam na nową część:

Sobotni dzień dłużył się wszystkim niemiłosiernie. Tom i Mandy gdy tylko napotykali Josepha udawali niewyspanie, co by ich nocne gierki były bardziej wiarygodne. Chłopak speszony wczorajszą sceną, jaką zobaczył robił wszystko, aby nie przebywać z Mandy bądź Tomem w jednym pomieszczeniu. Dziewczynie to bardzo odpowiadało, nie musiała przynajmniej uśmiechać się kretyńsko do Kaulitza. Miała już dość. Gdy tylko podniosła bardziej głos na starszego bliźniaka ten od razu miłym tonem przywoływał ją do porządku. Siedziała teraz na sofie przed telewizorem oparta o Toma, gdyż w pomieszczeniu cały czas krzątała się ciocia. Meg i Antoni wykorzystali pobyt „pary” u siebie w domu i właśnie szykowali się do wyjścia. Mandy, Tom i Joseph mieli zostać w domu z małą Dorothy.
- My wychodzimy, jak mała się obudzi to Jos wie, co robić, także nie powinno być problemów – ciocia uśmiechnęła się szczerze. Poprawiła włosy i naciągnęła mocniej apaszkę. – No to pa.
- Do zobaczenia i miłej zabawy! – krzyknął za nimi Tom i po pomieszczeniu rozległ się odgłos zamykanych drzwi. Mandy natychmiast odsunęła się od chłopaka, na co on się roześmiał.
- I z czego rżysz bałwanie?! – zapytała patrząc ze złością na niego.
- Ty się chyba zapominasz. – syknął w jej stronę a w oczach zapłonęły mu złowrogie iskierki.
- Kaulitz przestań mi wciąż grozić, to się naprawdę robi nudne. Od dobrych czterech lat przestałam się tym przejmować, więc wymyśl coś nowego. – powiedziała wstając i kierując się w stronę telewizora aby przełączyć kanał. Dlaczego nie wzięła pilota? Sama nie wiedziała, chyba nie była w stanie wytrzymać jego natarczywego spojrzenia, pod którym czuła się jak by ją rozbierał.
- Ale teraz jesteśmy tu sami i dobrze wiesz, że gdybym chciał… - on również wstał, podszedł do niej od tyłu i spoglądał na nią tak intensywnie jakby chciał aby pod wpływem jego wzroku odwróciła się.
- No tak nie ma mojego brata, więc nie ma mnie, kto obronić! Myślisz, że nie pamiętam tego, co mi wtedy powiedziałeś w schowku? Mylisz się, takich słów się nie zapomina! – odwróciła się gwałtownie mierząc go pogardliwym spojrzeniem. Dobrze pamiętała ten dzień. Po śmierci Maxa zdała sobie sprawę, że została zupełnie sama, że nikt nie będzie jej w stanie obronić i w tym momencie straciła całe zaufanie do płci przeciwnej. Bo to on miał ją zawsze chronić, kochać i być. Był jedyną osobą, której tak bezgranicznie potrafiła zaufać. Ojciec się nie liczył. O ile w ogóle może go tak nazwać. W jej oczach był nikim. Max jej go zastąpił. Był dla niej jak tarcza dla rycerza. Gdy odszedł poczuła się jak bezbronne dziecko, które nie potrafi sobie poradzić w wielkim świecie, pełnym kłamstw i intryg.
- Nie to miałem na myśli, dobrze wiesz. – szepnął spuszczając głowę. To dziwne, ale on Tom Kaulitz wstydził się tego. Wiedział, że ją zranił jak nikt inny. Ale nie potrafił się wtedy opanować. Jego chora ambicja nakazywała mu, aby ją zdeptać nie patrząc na konsekwencję. Odkąd się znali nienawidzili się całym sercem i duszą. Wyzywali na każdym kroku, każde z nich chciało wygrać bitwę słowną nie patrząc na uczucia tej drugiej osoby. Aż do tego momentu, kłótni w schowku. Wtedy, kiedy pierwszy raz zobaczył jej łzy. Doszedł do punktu kulimancyjnego i chociaż przewyższył ją nie był z tego powodu dumny. Zdał sobie sprawę, że nie chce już jej nienawidzić, wtedy coś pękło. Zobaczył w niej nie tylko wroga, ale i dziewczynę, której nigdy w niej nie dostrzegał, bo był za bardzo zajęta wymyślaniem coraz to nowszych pyskówek. Oczywiście dalej czuli do siebie niechęć i w jakimś stopniu nienawiść, ale nie była już ona taka jak do tej pory.
Odwróciła się z powrotem plecami do niego. Nie chciała mu pokazać, że zbiera jej się na płacz. Nie mogła mu okazać słabości. Wszystkim, ale nie jemu.
- Powróćmy do przeszłości, ale nie tej przed samym wyjazdem. – szepnęła ledwo dosłyszalnie ale on wiedział o co chodzi.
Spojrzała w telewizor i dostrzegła, że nie są sami w salonie. Odwróciła się powoli w stronę, Kaulitza i przejechała wskazującym palcem od policzka aż do samych ust, obrysowując delikatnie ich kontur. Chłopak popatrzyła na nią ze zdziwieniem i już miał o coś zapytać jednak ona delikatnie dała mu znak, że ktoś ich obserwuje. Tom rozumiejąc przekaz uśmiechnął się lubieżnie i wziął ją na ręce. Mandy natomiast owinęła swoje nogi wokół jego bioder i uśmiechnęła się profesjonalnie. Kaulitz zaniósł ja na sofę i posadził sobie na kolanach. Brunetka uśmiechnęła się figlarnie, obejmując swojego „partnera” za szyję, czując na sobie nie tylko wzrok Toma.
- Zaczynamy? – szepnął jej do ucha i delikatnie przygryzł jego płatek. Panna Fischer zaśmiała się perliście i przygryzła dolną wargę. Tom biorąc ten gest jako zgodę wpił się delikatnie w jej usta. Najpierw smakował delikatnie jej warg, potem rozsunął powoli językiem jej usta i wdarł się do środka pieszcząc delikatnie podniebienie i język Mandy. Dziewczyna wydała z siebie cichutki jęk, kiedy Kaulitz przygryzł jej wargę, na co on się roześmiał. Niebieskooka też nie chciała być od niego gorsza. Z minuty na minutę ich pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne i namiętne. Mandy czuła na ustach jego zimny kolczyk, co jeszcze bardziej potęgowało jej podniecenie. Tom położył ją delikatnie na plecach i nachylił się nad nią. Zdawali sobie sprawę, że kuzynek ciągle obserwuje ich w odbiciu telewizora. Kaulitz nie przestając jej całować wsunął dłonie pod bluzkę Mandy i dłońmi pieścił jej płaski brzuch. Mimo woli po jej ciele przeszło tysiące przyjemnych dreszczy. Chłopak czując to uśmiechnął się w swój charakterystyczny sposób. Ona nie będąc mu dłużna również skierowała swoje dłonie pod jego obszerną koszulkę. Zniecierpliwiona podwijaniem długiego materiału w końcu dotarła do upragnionego celu i delikatnymi dłońmi pieściła brzuch i tors chłopaka. To dziwne, że te dwie osoby, które nigdy nie mogą się dogadać, tak świetnie rozumieją się podczas pocałunku. Mandy postanowiła iść na całość i raz na zawsze dać Josephowi nauczkę. Podniosła się do pozycji siedzącej tak, że Tom siedział jej teraz na kolanach, zaczęła całować go po szyi jednocześnie próbując ściągnąć mu koszulkę. Już miała mu ją przekładać przez głowę, gdy oboje usłyszeli głośne odchrząknięcie dochodzące z przedpokoju. Odwrócili się w tamtą stronę i zobaczyli zaczerwienionego, Josepha, który nie patrząc nawet na nich wyszedł szybko z domu. Mandy wybuchnęła gromkim śmiechem i opadła z powrotem na poduszki. Tom także rechotał równo.
- Ale wypadł, haha! – powiedział zakładając koszulkę i schodząc z dziewczyny. Nagle z góry dobiegło ich ciche popłakiwanie. Spojrzeli na siebie przerażeni i jednocześnie krzyknęli:
- Dorothy!

Wbiegli szybko na górę i wpadli do pokoju, gdzie w łóżeczku leżała maleńka dziewczynka.
- Cholera! Zabije skurwysyna! Zostawił nas samych z dzieckiem. – Tom spojrzał na kuzynkę ze strachem. Nigdy się nie zajmował dzieckiem i kompletnie nie wiedział jak się do tego za brać. Tak samo jak Mandy.
- Kaulitz to twoja kuzynka, weź ją ululaj czy coś! – krzyknęła zrozpaczona ale gdy bobas zaczął jeszcze głośniej płakać krzyknęła na chłopaka, żeby wziął ją na ręce.
- Czyś ty oszalała chcesz żeby się dziecku krzywda stała?!
- Dobra, dobra, nie krzyczmy to chyba ją bardziej denerwuje. – powiedziała uspokajająco. Odwróciła się w stronę łóżeczka i powoli podeszła do niego. W środku leżała śliczna maleńka dziewczynka, cała czerwona od płaczu. Kiedy brunetka nachyliła się nad łóżeczkiem, mała uspokoiła się i teraz wpatrywała się w nią wielkimi brązowymi ślepiami. Były identyczne jak oczy Toma i Billa. Mandy wzięła głęboki oddech i wyciągnęła dziewczynkę z łóżeczka przytulając ją i szepcząc coś uspokajająco. Fischer spojrzała na zegarek. Była 19, czyli mała spała tylko godzinę.
- Kaulitz, ona się chyba obudziła tylko na jedzenie i kąpanie – powiedziała przerażona – a to oznacza, że najgorsza robota przypadła właśnie nam. – dokończyła łamiącym się głosem.

- Przynieś mi jakieś ręczniki i śpioszki! – krzyknęła Mandy z łazienki. Właśnie rozbierała małą Dorothy, którą miała zamiar zaraz wykąpać. Widziała kiedyś jak jej mama zajmowała się jej mała kuzynką, więc trochę wiedziała jak to zrobić.
- Mogą być te? – do pomieszczenia wpadł zziajany Tom trzymając w ręku śpioszki i ręcznik.
- Tak, tak. Teraz chodź tu i przytrzymaj ją a ja napuszczę wody. – Tom podszedł niepewnie do szafki, na której leżało dziecko. Przytrzymał ją za brzuszek, aby nie spadła. Dorothy uśmiechnęła się do niego, gadając coś w swoim własnym języku.
- Ej chyba mnie lubi – powiedział dumny ze swojego odkrycia. – Hej maluchu to ja kuzyn Tommy. – wyszczerzył zęby w uśmiechu i machał palcami przy twarzy dziewczynki. Mandy parsknęła śmiechem na ten widok i zabrała się do sprawdzania stanu wody.
- Dobra możesz ją da…. – nagle przerwał jej głośny krzyk…. Toma a nie jak się spodziewała Dorothy.
- Osz.! Ten mały berbeć mnie obsikał! – Tom stał nad maluchem z rękami w górze i złowrogą miną. Jednak dziewczynka nic sobie z tego nie zrobiła. Patrzyła na chłopaka i rechotała głośno. Mandy podeszła do nich i po krótkich oględzinach po raz kolejny wybuchnęła głośnym śmiechem. Środek obszernej bluzki Toma był cały mokry.
- To wcale nie jest śmieszne! Be nie ładnie, nie wolno na każdego sikać. – Tom pogroził kuzynce palcem przed nosem.
- Idź się przebierz, ale zaraz tu wracaj mogę potrzebować twojej pomocy. – Mandy spokojnie wzięła golutką dziewczynkę i zanurzyła ją powolutku w wanience. Tom wyszedł z łazienki ze skwaszoną miną. Mandy posadziła malucha podtrzymując ją za plecki żeby nie upadła. Wzięła myjkę i nalała na nią troszkę płynu dla dzieci. Wokół rozniósł się przyjemny zapach truskawek. Delikatnie umyła nią ciało Dorothy uważając przy tym, aby piana nie dostała się do jej oczu. Następnie spłukała produkt z jej pleców i raczek. Dziewczynka wierzgała nóżkami przy okazji wychlapując z wanny dużą część wody.
- Hej łobuzie! – krzyknęła udając złość, Widząc minę maluszka roześmiała się na co dziewczynka pisnęła głośno i klasnęła w rączki. Mandy nigdy nie zdawała sobie sprawy z tego, że dzieci mogą być takie pocieszne. Do łazienki wszedł Tom już przebrany, niosąc żółty szlafroczek z kapturkiem, do którego doszyte były małe uszka. Podszedł do Mandy i razem z nią owinęli małą i zanieśli do sypialni.
- Przynieś oliwkę, stoi na szafce w łazience. – Mandy wycierała delikatne ciałko Dor.
- Oliwkę? A po co? – zapytał zdziwiony Tom.
- Trzeba nią nasmarować dziecko, żeby skóra się nie podrażniła.
- Skąd ty to Fischer wszystko wiesz? Może masz gdzieś tam swojego małego brzdąca? – zapytał sarkastycznie.
- Kaulitz, jeśli zaraz się nie zamkniesz, będziesz sam ją karmił, ubierał i lulał do spania. – powiedziała przez zaciśnięte zęby odwracając się do niego i stukając go palcem w klatkę piersiową.
- Dobra, dobra – podniósł ręce w obronnym geście. Mandy powoli nasmarowała Dorothy oliwką, założyła pieluchę i ubrała jej czysty kaftanik. Wzięła dziewczynkę na ręce i podała ją Tomowi.
- Trzymaj ją. Ja przygotuje mleko. – chłopak ostrożnie ułożył sobie kuzynkę na rękach. Była taka malutka. Zaciągnął się jej zapachem. Był taki delikatny jak ona. Dziewczynka uśmiechała się do niego pogodnie, ruszając łapkami we wszystkie strony i gaworząc sama do siebie. Tom uśmiechnął się sam do siebie. Nie wiedział, że zajmowanie się dzieckiem może sprawiać tyle przyjemności.
Mandy weszła po cichu do pokoju z butelką mleka i stanęła jak wryta. Pierwszy raz w życiu widziała Toma Kaulitza od tej strony. Podrzucał delikatnie dziewczynkę do góry, uważając przy tym, aby nie wyślizgnęła mu się z rąk. Był taki delikatny i czuły. Mandy patrzyła na tą scenę z wielkim zdziwieniem. Tom odwrócił się i zobaczył jej brak reakcji. Odchrząknął głośno a brunetka od razu się zreflektowała i podeszła do niego odbierając mu małą i kładąc ją sobie na kolanach. Sprawdziła jeszcze raz mleko i po upewnieniu się, że jego temperatura jest odpowiednia, włożyła Dorothy smoczek do buzi, jedną ręką podnosząc delikatnie jej główkę a drugą trzymając butelkę. Bobas ruszał rączkami na wszystkie strony, oplatając sobie wokół małych dłoni włosy dziewczyny. Po opróżnieniu butelki Mandy podniosła małą do pionu i poklepała ją po pleckach aż jej się odbiło.
- Chyba się najadła. – powiedziała patrząc uważnie na dziecko.
- I chyba jest już śpiąca. – stwierdził Tom zauważając jak mała szeroko ziewa i zaciera oczka.
- Dobra położę ją w łóżeczku. – Mandy przytrzymała Dorothy, kiedy w tym samym czasie Tom poprawiał poduszkę i kołderkę w łóżeczku ze szczebelkami. Dziewczyna położyła ją, ale gdy tylko chciała przykryć ciałko dziecko ono zaczęło płakać. Przerażona spojrzała na Toma, a on niewiele myśląc wyciągnął małą z powrotem i zaczął ją kołysać na swoich rękach.
- Nie płacz maluszku. – powiedziała czule Mandy podchodząc do Toma i głaszcząc po czole dziewczynkę, którą miał w ramionach.
- Przecież daliśmy jej jeść, umyliśmy ją, zmieniliśmy pieluszkę, co jej może być? A jak jest chora? – zapytał przerażony Tom.
- Nie, chyba nie. Czółko ma chłodne. Może… trzeba jej zaśpiewać kołysankę? – zapytała patrząc błagalnie na Toma. On popatrzył na nią jak na jakiegoś dziwoląga i potrząsnął przecząco głową.
- O nie, na mnie nie licz. Jestem gitarzystą a nie wokalistą. Ej a może zadzwonimy do Billa? – rozjaśnił się nagle uważając, że jego pomysł jest ich ostatnia szansą. Dziewczyna popukała się po czole mierząc go wzrokiem jak by chciała mu przekazać, że jest totalnym idiotą. Wzięła małą na ręce i ułożyła się wraz z nią na sypialnianym łóżku. Przykryła ją kocykiem, pogłaskała po główce i delikatnie przytuliła. Tom nie bardzo wiedząc, o co chodzi jego towarzyszce, patrzył uważnie na jej poczynania i usiadł w fotelu obok łóżka.

Kiedy zamiera wokół nas, w ciszę zaklęty świt....
I ten sam... obcy czas, puste dni....
Gdy Ci zabiera kogoś czas, rozpaczą sięgasz gwiazd....
A gdzieś tam... obcy świat, pusty dom...

Dziś już wiem...
Będziesz zawsze blisko mnie...
I wierzę w dobry czas...
Kiedy ból odejdzie sam...


Dorothy zaczęła powoli się uspakajać. Delikatny, kojący głos Mandy działał na nią usypiająco. Brunetka leżała obok dziewczynki i cichutko nuciła słowa piosenki, którą sama ułożyła. Głaskała ją po główce do czasu, kiedy kwilenie dziecka całkowicie ustąpiło.
Zasnęła.

Mandy próbowała znaleźć bluzkę w bałaganie, jaki zrobiła sprzątając swój własny pokój. Miała się zaraz spotkać z Katie i opowiedzieć jej ze wszystkimi szczegółami wydarzenia związane z pobytem brunetki u ciotki Kaulitzów. Nagle spod sterty ubrań usłyszała dzwonek swojego telefonu. Podeszła do fotela, wygrzebała aparat i nie patrząc na wyświetlacz przycisnęła zieloną słuchawkę.
- Słucham?
- Cześć Mandy tu Bill. – z drugiej strony dobiegł ją wesoły głos przyjaciela. – Mam świetną informację.
- Ee.. co się stało? – powiedziałą zaskoczona.
- Mam dla ciebie pracę. – Bill zamilkł na chwilę jakby oczekując jej reakcji. – Będziesz pracowała z nami.

CDN.
???

Dziękuję za komentarze ; ****

komentarze [29]/Komentuj

Callien

Seria II cz. VI >> czwartek, 24 stycznia 2008 15:35:12






Heloł.xD Ah uwielbiam to Jolowskie helloł:D
Dobra, jestem wróciłam po feriach, dlatego dopiero teraz czytam notki o których informowaliście. Tak więc zapraszam na nową część.:D
Z góry sorry za błędy i dziękuję za komentarze:*:*


VI

- Mamo, co to jest? – dziewczyna trzymała w ręce czarną długą sukienkę a jej mina nie wyrażała dużego zadowolenia.
- Jak to, co? Sukienka, musisz się ładnie prezentować u rodziny tego chłopca. – matka Mandy jak by niby nic dalej wieszała pranie nie patrząc nawet na córkę.
- Ee.. posłuchaj mnie. Ja tam jadę tylko jako pomoc. Będę udawać dziewczynę, to wszystko żadnych kolacji, nic – brunetka próbowała wytłumaczyć wszystko rodzicielce jak małemu dziecku, jednak z marnym skutkiem. – I to jest Kaulitz a nie chłopiec. – dodała z przekąsem.
- Oh skarbie nic się nie stanie jak włożysz tą suknię do torby, zajmie mało miejsca a może się przydać. – kobieta uśmiechnęła się promiennie, na co niebieskooka przewróciła oczami i poszła na górę dalej się pakować.


- Mandy! Tom już przyjechał – po domu rozniósł się donośny głos pani Fischer. – O jej, jaki on ma samochód. – dodała zdziwiona wyglądając, przez okno.
- Kaulitz samochód? Przecież on nie ma prawa jazdy. – dziewczyna podeszła do okna aby sprawdzić czy jej matka aby na pewno dobrze widzi. – O kurde! Chyba jednak ma. – wytrzeszczyła oczy patrząc z niedowierzaniem, jak Tom wysiada z cudownego, czarnego Cadillaca. Po chwili już stał w hollu, komplementując panią Sarę.
- Dzień dobry. Pani jak zwykle pięknie wygląda. – chłopak ujął jej dłoń i szarmancko cmokną jej zewnętrzną powierzchnię. Mandy popatrzyła na niego z niedowierzaniem, przeszła obok niego szeptając mu na ucho „lizus” i uśmiechając się wrednie. On jednak stał dalej niewzruszony, uśmiechając się idiotycznie w stronę pani Fischer.
- Tylko jedźcie ostrożnie, i uważajcie na drogę.
- Dobrze mamo, do zobaczenia.
- Do widzenia pani Fischer – Tom uśmiechnął się szeroko, a Mandy po raz kolejny popatrzyła na niego jak na totalnego idiotę. – Torbę daj do bagażnika, tylko nic nie porysuj! – chłopak delikatnie otworzył bagażnik. – Duży prawda? – powiedział patrząc na Mandy, która z niedowierzaniem wpatrywała się w samochód. – Akurat na dwie osoby. – szepnął zbliżając się na nieznaczną odległość do dziewczyny.
- Testowałeś już? – zapytała z wrednym uśmieszkiem.
- Oczywiście.
- To coś kiepsko wyszło, skoro Rebeki już tu nie ma. – szepnęła z ironią i udała się do samochodu. Chłopak popatrzył za nią i uśmiechnął się do siebie. Miał szczęście, że Bill nic jej nie powiedział, bo chyba leżałby tu teraz zlinczowany. Podrzucił kluczyki do góry i zasiadł za kierownicą swojego pojazdu.
- Bardziej podlizać się mojej mamie już nie dałeś rady? – zapytała kiedy chłopak ruszył maszyną i teraz mknęli przez równe niemieckie drogi.
- Dało, ale nie chciałem tracić wszystkich moich wdzięków przy pierwszym razie. – odpowiedział spokojnie skupiając się na drodze. Mandy musiała przyznać, że był naprawdę dobrym kierowcą. Nie mogła się nadziwić, z jaką delikatnością potrafi panować nad tym „smokiem”, bo tak zdecydowanie można było nazwać ten pojazd. Brunetka nie zastanawiała się długo nad słowami chłopaka, i wywaliła nogi na jasną tapicerkę. Chłopak popatrzył na nią z oburzeniem.
- Fischer, bierz te łapy!
- Pfff… - popatrzyła na niego ze znudzeniem, ale posłuchała i ściągnęła nogi z półeczki. – A szyber dach masz? – przeniosła wzrok na jego osobę. Tom uśmiechnął się cwaniacko i wcisnął jakiś guzik, który otworzył szybę w dachu zaraz nad dziewczyną. W tym samym czasie w radiu popłynęła piosenka Heleny Paparizou pt: „Mambo”. Mandy podkręciła muzykę i wystawiła głowę, przez dach, zakładając okulary i machając rękoma w rytm piosenki.
- Hey, hey, hey I feel the mambo, aiya – śpiewała, machając przy tym do ludzi i uśmiechając się do wszystkich. Czuła się taka wolna. Wiatr muskał delikatnie jej twarz i włosy. Nie czuła bólu, mogła się zapomnieć. Mogła zapomnieć o wszystkich problemach. Nagle poczuła jak ktoś ją ciągnie w dół. Jednak nie mogła zapomnieć o wszystkich problemach, jeden był wyjątkowo namolny.
- Fischer, czyś ty zwariowała? – Tom wydarł się na nią, dalej skupiając się na drodze. – Tu stoją gliny, jak nas złapią to cię zabiję. – powiedział złowrogo. Mandy popatrzyła na drogę i spostrzegła zielono biały samochód z napisem policja. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni tak zwanego lizaka i nakazał im zjechać na pobocze.
- Upss.. – Mandy posłała w stronę bardzo zdenerwowanej twarzy Toma uśmiech aniołka.



Mandy siedziała już od 15 minut w samochodzie. Tom wyszedł do policjantów i rozmawiał z nimi. Po chwili wszyscy buchnęli śmiechem i spojrzeli w stronę dziewczyny. Ona znudzona odwróciła wzrok w drugą stronę oglądając wnętrze samochodu. Po 5 minutach chłopak wszedł z powrotem do auto i ruszyli w dalszą drogę. Dziewczyna popatrzyła na niego pytająco. Spodziewała się wybuchu złości, klnięcia na nią i grożenia śmiercią, jednak nic takiego się nie działo.
- I?
- I nic. Masz szczęście. Powiedziałem im, że jesteś niedorozwinięta i dlatego się tak dziwnie zachowujesz. – chłopak popatrzył na nią z uśmiechem satysfakcji.
- Co…co? Co im powiedziałeś? Jak mogłeś? Ale z ciebie dureń! – wrzeszczała zdenerwowana Mandy. O nie nikt jej nie będzie publicznie ośmieszał, a już na pewno nie KAULITZ!.
- Ciesz się, że coś wymyśliłem a ci naiwniacy to wzięli, bo inaczej płaciłabyś teraz ciężkie pieniądze za mandat! – krzyknął uciszając przy tym jej wywody. Dziewczyna przyznała mu w duchu rację i siedziała już cicho nie odzywając się. – Mam pomysł, na czas całej tej farsy, zakopmy topór wojenny. Powinniśmy się do siebie dość miło odzywać, żeby nie wzbudzać podejrzeń myślę też, że powinniśmy mówić do siebie po imieniu. – chłopak mówił bardzo poważnie.
- Niech ci będzie. Daleko jeszcze? Mam potrzebę. – dziewczyna jęknęła przeciągle zaciskając nogi. Chłopak popatrzył na jej skwaszoną minę i zaśmiał się szczerze. I pomyśleć, że ten wulkan energii potrafi być taki nieobliczalny.
- Już jesteśmy na miejscu. – powiedział skręcając w pojedynczą uliczkę i zatrzymując się na jej końcu, przy niewielkim białym domku. Gdy Mandy wyszła z samochodu, przyjrzała się dokładnie budowli. Średniej wielkości domek budowany w stylu amerykańskim, obity białymi deskami. Z dużym oknem zapewne do salonu i podejściem wyłożonym płytkami. Tom podszedł do niej i złapał niepewnie za rękę. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
- No to show time czas zacząć. – powiedział, na co ona przytaknęła głową i mocniej zacisnęła palce w jego dłoni. Dziwnie się czuła. Była w obcym domu, udawała dziewczynę swojego wroga a na dodatek trzymając go za rękę rozchodziło się po jej kończynie przyjemne ciepło, którego sama nie potrafiła wytłumaczyć. Dzieje się z nią ostatnio coś dziwnego. Ale nie może sobie przecież tym teraz zaprzątać głowy, musi dobrze odegrać swoja rolę. „Para” powoli skierowała się do drzwi, które po chwili otworzyła niska, ruda kobieta o sympatycznym wyrazie twarzy.
- Oo Tom kochanie witaj, jak dobrze, że już jesteście. – kobieta zaprosiła ich gestem ręki do środka.
- Witaj ciociu, miło cię widzieć. To jest.. – urwał wskazując na Mandy, która dotychczas stała na uboczu.
- A co ona języka w gębie nie ma? Rozumiem ZAKOCHANI, ale nie musisz kochaneczku za nią odpowiadać, prawda złotko? – teraz rudowłosa zwróciła się bezpośrednio do Mandy. Ona zaskoczona otwartością cioci, popatrzyła zdezorientowana na Toma, a on ruchem głowy nakazał jej, aby się przedstawiła i wyluzowała trochę.
- Eee.. tak. Nazywam się Ma…Rebecca. – dziewczyna nerwowo wyciągnęła dłoń w stronę kobiety. Po szybkich oględzinach stwierdziła, że nie może mieć ona więcej jak 35 lat.
- Meg. Bądź ciocia Meg. – ciocia potrząsnęła dłonią brunetki. – Chodźcie kochani pokaże wam wasz pokój, rozpakujecie się i zaraz będzie kolacja.
- Oczywiście ciociu. – Tom wziął wszystkie torby i ruszył za kobietą. Mandy po chwili wahania, również poszła na górę. Czy ona dobrze słyszała? Wspólna sypialnia z Tomem? No przecież to było do przewidzenia. Mandy ty jednak jesteś totalną idiotką, pomyślała ze zrezygnowaniem. Meg zaprowadziła ich do dużego pokoju z wielkim małżeńskim łożem. Brunetka odetchnęła z ulgą widząc, że na nim zmieściłoby się z 5 osób. Przynajmniej tyle dobrego.
- Ej Fischer wyluzuj, nie było tak źle ciotka łyknęła haczyk – powiedział zadowolony Tom do dziewczyny, która po wyjściu pani Meg, rypnęła się na łóżko. – Gorzej będzie z kuzynem, taki mały rudy, pamiętaj przy nim musi być pełna profeska. – rzucił się na miejsce obok dziewczyny.
- Yhm. Ej mieszka tu ktoś jeszcze?
- Antoni mąż i mała córeczka ciotki, Dorothy. Śliczny z niej bobas ma dopiero półtora roku.- chłopak uśmiechnął się na samą myśl o tej słodkiej dziewczynce, która pewnie teraz spała parę sypialni od nich. Mandy popatrzyła na niego z ironią i rzuciła pod nosem.
- Pedofil.
- Słyszałem.
- Dzieci kolacja! – z dołu dobiegł ich głos cioci.
- I pamiętaj zachowuj się jak na Kulitza dziewczynę przystało. – sarknął.
- Ty weź się zamknij dobra?! – rzuciła w jego stronę wkurzona. Obróciła się i stanęła jak wryta. Przed nimi jak słup z pod ziemi wyrósł Josep. Dziewczyna od razu go poznała po rudych włosach, o których mówił Tom. On również popatrzył na niego niepewnie. Na pewno rudziak słyszał ich „przyzwoitą” konwersacje.
- „Małżeńska kłótnia?” – zapytał z ironią – Jestem Josep – wyciągnął rękę w stronę Mandy, która posyłała w jego stronę mordercze spojrzenia. Nie spodobał się jej od razu. Był z byt pewny siebie, ale ona już mu pokaże.
- Rebecca. – uśmiechnęła się mściwie. – Idziemy kochanie? – odwróciła się w stronę Toma i rzuciła mu zadowolone spojrzenie. Tom zrozumiał przekaz złapał ja w pasie i zeszli razem do jadalni zostawiając Josepa w osłupieniu.



- Tom opowiedz nam coś o swoich planach. Jak tam zespół i co ciekawego u Billa? – Meg próbowała dowiedzieć się jak najwięcej z sekretnego życia braci Kaulitz.
- A u nas wszystko dobrze, za dwa tygodnie ruszamy w trasę koncertową, jak na razie wszystko się nam dobrze układa.
- A nie myśleliście o no wiecie, ślubie, dzieciach…? – pytanie cioci przerwało, głośne kaszlenie ze strony Mandy, która słysząc te słowa zakrztusiła się kęsem, który miała akurat połykać.
- Przepraszam. – powiedziała głęboko oddychając. Tom popatrzył na nią z czystym przerażeniem w oczach.
- Oh Meg, zobacz jak się dzieciaki wystraszyły, są jeszcze młodzi, mają czas. – na szczęście dwójki, całą sytuacje załagodził Antoni. Mandy była mu bardzo wdzięczna.
- Dokładnie, nie myśleliśmy jeszcze o tym. – Tom podtrzymał wersję wujka i już do końca kolacji każdy jadł w spokoju.




- Ale ten twój kuzynek jest wkurzający! – krzyknęła Mandy będąc już w pokoju i czekając aż Tom wyjdzie z łazienki, gdyż bezczelnie wrył się jej w kolejkę. – No jak go dorwę to mu nogi z dupy powyrywam!
- Mówiłem. – stwierdził Tom wychodząc z łazienki owinięty tylko w biały ręcznik. Dziewczyna popatrzyła na niego karcąco. – No, co? Zapomniałem bokserek. – powiedział na obronę i powędrował w stronę torby, z której wyciągnął pożądaną rzecz. Dziewczyna westchnęła tylko głośno i weszła do łazienki. Pachniało w niej żelem Toma. Odkręciła kurek i nalała do wanny trochę wody. Następnie delikatnie się w niej zanurzyła i szybko umyła, gdyż nie miała ochoty dzisiaj na dłuższe siedzenie w wannie. Wytarła się ręcznikiem i przyodziała na siebie czarne bokserki w kropki i do tego obcisłą koszulkę na ramiączkach tego samego wzoru. Wyszła z łazienki i skierowała się do torby, która stała koło drzwi. Od strony łóżka dobiegło ją ciche pogwizdywanie. Wkurzona do granic możliwości, wyprostowała się jak struna i powoli odwróciła się w stronę Toma, który leżał na łóżku i bezczelnie się do niej uśmiechał. Już miała rzucić w jego stronę wiązankę najmożliwszych przekleństw, jakie znała, ale coś innego zwróciło jej uwagę. Odwróciła się w stronę drzwi i spostrzegła jak jakiś cień kładzie się na podłodze i bezczelnie przystawia ucho do drzwi. Mandy uśmiechnęła się ironicznie i dając znak Tomowi, że ktoś leży pod ich pokojem ruszyła na palcach w stronę łazienki. Kaulitz patrzył z zaciekawieniem na jej poczynania. Wiedział dobrze, że to kuzynek ich podsłuchuje. Od samego początku coś podejrzewał i Tom to wyczuwał, ale nie myślał, że posunie się do tak drastycznego kroku jak podsłuchiwanie.
- Tom skarbie, możesz mi przynieść ręcznik, bo zapomniałam! – wydarła się Mandy, stojąc w progu łazienki.
- Jasne, już idę. – Tom zamruczał posłusznie, wstał z łóżka i podszedł do Mandy. Stanął bardzo blisko niej, aby dokładnie przyjrzeć się jej ciału.
- Nie wziąłeś ręcznika. – powiedziała na tyle głośno aby osoba stojąca za drzwiami mogła ich usłyszeć.
- Sam cię wytrę. – powiedział podobnym tonem, co brunetka przed chwilą. Wziął ją na ręce a ona cicho krzyknęła. Spojrzała mu w oczy. Sama nie wiedziała czy gra czy bierze to wszystko na poważnie. Trochę się przestraszyła, kiedy wyczuła nutkę pożądania w jego wzroku. Tom położył ją delikatnie na pościeli i ułożył się obok niej. Delikatnie głaskał ja po włosach.
- Jeżeli wejdzie, to nie odskakuj za szybko. – szepnął jej do ucha i delikatnie ugryzł jego płatek. Mandy zacisnęła powieki i przygryzła wargi. Czuła taki wielki napływ pożądania, że sama się bała, iż nie wytrzyma i żuci się na Kaulitza niczym wygłodniały lew. Pisnęła niewinnie, kiedy chłopak całował powoli jej szyję a potem wszedł na podbródek i zaczął pieścić delikatnie jej wargi swoimi. Przygryzła delikatnie jego dolna wargę i przejechała wilgotnym językiem po jego podniebieniu. Rozbudzony Tom wpił się mocno w jej wargi, całując ją z coraz większym zapałem. Ona również nie była mu dłużna. Objęła go mocno za kark i pieściła dłońmi jego szyję. Jak się spodziewali usłyszeli po chwili szczęk otwieranych drzwi. Mandy powoli odsunęła się od Toma, który leżał teraz na niej i spojrzała zza jego pleców na przybysza.
- Eee.. ten szukam…gitary? – powiedział zakłopotany Josep, był stuprocentowo pewny, że udają i wcale nie zmierzają się zacząć kochać. Jaka była jego reakcja, kiedy jednak zobaczył ich w dość dwuznacznej pozycji.
- Nie ma tu żadnej gitary. – powiedziała Mandy udając, że się na niego złości za to, że przerwał im upojne chwile.
- Właśnie Josep, nie ma tu nic, więc daj nam dokończyć. – syknał Tom złażąc z Mandy i patrząc kuzynowi prosto w oczy.
- Jj.. Jasne już idę – chłopak szybko wyszedł zamykając za sobą z hukiem drzwi.
- Haha, ale frajer. – Mandy parsknęła pod nosem.
- To jeszcze nie koniec, on ma sypialnie nad nami, więc… - chłopak popatrzył na brunetkę znacząco.
- O nie, nie mam zamiaru uprawiać z tobą dzikiego seksu. – rzekła oburzona.
- A kto tu mówił o dzikim seksie no, ale jeżeli tobie taki po głowie chodzi to nie ma sprawy – ach ten jego cyniczny uśmieszek. – Po prostu trochę poudawajmy.
- Co masz na myśli? – zapytała patrząc na niego uważnie. Nie podobał jej się ten jego przebiegły uśmiech. No dobra ładny był, ale nie w takiej sytuacji.
- Nie wiem Mandy pobudź wyobraźnie! – mówił coraz głośniej i coraz namiętniej, zbliżając się nieznacznie do niej.
- A ciocia? – zapytała przerażona pomysłem „swojego chłopaka”
- Ma pokój po drugiej stronie domu, nie usłyszy. – Mandy popatrzyła na niego i złośliwy smirk wykwitł jej na twarzy. Zaczęła delikatnie podskakiwać na łóżku tak, zaczęło skrzypieć dość głośno, aby kuzynek usłyszał.
- Kochanie jesteś boska! – Kaulitz też nieźle bawił się zaistniałą sytuacją. To było dość komiczne. On i Fischer udający, że uprawiają namiętny, dziki seks. Nie do pomyślenia.
- Tom nie gadaj tyle, tylko zabierz się do roboty. – oboje zaczęli wydawać z siebie dziwne odgłosy i mogli przysiąc, że podłoga nad nimi lekko zadrżała.
- Myślisz, ze już sobie wali? – zapytała Mandy i wybuchła niepohamowanym śmiechem.
- Cicho, teraz ten moment, kiedy dochodzimy.
- Skąd wiesz, że podnieciłeś mnie na, tyle, że ja też dojdę? – zapytała ironicznie. Kaulitz niewiele myśląc złapał ją za głowę, przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował. – No dobra dochodzimy. – powiedziała zamroczona i na umówiony sygnał razem wydali z siebie przeciągłe jęki.


CDN.
Haha nie śmiać się. Beznadziejnie

komentarze [37]/Komentuj

Callien





grafika | html z pomocą Elen
only for Fischer-vs-Kaulitz


SITE





dodaj mnie
bohaterowie

Z powodu braku czasu informuję o nowych notkach TYLKO osoby wpisane do księgi gości.

Czytaj
Napisz

FAVOURITES

ichliebetommeine-schatzendlosigkeitfuck-me-tomopowiadania-remione



Fischer-vs-Kaulitz

SERIA I
Prolog, I, II, III, IV, V, VI, VII, VIII, IX, X, XI, XII, XIII, XIV, XV

SERIA II
I, II, III, IV, V, VI, VII, VIII, IX, X, XI, XII, XIII, XIV, XV, XVI, XVII, XVIII